Kalendarz » Polska

Warmia, Inga i ja

Autor: Waldemar Seferyński 7 lutego 2015, Kiwity

/.../Bazylika w Stoczku Klasztornym pełna była gości weselnych. Rodziny, przyjaciół, znajomych i jak to na wsiach bywało zwykłych gapiów. Kościół był przesycony zapachem kwiatów. I tych z wystroju i tych przygotowanych do podarowania narzeczonym. Wysoki budynek rotundy rozświetlało warmińskie sierpniowe słońce… Migające ogniki tworzyły witrażowe rozbłyski na ścianach, na ołtarzach, na posadzce.

Ceremonia ślubna Łukasza Drohomireckiego właściciela pobliskiego pensjonatu Ostrów i Ingi Rabe niemieckiej historyczki kończyła się już. Organy wydobywały z siebie wspaniałe dźwięki. Organista, ksiądz Kazimierz grał Ave Maria. Majestatycznie poruszał się płomień świec. Stary, siwiuteńki ksiądz Adam podniósł właśnie kielich mszalny…

Łukasz klęczał z Ingą przed ołtarzem. Uśmiechnięty, zasłuchany, wpatrywał się w swoją wybrankę. Miał ochotę nawet tu i teraz, przy wszystkich przytulić ją i całować. Inga wyglądała przepięknie w krótkiej, błękitnej jak jej oczy sukience z wiązanką wielokolorowych frezji w ręku. Na szkarłatnej poduszeczce nie było już dwóch wąskich złotych obrączek. Lśniły już na ich prawych dłoniach.

 

Nagle otworzyły się wielkie, ciężkie drewniane drzwi z wielkim żelaznym zamkiem. W progu stanął starszy, wysoki, siwy, jeszcze przystojny mężczyzna w ciemnym garniturze z kapeluszem w lewym ręku i brązową laseczką w prawym.

Wszyscy odwrócili się, spoglądając na spóźnionego gościa.

Inga uradowana szepnęła po niemiecku – Dziadku, jednak przyjechałeś…

Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Jednocześnie pod ołtarzem rozległ się łomot padającego ciała. Odgłos był głuchy, wytłumiony przez gruby, ozdobny dywan. Ksiądz Adam, pobladły trzymał się za serce. Zbielałe usta poruszały się bezgłośnie.

Zapanowała grobowa cisza. Dopiero teraz organista przestał grać...

Łukasz z ministrantem podbiegł i podtrzymał chwiejącą się głowę staruszka.

Usłyszał tylko wyszeptane z wielkim trudem dwa słowa – to on…

Na bieluteńkim ornacie pojawiła się szkarłatna plama tworząca dziwny wzór. Czy to było wino z kielicha czy krew?

Inga stała w bezruchu. Wiązanka wypadła jej z dłoni i poturlała się pod ołtarz. Szlochała patrząc raz na księdza Adama, raz na dziadka Petera, który pośpiesznie wspierając się na laseczce wybiegł z kościoła, krzycząc głośno po niemiecku - przeklęta wojna!

Ptaki ze strachem zerwały się z drzew przed kościołem. Wiatr szarpnął zielonymi liśćmi.

W oddali słychać było cichy jeszcze odgłos sygnału karetki, po którą zadzwonił ktoś z gości.

Przerażonych weselnych gości.

Karetka zatrzymała się z piskiem opon.

Zapanowała cisza. /.../

 

 

 

 

 

Oddaj swój głos:
(5)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...