Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Trzy laleczki

Autor: Anna Ciupińska 10 kwietnia 2013, Piechowice

Już od dłuższej chwili zamyślona Julia stała przy ogromnej wystawie sklepu z zabawkami. W swojej dorosłej dłoni trzymała małą niespokojną łapkę. Mała Fi, wpatrzona ogromnymi, brązowymi oczami w zachwycające misiowe mamy, lalki, wózeczki, różnorakie klocki, kuchenki, literki i cyferki, miała nie lada dylemat. Dylemat, miała również babcia Julia. W życiu nie widziały tylu zabawek naraz. W eleganckim i z gustem urządzonym sklepie, wybór był przeogromny. Julia kątem oka łypała na małą. Ogromnie pragnęła zrobić jej przyjemność. Wyjeżdżała na długo i chciała, aby Fila, miała nie tylko zwykłą pamiątkę, ale coś bardzo wyjątkowego. Ostatecznie jednak, tuż przed wejściem, umówiły się, że podczas nieobecności babci, Fi będzie opowiadać i zwierzać się, ze swoich dziewczyńskich zmartwień misiowi lub lali, którą babcia obiecała kupić. Oczywiście, jeżeli jakiś "przyjaciel" spełni wymagania i dziewczynce przypadnie do gustu. No, bo trudno przecież mieć za przyjaciół kuchenkę, domek dla lalek, lub żelazko, czy też odkurzacz. Chociażby najbardziej „wypasiony”. Fi, właśnie wybierała się do "zerówki" i w związku z powyższym nieśmiało wkraczała w dorosłość, przeżywając ogromne rozterki. Miała sześć lat i całą masę dziewczęcych problemów. Babcia, od zawsze była dla niej oparciem i przyjaciółką, niestety, w najbliższym czasie nie będzie takiej możliwości. Przyjacielem, owszem pozostanie, ale na odległość. A to, już nie to samo, co móc w każdej chwili wypłakać się w babciny rękaw, lub powędrować z nią do parku i na lody, lub posłuchać jej fascynujących opowieści... Zatem uradziły, iż to mięciutki niedźwiadek, bądź miła lala będzie tymczasowo zastępowała babcię – przyjaciółkę, a obie panie będą sobie rozmawiały wieczorową porą przez Skype, a. Tak będzie najlepiej.

Tymczasem mała przestępowała z nogi na nogę, rączka jej się spociła, a na policzki wystąpiły rumieńce.

-No! Babciu, chodźmy już, wejdźmy do środka - przecież muszę dokładnie obejrzeć, zanim wybierzemy.

-To do dzieła skarbie. Czeka cię ciężka praca. Przyjaciel to nie byle co, trzeba go wybierać z rozwagą.

Weszły do ciepłego i kolorowego sklepu. Fi z poważną minką przypatrywała się wszystkim misiom po kolei. Mięciutkim i puchatym, misiowym mamom i tatom, misiom w sweterkach, sukienkach, kapelusikach, i płaszczykach, jednak na żadnego nie mogąc się zdecydować. Dziewczęta z obsługi dwoiły się i troiły, aby zadowolić małą klientkę. Daremnie.

-Babciu, one nie wyglądają na przyjaciół, to są misie, takie jak w przedszkolu. Mówiła rozczarowana dziewczynka, ledwie hamując łzy.

- To może pójdziemy obejrzeć lalki?- Zaproponowała Julia

-Chodźmy, chodźmy, może ona tam na nas czeka i denerwuje się, dlaczego jeszcze nie przychodzimy?

