Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

TECHNIKA JAMESA JOYCE’ A DZISIAJ

Autor: Justyna Babiarz 12 września 2015,

Rozpowszechniona dzięki Jamesowi Joyce’ owi technika strumienia świadomości, przedstawiająca „ciąg” myśli twórcy, stosowana jest również współcześnie. Przydaje ona utworom, charakterystycznego dla prozy, „rysu” mocno zakreślonych, opisów. Jednak, mimo to, jest w stanie znaleźć z powodzeniem zastosowanie nawet w kojarzącej się ze swojej natury z koncentracją myśli oraz języka poezji, pod warunkiem połączenia jej z dużą dozą liryki czy symboliki; tym samym tworząc w efekcie unikatową mieszankę, która wymyka się krytycznoliterackiemu „zaszufladkowaniu”. – Przykład znajdziemy w tym wypadku w poezji oraz prozie poetyckiej Maksymiliana Tchonia, jaką przedstawię tutaj fragmentarycznie na podstawie szczegółowej analizy utworu zawartego w tomiku zatytułowanym „Ars poetica”„Demiurg pyta Moskwę”; ukazując symbiozę strumienia świadomości i poetyki. Wiersz ten odznacza się charakterystycznym stylem dla poezji tego autora.

Treść oraz analiza utworu:

Demiurg pyta Moskwę (*)

 

demiurg pyta Moskwę o zgodę

na transport ciała i zwłok poezji 

ostatni trębacz – zwiastuje porę 

nowiu na katafalku wylewa się 

 

   rosa z pękniętej róży czysta poezja 

   i zapach rozpoznanej macierzanki

   wiosenne brewerie niosą w kierunku 

   zero sztywne już ciało liryczne 

 

powietrze niczym pochód – wyborny 

kondukt zwiastuje przedostatnią 

godzinę doby które zacietrzewione 

w oku - spojówka żalu i żar widzenia 

 

   nie widzę cię ach moja Beatris czy 

   tak ma na imię epicentrum majestatu? 

   jesteś jak wulkan jesteś jak orkan 

   jesteś też jak westchnienie moje nad rzeką 

 

żalu wiesz czyste idee są wieczne

jak pręgi twoich spojówek pod banderą

śliny doczesności przełykasz swój 

żywot przyjaciel demiurg pyta o duszę 

 

   a ja łaknę życia i perturbuję gdzie 

   noc polarna zachodzi niczym nocne

   ptaki i koło podbiegunowe to mój 

   punkt zero na twoim ciele – niczym 

 

Pismo Święte oddzielone kreską

Starego i Nowego Testamentu dziś 

mapa mego nieba obiera kształt 

rąbu daj mi proszę jakiś znak – 

 

   mówił filozof a dziś płacze nad swoją 

   marnością byt się nie wzrusza przestrzeń 

   nie rozpływa nade mną tylko interpunkcja

   gwiazd ja debiutant życia obieram lot ku 

 

słońcu to moja pasja niczym droga

Chrystusa niczym wybór Hamleta 

niczym gniew Zeusa niech stanę oko 

w oko ze światłością dnia niech 

 

   twoje słowo już rozebrane na 

   przypadki dusza oddana już w cerkwi 

   czeka na ostatnią potyczkę to moja 

   subtelna darowizna na grecki Panteon 

 

opuszczoną powiekę pokryje grudka 

ziemi i wosk wypali kryzę pióra

na sześć siódmych niewiadomego 

dnia czysta poezja i jej jestestwo 

 

   zajmuję dziś dwadzieścia jeden gram

   między falą gorejącego morza a siłą 

   grawitacji ona pcha ku żywiołom twój

   szept wiadomego roku moja wierna jest

we mnie duma że jestem synem tego 

kraju na falochronie niezniszczalny

symbol szczęścia nie płacz nad poetami

oni zawsze będą wybiegać przed szereg

 

   jeżeli o was mówię - dyplomatyczna
   odpowiedź na słownym wygnaniu jakbym
   ci wiersz ex voto ofiarował żelazna
   kurtyno z tobą pięść w pięść adieau

 

Całość tekstu zdaje się, użyję tutaj poetyckiej paraleli, „płynąć” w potoku słów, myśli oraz uczuć. Obrazy przedstawione w tym rozbudowanym wierszu przechodzą jedne w drugie w ciągu logicznym albo – jedynie pozornie – bez związku ze sobą.

