Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Feniks zawsze napawa nadzieją...

Autor: Anna Ciupińska 18 października 2015, Piechowice

Zrób coś dla kogoś, a wtedy los zrobi coś dla ciebie...

 

Feniks zawsze napawa nadzieją...

 

Niedawno napisałam artykuł o likwidacjach bibliotek. Sądziłam – widać błędnie – że Polaka aspirującego do kulturalnego, a za takich ma się większość z nas – przynajmniej trochę problem obejdzie.

 

Że się zbiesi, zewrze szeregi i w trosce jeśli nie o dziedzictwo narodowe, to przynajmniej o kulturalny los bliźniego i jego potomstwo, dołączy do sprawy i powie wraz ze mną – nie!

 

Nie wymagam zbyt wiele. Ot, jedno zdanie komentarza, lub lajk poparcia. Wszak chodzi o wspólną sprawę - likwidację bibliotek, często jedynych przybytków kultury, w niewielkich miejscowościach szczególnie.

 

I tu spotkało mnie rozczarowanie. W zasadzie poza nielicznymi wyjątkami, nikogo problem nie obszedł, za to wybrane zdania z kontekstu – a jakże! Przecież krzywdzę pisząc, że nikt nie czyta, albo czyta byle co, albo, albo, albo...

 

Nigdy wspólne dobro – zawsze przez pryzmat własnego JA!

 

Tak jak Feniks odrodził się z popiołów, tak przyjdzie czas i odrodzą się biblioteki. Prędzej czy później mając dosyć wszechogarniającego nas zapachu plastiku wyleziemy ze swych nor i zapragniemy czegoś innego. Atmosfery, możliwości wyboru, bliskości drugiego człowieka z którym można podzielić się poglądami, a przede wszystkim znaleźć bratnią duszę i pogadać z nią o właśnie przeczytanej książce. Nie wspomnę już o myśli odkrywczej, bo być może żądam zbyt wiele...

 

I w związku z powyższym zastanowił mnie fakt, małego zaangażowania społeczeństwa w tak ważnej dla nas sprawie jak likwidacja dziedzictwa narodowego, do którego nawet komuna nie śmiała dopuścić. A my – jak te gęsi na rzeź – przyjmujemy wyrok do wiadomości i dalej wgapiamy się tępym wzrokiem w iluś calowy plastik. Bo tam właśnie na niecałym metrze kwadratowym, wyznacza się trendy i toczy prawdziwe życie! Nie to, co codzienna szarzyzna...

 

Wzorem możnych tego świata nalewamy sobie po pracowitym dniu kieliszeczek, bądź dwa, i w rozciągniętym dresie, bądź wypchanych legginsach zalegamy na swoich rozłożystych kacanapach zachłannie chłonąc papkę niczym poranne musli, bo na własną obiektywną ocenę, już sił nie starcza. Zbytni wydatek energetyczny i mocno wyczerpujący, że tak powiem.

 

Chociaż... gdyby się tak głębiej zastanowić, to czasami zdobywamy się na sprzeciw w myśl zasady - głupi jest tylko ten, kto nie myśli jak ja.

 

Osoba, mająca zgoła ma inne poglądy, jest - w naszej ocenie - z natury rzeczy kompletnym idiotą. I wtedy zapalamy się w dyskusji, która ma na celu udowodnić moją i tylko moją rację, absolutnie nie przyjmując do wiadomości argumentów strony przeciwnej. W takiej sytuacji, w obronie własnych ideałów, tez i wniosków, jesteśmy gotowi chwycić kosę i bronić do upadłego... Dlaczego? Bo sprawa bezpośrednio dotyka naszego ego. A ono jest wielkości Pałacu Kultury i za żadne skarby nie da się go ruszyć też.

 

A biblioteki? A któż by sobie nimi zawracał gitarę. „To nie moja broszka, są od tego mądrzejsi ode mnie, to na pewno sprawa polityczna, ktoś za to bierze ciężkie pieniądze, ja tym złodziejom pomagać nie będę. W dupie to mam. Książki były, są i będą. Jak ktoś chce się uczyć, to dojście do wiedzy zawsze znajdzie. A tak, siedzi tam sobie zasuszone, stare próchno, co jeszcze wojnę pamięta i nic nie robi. A trzeba takiej płacić. Siwe toto i zakurzone jak te książki, co ich nikt czytać nie chce, bo fejsbuki i inne buki ludzie światli mają. To nie te czasy, a ile w takiej staroci zarazków!Znaczy książce. Strach brać do ręki. W dodatku w ogóle nie da się tego czytać! Grube i kompletnie niezrozumiałe, jakby po chińsku pisane, a to przecież niby polski. Dłużyzny, że oddechu brakuje. Jak to czytać, toż udusić się można i zanim człowiek zdanie przeczyta do końca, zapomina co było na początku. To, co się pani dziwi, że młodzież streszczenia woli. Krótko i węzłowato ma być - tak mówią ludzie inteligentni - bez rozgadywania się. A w ogóle, to ja bym tych złodziei w skarpetkach...

 

I co z tego, że pisarze, publicyści i inne nacje walczą o biblioteki? A niech walczą. Widocznie coś z tego mają! Dzisiaj nikt nic za darmo nie robi. O, przykładowo piszą te swoje książki, a nikt ich nie chce kupować, to gdzie by upchali? W bibliotekach i na najlepiej małych, bo tam ciemny naród jest! Jemu wszystko można wcisnąć. I państwo, czyli ja, z moich podatków muszę za to płacić. Niedoczekanie! Mi tam nikt nic za darmo nie daje. Chcą być sławni, proszę bardzo, ale nie za moje pieniądze! Jak ktoś tak mocno o coś walczy, to już na pewno ma w tym swój interes, bo inaczej dlaczego by się tak angażował.”

 

„Nie będzie biblioteki, będzie co innego, życie nie lubi próżni. Co? Co byśmy chcieli? Salon masażu może? To teraz takie światowe i młode można zatrudnić... Nie, o bibliotekę walczyć nie będę, co tam starocie będę czytać, świat już dawno ich nie pamięta, a my wciąż tej komuny zapomnieć nie możemy. Teraz droga pani jest demokracja i można czytać, albo i nie! I co z tego, że radnym jestem? Ja gminę do Europy prowadzę. To jest moje zadanie. Tfu i tych złodziei, poprzedników rozliczyć trzeba. JA bym ich...”

 

I cóż powiedzieć na takie dictum?

 

Chyba tylko tyle: faktycznie - dlaczego JA się w to angażuję? Wszak JA dostęp do biblioteki mam. A jak komuś jej brakuje, niech zacznie o nią walczyć, a jak już wywalczy, to na pewno nie pozwoli na jej likwidację. Oby tylko jeszcze miał ją czym jeszcze zapełnić, bo wydawnictwa klasyków mają gdzieś, a wartościowe pozycje z likwidowanych bibliotek JA sobie i dla progenitury na wszelki wypadek na Allegro wykupuję po dwa złote sztuka...

 

Anna Ciupińska

 

15.10.2015 21:49:45

Oddaj swój głos:
(10)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...