Zaczęły oglądać. Dzidziusie odpadały, malutkie, długie, chude i biuściaste, wyglądające jak panienki z obsługi - również. Duże wymuskane królewny – zachwycały, ale strach by je dotknąć, a co dopiero przytulić i porozmawiać. Babcia i wnuczka, coraz bardziej zawiedzione, zatrzymały się w końcu przed lalami z materiału. Julia drgnęła. Nagle, odległe wspomnienie zostało wyrwane z dna serca. Zachwiała się i maskując słabość, uśmiechnęła do Fi, dyskretnie rozglądając za jakimś krzesłem. Tymczasem dziewczynka krytycznie przyglądała się ewentualnym przyjaciółkom. Ze skupioną minką, oceniała każdą po kolei. Wszystkie miały imiona, wyszyte na kolorowych czepeczkach. Cała gama Maryś, Róż i Luiz siedziała sobie w kąciku, na drewnianej ławie, prezentując swoje walory i czekając na potencjalną właścicielkę. Były różnej wielkości, jednak wszystkie miały okrągłe jak talerzyki buzie, długie włóczkowe warkocze i ogromne oczy, które wesoło patrzyły na świat. Do tego kolorowe fartuszki i niebotycznie długie nogi. Lale były wypchane czymś szeleszczącym, co powodowało, że przy dotyku sprawiały wrażenie jakby coś szeptały. Fi oglądała jedną lalę po drugiej, szukając tej właściwej – a nuż się uda? I kiedy wnuczka bobrowała wśród zabawek, Julia dyskretnie odeszła od regałów i przysiadła nieopodal na wygodnym foteliku. W tym sklepie małe klientki i ich opiekunowie byli traktowani z szacunkiem. Grzeczna obsługa, a do tego kawa lub herbata, według życzenia. Dobra prasa lub Internet, wedle wyboru. A dla małych książąt, soczki, książeczki i gry. Wszystko po to, aby zdobyć i zaskarbić przychylność klienta. Mają się czuć "dopieszczeni" Tak zarządzili właściciele sklepu, którego kolorowy szyld nosił nazwę " Beztroski świat dziecka".

Tymczasem Julia popijając espresso, zerkała niespokojnie w stronę wnuczki, oceniającej kolejną lalę, którą właśnie trzymała w rękach. Ta wyjątkowa lalka, od samego początku przykuła uwagę Julii. Jak zahipnotyzowana, nie mogła oderwać oczu od "szmacianki". Gdybyż wcześniej wiedziała... Nie sądziła, że takie lale jeszcze są w sprzedaży... Ona też taką kiedyś miała, chyba nawet ubraną tak samo. W sukienkę zwaną "chłopką", tylko "łączka" miała jakby inne kolory... Serce zatrzepotało jej w piersi niczym uwięziony gołąbek w dłoniach oprawcy, a po krzyżu spłynęła strużka potu. Wspomnienia zaatakowały i niczym za sprawą zaczarowanej różdżki przeniosła się w zupełnie inny świat...