Zaczynając analizę od pierwszej i drugiej zwrotki, stwierdzę, że mówią one według mnie o doskonałym twórcy, czyli w tym wypadku – Demiurgu, który zadaje pytanie jakiemuś bytowi, tutaj – Moskwie. Osoba ta jest w posiadaniu zwłok jego twórczości; czyli – dzieł samego autora. „Ostatni trębacz” oraz „pora nowiu” przywodzą na myśl z kolei pogrzeb i żałobę. Natomiast kolejny fragment: „rosa z pękniętej róży czysta poezja i zapach rozpoznanej macierzanki” przedstawia poprzez bardzo „delikatne” porównanie jakiegoś typu połączenie poezji z przyrodą. Idąc dalej, trzecia strofka razem z czwartą stanowią również pewnego rodzaju bardziej „spójną”, scaloną część tego niejako przelanego na papier „strumienia myśli”. Trzecia przywołuje znów mocno, poprzez swoją symbolikę, skojarzenie z pogrzebem; lecz łączy się jednak, odcinając się zarazem przy tym kontrastem, z czwartą, ponieważ ta również opowiada o miłości. Nawiasem mówiąc, autor udowodnił tutaj, że scalanie poszczególnych części tekstu opanował literacko do perfekcji. Być może to właśnie najmocniejszy punkt w jego twórczości, ale sądzę, że jest to także jeden z najważniejszych „szczebli”, które trzeba osiągnąć, żeby być prawdziwym literatem. W czwartej zwrotce podmiot liryczny zwraca się do Beatris, czyli prawdopodobnie do Beatricze z „Boskiej komedii” Dantego, pytając ją o jej imię, a raczej o jego symbol. – „Czy tak ma na imię epicentrum majestatu?” Ponadto, wracając tym razem z wnioskowaniem do wcześniejszej strofki, nasuwa się takie oto interpretacyjne pytanie – „Nie widzę Cię, ponieważ już nie żyję?” „Epicentrum majestatu” przywodzi na myśl z kolei średniowieczne uwznioślanie niewiasty rodem wprost z etosu rycerskiego. Natomiast, jeśli chodzi o dalsze opisy tejże można odczytać ten fragment jako następujący przekaz. – „Jesteś namiętna, jesteś ‘ulotna’ (może jesteś marzeniem albo snem), jesteś romantyczna”; a, w związku z tym, że znajduje się tutaj także odniesienie do samego siebie, to można powiedzieć, że „romantyczna – tak jak ja”. Maksymilian Tchoń w swoich utworach, zwracając się do jakiegoś ideału kobiety wydaje się bardzo często kierować te słowa również do samego siebie. Choć w przypadku tego wiersza jest to znacznie mniej zaakcentowane niż w wypadku pozostałych, które poznałam. W piątej zwrotce z kolei autor w dalszym ciągu przemawia do nierealistycznie doskonałej wybranki, czyli w tym momencie do Beatris: „(…) czyste idee są wieczne jak pręgi twoich spojówek”. – To zestawienie jest wielkim dowodem na tę gloryfikację. Idąc dalej, doczesny żywot zdaje się kontrastować tutaj z pytaniem, jakie Demiurg zadaje o duszę. Szósta strofka natomiast rozpoczyna się od wyznania na temat łaknienia życia, co wiąże się w „gładki” sposób z poprzednią. Następnie poeta pisze o wędrówce do „punktu zero”, jak również łączy ze sobą dwa identyczne w swojej przenośni obrazy, czyli „perturbowanie” jakby na koniec świata i właśnie do „punktu zero” na ciele tejże idealnej kobiety. Obrazy te scala w dosyć zawiły i zawoalowany sposób. – Tak, jakby chciał zatrzeć istniejącą między nimi faktyczną przecież granicę. Kolejna zwrotka wydaje się być w tym sensie natomiast pewnym odbiciem i odpowiednikiem poprzedniej. Trochę jakby twórca „zawrócił”, snując swoją opowieść, ułożywszy ją przy tym nie tylko w innych metafizycznych symbolach, ale przede wszystkim, w odmiennej chronologii. W pewnym sensie można porównać go do malarza pokazującego ten sam krajobraz z różniącej się nieco perspektywy czy w innym oświetleniu. Następna strofka obrazuje z kolei jakiegoś rodzaju podwójną świadomość podmiotu lirycznego, który przedstawiony jest tutaj również jako filozof, a wcześniejsze słowa – jako jego „kwestia” z przeszłości. Bowiem, parafrazując słowa poety – „dziś filozof płacze, a byt nie ulega wzruszeniu.” Faktycznie w tym miejscu „umiłowanie mądrości” w znacznym stopniu przenika się z poezją. Natomiast „przestrzeń się nie rozpływa nade mną”, jakby nie ginęła rzeczywistość albo jej odbiór. W zamian za to dzieje się tak jedynie z „interpunkcją gwiazd”, tzn. z wyobraźnią, abstrakcją. I zarazem jedna, jak druga wizja więc są kompatybilne z życiem. Nawet w przypadku jego „debiutanta”. Takie określenie z kolei pasuje do opisu kogoś niewinnego i niedoświadczonego. Podmiot liryczny, który posiada takie właśnie cechy, odbywa lot ku słońcu. – Ten fragment tekstu nasuwa niestety skojarzenie z lotem Ikara. Powstają również dalsze pytania. – Czy ta alegoria jest symbolem pasji autora? Literackiego zamiłowania? Prawdopodobnie tak jest. W tym wypadku nasuwa się jedynie refleksja dotycząca braku możliwości ustalenia źródła tego pesymizmu. Swoją drogą, porównanie upodobania do tworzenia z pasją oznaczającą drogę krzyżową Chrystusa jest dobrane w sposób genialny. W tym miejscu „potoku” przemyśleń autora przypuszczalnie popłynęły one ku jakiejś misji pisania; ku – mesjanizmowi. I znowu pojawia się tutaj bardzo częste w przypadku twórczości Maksymiliana Tchonia odniesienie do dzieł romantyków. Poeta pisze: „niczym wybór Hamleta, niczym gniew Zeusa”. – W dalszym ciągu zmierza więc on w kierunku metafizyki zarówno literackiej, jak i religijnej. Z kolei pragnienie stanięcia ze światłością dnia naprowadza w analizie do powrotu do wątku dryfu w stronę słońca. I ten właśnie fragment wydaje się zamykać jakimś rodzajem literackiej (ze względu na technikę) i abstrakcyjnej (ze względu na charakter treści) klamry zwrotkę dziewiątą. Twórca w dalszym ciągu zwraca się tutaj do jakiegoś bytu, który posiada zwłoki jego dorobku w zakresie sztuki słowa. Idąc dalej – widoczne są tu odniesienia do śmierci właśnie. Verbum (**) tej osoby bowiem, być może stanowiące odpowiedź, jaką udziela ona podmiotowi lirycznemu, jest „rozebrane na przypadki”, więc jak gdyby zniszczone. W sytuacji tej nasuwa się ciekawe skojarzenie z deklinacją, ponieważ „odmiana” to jednak tylko „przemiana”; natomiast autor uczynił z tego przenośnię destrukcji tegoż słowa. Dusza oddana w cerkwi, która czeka na ostatnią potyczkę z kolei, jest niczym „walczący” zmarły, czyli śmierć okazuje się być początkiem nowego życia i nie stanowi zakończenia tej wojny. Natomiast w dalszej części utworu – „darowizna na grecki Panteon” przenosi czytelnika w tym rozbudowanym zestawieniu wprost z samego chrześcijaństwa do świata wierzeń starożytnych Greków. W tym miejscu pojawia się również skojarzenie z oddaniem ducha Bogu (chrystianizm) oraz złożeniem ofiary rodem z systemów religijnych świata przedchrześcijańskiego. Następna