Był piękny letni dzień. Julia, a właściwie wtedy mała Julcia, wybiegła na podwórze. Cieplutkie powietrze owiało jej rzadziutkie blond włoski i zakręciło dołem sukienki. Lubiła taki delikatny wietrzyk, miała wrażenie, że dostaje całusy na dzień dobry, a do tego poruszał tak wdzięcznie listkami topoli, które wyglądały jakby drżały ze strachu. A one, tak naprawdę, pozdrawiały dziewczynkę, drżąc, a przy tym śmiesznie szeleszcząc. Mała często przyglądała się, jak wiatr chwiał i trząsł listkami, które były z jednej strony matowo- srebrzysto-zielone, a z drugiej jasno - zielone, ale jakby jeszcze pociągnięte czymś błyszczącym. Chwiejąc się, trzepocąc, szeleszcząc i migając w słońcu, opowiadały dziewczynce mnóstwo pięknych historii. Zafascynowana siadała na ciepłej ziemi, w zielonej trawie i schowana wśród łąkowego kwiecia, upojona zapachem, godzinami oddawała się topolowym opowieściom. Często siadała też na wielkim konarze ogromnej grubej sosny i słuchała jej śpiewu. Gruba sosna była piękna. Potężna, nie dosyć, że cudownie pachniała w porannym słońcu, to jeszcze miała "miotełki" zamiast listków. Zadziwiające, jak na tych "miotełkach" grał maestro wiatr. Podczas jego gry, Julia wyobrażała sobie, iż jest wędrownym, bosym skrzypkiem, który jak zaklęty, krąży po bezdrożach w poszukiwaniu szczęścia. A sosna śpiewała. Ale jak śpiewała! O każdej porze inaczej. Czasami, były to wesołe figlarne krótkie piosenki, a czasami zawodzące, długie i żałosne. Lub budzący trwogę świst przechodzący w wycie, które, tak poruszało napięte do granic nerwy Julki, iż drżała na całym ciele. Oczy wychodziły jej na wierzch, język przyklejał do podniebienia, zamierało serce. Kuliła się wtedy w sobie, wbijając prawie w twardą, grubą i spękaną korę. W takich niesamowitych chwilach naciągała przykrótką sukienczynę na kolana, zapierała trzewiczkami o konar i zafascynowana jednoczyła się prawie z owym drzewem. A sosna gięła się w samotnym i smutnym tańcu, szeroko rozpościerając gałęzie i potrząsając "miotełkami", które niczym milion tancerek na zielonych i długich nóżkach, niestrudzenie tańczyły, tańczyły, tańczyły... Tylko dla Juli. Zaczarowana chłonęła ten śpiew, tę grę i te tańce, a potem biegła do ogromnego zielono-czerwonego samotnego buka- dziadka, aby ukoić rozedrgane nerwy i opowiedzieć mu o wszystkim. Buk, był bardzo, bardzo stary, dostojny, elegancki i rozważny. Ogromny i fascynujący odcieniami zieleni, czerwieni i brązu. Miał grube konary, w których mała Julia kryła się zupełnie jak w kołysce. Krył ją i tulił. Dawał poczucie bezpieczeństwa. Jemu, można było opowiedzieć wszystkie dziecięce troski. A buk pocieszał jak umiał, snuł opowieści i obdarzał przepięknymi listkami, i co najważniejsze, kanciastymi orzeszkami ukrytymi w kosmatych łupinkach wyglądających jak czapeczki, tyle, że pokrytych jakimś sztywnym włosem. Owe chropowate czapeczki dostojny dziadek buk kazał Julci zostawiać dla krasnoludków, których tam, gdzie mieszkała było całe mrowie. Z nimi też była zaprzyjaźniona. Zawsze przynosiła im okruszki, albo inne smakołyki, chyłkiem wyniesione z domu. Posłusznie, więc zostawiała owe czapeczki w widocznym miejscu, w rozwidleniu konarów, podglądając krasnoludki, które się po te czapeczki cichuśko skradały. Julka pytała dziadka - buka, po co krasnalom czapeczki, kiedy mają swoje, piękne i czerwone, a on odpowiadał jej, że używają ich chodząc na wyprawy do pobliskiego lasku, aby ich nikt tam nie przyłapał, albo robią sobie z nich garnuszki i składają w nich różne pyszności na zimę. Na przykład sok z brzozy, miód, krople rosy z dzikiej mięty, albo gwiezdny pył, który przynosi im stara czarownica...Gwarząc sobie z owym dziadkiem-bukiem nie odczuwała braku przyjaciół ani rodzeństwa. Nie, żeby ich była pozbawiona, ale oni nie byli z jej bajki. Zupełnie nie pasowała do świata, ani o dwa lata młodszego brata, ani tym bardziej o siedem lat starszej siostry. Mając sześć lat, była sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem... Jednak myliłby się ten, który by myślał, iż czuje się samotna. Nigdy w życiu. Miała swoje słońce, swój wiatr, swoje niebo, chmury, deszcz, drzewa, trawy, kwiaty, motyle, śnieg, szemrzące strumyki, tajemniczą grotę, łasicę, lasek orzechowy i śnieguliczkę obdarzającą ją strzelającymi kulkami. Żyła w swoim cokolwiek autystycznym świecie, zupełnie nie odczuwając braku kogokolwiek... A już na pewno, nie czuła się nieszczęśliwa. Czasami tylko pragnęła coś mieć, chociaż kawałeczek czegoś swojego, własnego, takiego namacalnego. A ponieważ nie wiedziała, co to mogłoby być, toteż specjalnie nie pragnęła niczego. Brat był młodszy, miał cztery latka i będąc tworem budzącym w rodzicach ogromną nadzieję, zupełnie Julki nie interesował. Był panem i władcą. Żądał i brał nie czekając. W przypadku oporu, rozdawał sprawiedliwe kopy, rozbawiając jeszcze wtedy rodziców, swą zaradnością. Zabierał szczególnie starszej siostrze, jako, że Ona opływała we wszelkiego rodzaju dobrobyt. Ona, wyzywała go od wstrętnych bachorów, On, trzymając ją za koniec spódnicy, próbował kopnąć w pupę. Juli, ponieważ nie posiadała nic, wydzierał z rąk, co najwyżej nadgryzione jabłko. A ona pozwalała Mu na to z całym spokojem, na jaki może się zdobyć sześcioletnie, cokolwiek autystyczne dziecko. Julka, patrząc na rodzeństwo, bardzo szybko pojęła, że, aby nic ci nie zostało zabrane, nie wolno ci nic mieć. W zasadzie i tak nie miała większego wpływu na swój stan posiadania. A ponieważ niczego nie żądała, niczego nie miała. Nie, oczywiście, jakieś buty, sukienki, czapki, tak, ale jeśli chodzi o zabawki to praktycznie żadnej. Nazywało się to tak: Starsza trzynastoletnia Siostra już nie bawi się zabawkami, toteż możesz korzystać. Stanęło na tym, że Siostra owszem miała, nie bawiła się, ale były tylko i wyłącznie Jej. Piękne niebieskie mebelki dla lalek. Łóżeczko z prawdziwą pościelą, trzydrzwiowa szafa z lustrem...Komplet filiżanek do herbaty, spodeczki... Brat, jako chłopiec miał jakieś tam swoje traktory i łodzie, klocki, czy też inne gadżety. Za to Julia nie miała nic. Dosłownie. Ani jednej własnej i chociażby najmniejszej zabawki. Całe bogactwo, jakim dysponowała, było niewidzialne. To była jej siła, ale wtedy, Julia zupełnie o tym nie wiedziała. I to w ten piękny, czerwcowy dzień, kiedy ciepłe słonko i wiaterek dawały jej słodkie buziaki, Tato zabrał ją, na wcześniej już zaplanowaną wycieczkę, do szkoły swojego kolegi, Mieczka. Ów Mieczek dostał właśnie kompletne wyposażenie do gabinetu fizyczno- matematycznego, a ponieważ koniecznie chciała zobaczyć, czy inna szkoła, jest taka sama jak szkoła jej Taty, przynudzała już dosyć długo, dopraszając się wizyty. W końcu wszystko zostało ustalone i dzień wyznaczony. Ojciec oznajmił, iż Mieczek ich oczekuje. Julka nie posiadała się z radości. Taka wycieczka! I to motorem! Ach, ten wiatr we włosach, to poczucie szczęścia i do tego zwiedzanie. Uwielbiała motor i jazdę z Tatą. Tylko ona, Tato i wiatr. W szkole, na pewno jej pokażą, jak się robi pioruny, albo jak się włosy przyklejają do takiej śmiesznej płytki... A, może zrobią niespodziankę i pokażą coś niezwykłego, czego jeszcze dotąd nie widziała. Na przykład listek pod mikroskopem. Była taka szczęśliwa, że nie zwróciła uwagi, iż minęli szkołę i postawili motor przy ośrodku zdrowia. Jula została zaprowadzona do gabinetu zabiegowego i tam wśród krokodylich łez, pozwoliła starej wampirzycy, pobrać sobie krew. Tato stwierdził, że to konieczne. A Mieczek i tak nie ma czasu dzisiaj.