zwrotka z kolei przywołuje na myśl pogrzeb Demiurga, jego pióra, a także tworzonej przez niego „czystej poezji”, to znaczy takiej, która nie jest zaburzona żadnymi wpływami, „na sześć siódmych niewiadomego dnia”; tj. w pewnym sensie na okres, który nie istnieje, jak np. „greckie Kalendy”. – Sytuacja ta znajduje się więc jedynie w sferze wyobrażeń. W świecie realnym natomiast musi ona sytuować się w „niebycie”; nie istnieć. W dalszej części tej artystycznej, słownej kompozycji czytamy – „zajmuję dziś dwadzieścia jeden gram”. Od początku, zapoznając się uważnie z tym fragmentem, myślałam o wadze duszy według dr McDougalla. A, w związku z faktem, że przedstawiona tutaj ludzka „struktura” rozciąga się „między falą gorejącego morza a siłą grawitacji”, to nasuwa się wniosek o usytuowaniu jej pomiędzy piekłem a ziemią. Moc grawitacji z kolei pcha w kierunku żywiołów jakiś bardzo tajemniczy szept idealnej ukochanej. W dalszej części wiersza natomiast Maksymilian Tchoń pisze o dumie z bycia „synem tego kraju”. Pojawia się więc tutaj „element” patriotyzmu. Przedstawiony w wierszu mężczyzna jest niezniszczalny na falochronie, co odsyła czytelnika w jakiś sposób do tych wcześniej wspomnianych „fal piekieł”, które nie mogą go dzięki temu pokonać. „Symbol szczęścia” natomiast nasuwa skojarzenie z przysłowiowym „dzieckiem szczęścia”. W kolejnej części utworu autor zwraca się do kochanki, żeby nie płakała nad poetami, emfazując przy tym ich los wybiegania przed szereg i pewnego rodzaju w tym wszystkim misję. Potem kieruje on swoje słowa do odbiorców, a w zasadzie do tego ich grona, jakie stanowią twórcy poezji właśnie, z dyplomatyczną odpowiedzią, którą zestawia pararelnie z pradawną (znów pojawia się więc w tekście odwołanie do wierzeń przedchrześcijańskich) ofiarą składaną dla bóstwa. Sądząc z kontekstu, z kolei, prawdopodobnie ma ona charakter przebłagalny. Na koniec natomiast zwraca się do żelaznej kurtyny, zdając się wypowiadać jej walkę. – Stanowi to przenośnię, więc musi nią być jakaś realna przeszkoda, wróg, z którym toczy się bój. Szczegół stanowi fakt, że jest to batalia – zamiast wspomnianą metaforyczną pięścią – właśnie piórem, to znaczy taka, która wpisana jest w życie pisarza. Finalnie autor żegna się w taki sposób, jak gdyby chciał szybko zniknąć z oczu tej trudności, której zapowiedział wojnę, jak również w zaskakujący sposób powrócić.

Reasumując, technika strumienia świadomości, czyli pewnego rodzaju monolog wewnętrzny, pozwala więc twórcy na przedstawienie fragmentu swojego „endogenicznego” świata również w prozie poetyckiej, a nawet w poezji, z zachowaniem przy tym jej kluczowych cech gatunkowych, jakimi są nastrojowość oraz alegoria; co udowodnił swoim warsztatem artystycznym tarnowski poeta – Maksymilian Tchoń.

Przypis:

(*) Tchoń Maksymilian: Ars poetica. Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek, 2015. ISBN 978-83-8019-212-6. Demiurg pyta Moskwę, s. 25-27.

(**) Verbum (łac.) – słowo.

 

Autor: Justyna Babiarz

 

więcej o autorze wiersza:

http://www.egminy.eu/ludzie-ciekawi,czytaj/838/Maksymilian++Tcho%C5%84+%5BMaracas%5D-Tcho%C5%84+%5BMaracas%5D.html

 

 

Oddaj swój głos:
(4)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...