-Przecież obiecał, obiecał i Ty też obiecałeś- chlipała rozczarowana dziewczynka.

Nienawidziła pobierania krwi, była upokorzona i mocno nieszczęśliwa. Zawiedziona i oszukana. Nie lubiła już Mieczka. Zawiódł.

Na otarcie łez, Ojciec zaprowadził ją do pobliskiego kiosku RUCH-u i pozwolił wybrać sobie zabawkę.

Jula po dłuższym namyśle wybrała lalkę szmaciankę, dokładnie taką, jaką oglądała w tej chwili jej ukochana wnuczka Fi. Boże! Nie! Pomyślała Julia. Dramat! Będzie do końca życia przypominać jej tę paskudną historię... Tymczasem, Fi odłożyła jednak lalkę i uszczęśliwiona zwróciła uwagę na jakiegoś białego misia, którego przyniosła jej z zaplecza ekspedientka... Całe szczęście.

       Uspokojona Julia wróciła do wspomnień. Jak się okazało, Ojciec, nakazał Juli milczenie i zapłatą była ta nieszczęsna lalka. Nie wolno było pisnąć nikomu ani słowa, gdzie byli, ani co robili. Nieszczęśliwa i szczęśliwa zarazem, Julka słowa dotrzymała.

       Tylko, że zszokowanej Matce będącej przy okazji w ośrodku zdrowia wręczono wyniki badań. Grupa krwi zero RH+. Od tej pory Julia zawsze wiedziała, jaką ma grupę krwi. Oprócz tego dowiedziała się, co znaczy słowo Judasz, żmija, sprzedawczyk, srebrniki i jeszcze kilka innych i równie ciekawych epitetów, jak dla sześcioletniego dziecka. Na nic tłumaczenie, że była proszona przez Tatę o milczenie. Nie dochodziła, dlaczego. Milczenie, to milczenie. I koniec. Przecież Tato prosił!

Po awanturze, jaką Matka urządziła Juli, lalka mocno straciła na urodzie. A do tego była głupia i nic nie rozumiała. Dla Julki już nic nie znaczyła, tyle tylko, że była to jej osobista własność. Ale dziewczynce już tak na tym specjalnie nie zależało. Cukierek stracił smak. Samotna i nieszczęśliwa pobiegła na łąkę i ukryła w trawie. Ułożyła się na plecach i obserwując gonitwę chmurek, słuchała koncertu ptaków, do których przyłączyła się część śpiewającej łąki. Cała łąka, kołysząc morzem traw, snuła słodką pieśń specjalnie dla nieszczęśliwej dziewczynki. Zafascynowana Julia zapomniała o bożym świecie. Delikatny szelest wysokich traw i wędrujące w nieznane krainy żuczki, tańczące na jej twarzą motylki i ten cudowny zapach świeżo koszonej nieopodal koniczyny, wynagradzały całe zło.

Lalka jeszcze przez jakiś czas poniewierała się po domu, a potem zniknęła i nikt, ani jej szukał, ani o niej nie mówił. No, chyba, że w kontekście jakże podłego charakteru Julki. Drugą lalkę dostała niebawem. Matka wybrała się do dużego miasta. Powód musiał być ważny, gdyż była to wyprawa całodniowa i kłopotliwa, ponieważ z dzieckiem. Julia przypomniała sobie wizytę u znajomej pani w Domu Towarowym. Nie rozumiała, o czym mówiły obie panie, ale po tej wizycie Matka kupiła dziewczynce śliczną, prawdziwą, zamykającą oczy i gołą laleczkę. Lalka nie miała więcej niż dwadzieścia centymetrów, proporcjonalne ręce i nogi, a do tego prawdziwe rzęsy. Włosy krótkie, namalowane i bardzo przypominała śliczną panią z DT. Matka oczywiście poprosiła, aby nie powtarzała nikomu treści rozmowy. Miała to jak w banku. Sprzedawczyk miał wprawę w zachowywaniu tajemnic. Tę lalę Jula miała dosyć długo, ale nigdy się nią nie bawiła.

Generalnie, nie bawiła się zabawkami. Były zimne, nieme i głupie. W żaden sposób nie potrafiły Juli wprowadzić w zaczarowany świat. Wolała czytać. Odkryła czytanie i wsiąkła na wieki. Taty już w jej życiu nie było, poszedł sobie... Ale zanim poszedł, z jakiejś chyba konferencji, przywiózł jej małą gumową laleczkę. Coś na wzór tych dzisiejszych, piszczących zabawek do wody. Miała krótkie brązowe loczki, marynarską bluzeczkę i plisowaną spódniczkę. Julia ucieszyła się ogromnie. Dostała tak po prostu, normalnie i za nic. To była jakby rekompensata za tamtą... Szczęśliwa, poszła z laleczką spać. Lalka od Taty, która wieczorem była, a rankiem zniknęła, niczym tęcza po deszczu. Może spadła pod łóżko... Może zaplątała się w pościel... Zrozpaczona Julka wyszła na podwórze, w szkole akurat była przerwa, a z małego okienka siódmej klasy, uderzając prosto w Julę, posypały się kawałki brązowej gumy. I do tego szyderstwa. Czy jej się przywidziało, czy mignęła w okienku rozbawiona twarz Siostry? Schyliła się i pozbierała kawałki rozrzucone po całym podwórku. Do całości brakowało kilku elementów, ale i tak wiedziała, że "to" właśnie była jej laleczka.

Otrząsnęła się ze smutnych wspomnień i spojrzała na Fi. Dziewczynka z oczami pełnymi łez szła w stronę babci.

-Kochanie, niczego nie wybrałaś?- Spytała zdumiona- naprawdę? Fi, rozpłakała się jeszcze bardziej.

-Babciu, ja nie mogę kupić sobie przyjaciela, mówiła szlochając – on, on, musi się znaleźć sam z siebie, ten mój przyjaciel.

Spojrzała na moją malutką i już tak mądrą wnuczkę, i przyznała jej rację.

- Tak Fi, przyjaciół się nie kupuje, oni po prostu znajdują się i są. Niczym kamyk nad morzem, który podniesiesz i schowasz do kieszeni, bo zauroczy cię jego kształt, bądź kolor. Aż przyjdzie czas i odkryjesz, że przyniosłaś do domu kawałek bursztynu. I wtedy, będziesz wiedziała, dlaczego zawsze masz go przy sobie. Bo będzie ci z nim po prostu dobrze. A może nawet, przyniesie ci szczęście. A tymczasem, zanim się znajdzie taki ktoś, kupię ci piękną książkę. Taką, którą przyniosła mi moja siostra jak byłam chora na szkarlatynę. To była pierwsza książka, którą przeczytałam samodzielnie. "Mała księżniczka", później jeszcze wiele razy ją czytałam i między innymi, mam wrażenie, że ona mnie ukształtowała. Przez lata była moją najlepszą przyjaciółką. I zdradzę ci tajemnicę - jeszcze do dzisiaj do niej zaglądam...

-Chodź, dodała - poszukamy tej książeczki, a potem pojedziemy na działkę i posadzimy drzewo. Najlepiej sosnę, albo buk, albo klon, taki ze śmiesznymi noskami... Albo cały las od razu. -No, chodź. Zobaczysz, będzie dobrze.

 

 

Oddaj swój głos:
(27)
(>7)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...