Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

W szarym papierze

18 grudnia 2015,

             Jadąc samochodem bardzo często słucham radia, i robię to jak prawie każdy kierowca. Bywa, że włączam sobie płytkę i słucham lektora czytającego jakąś książkę.
Ostatnio jednak to było radio. Długa dyskusja na temat świąt i oczywiście prezentów. Czego tu nie wymieniano, czego nie zachwalano i ku memu ogromnemu zdziwieniu stwierdzili redaktorzy, że książka to najgorszy, banalny prezent z typu „wytrych”, czyli na ostatnią chwilę. Jak do tego jeszcze pani redaktor dodała, że najlepiej zapakować ją w szary papier, by nie pozostawić złudzeń, ze to tylko książka „szczena mi opadła”.
        Wysoko sobie cenię nowinki techniki, Internet, laptop, komórka (nie ta na węgiel J ), że nie wspomnę o zwykłej już telewizji czy radiu. Korzystam z nich, jak każdy człowiek. Może nieco mniej od innych, bo nikt mnie nie namówi na telenowele, czy to rodzimego pochodzenia czy te światowe. Mój kontakt z telewizorem ogranicza się do programów przyrodniczych, popularno-naukowych. Już dawno przestałam oglądać kabarety, bo jakoś mi przy nich nie do śmiechu, a grymasy z twarzy wycofałam wraz z latami pobytu tu na ziemi.
Laptop to narzędzie pracy, z którym utrzymuje kontakt dokładnie tak długo, jak tego wymaga wykonanie określonego zadania – np. wstawienie na portal tekstów, informacji czy prac konkursowych.
        Jestem pokoleniem wychowanym na świeżym powietrzu, w ruchu, przy książce. Nasz smarkaty, wolny czas mijał na zabawach, spotkaniach ze znajomymi, koleżankami i kolegami. Nie bawi mnie siedzenie przed komputerem i popijanie piwka w towarzystwie innych osób zasiadających w samotności przed swoimi ekranami. Wiem, że to ułatwia kontakt. Można poznać wielu wspaniałych ludzi, mieszkających tysiące kilometrów od nas.  
        Ale to nie to samo, co bezpośrednia rozmowa i siedzenie obok siebie. Teraz młodzi ludzie miesiącami nie wychodzą ze swych pustelni, albo mają swoje życiowe trzy razy „K” – kuchnia, kibel, komputer. Technika nas zniewoliła i uzależniła od siebie. A wystarczy, że padnie Internet lub prąd w okolicy i co wtedy? Gdzie nasi znajomi, z kim możemy porozmawiać, pośmiać się i powygłupiać? Co zrobić z takim przymusowym, wolnym czasem? Gry planszowe wyszły z mody. Wieczorne spotkania ze znajomymi czy sąsiadami są już przeżytkiem.  No, jeszcze z sąsiadami można pogadać, o ile wysililiśmy się, by ich wcześniej poznać. Ale Internetowi znajomi na odległość się nie sprawdzili w przypadku braku światła czy awarii Internetu. Pozostała książka, ale ona dla wielu to tylko przymusowa szkolna lektura. I to jeszcze jak często opracowanie, a nie oryginał.
        Dlatego nie powinna mnie dziwić prowadzona rozmowa w radio. A jednak niemile zaskoczyła. Do tej pory uważałam, że dziennikarstwo to zawód opierający się na wiedzy i umiejętności jej przekazania. Rozmawiając kiedyś ze znanym dziennikarzem radiowym zaskoczona byłam jego zniesmaczeniem, że do stacji komercyjnych przyjmowani są ludzi z niewielkim warsztatem dziennikarskim. Byle coś powiedzieli, byle coś przekazali. Byle wzrosła słuchalność – to przykre. Media są nośnikami trendów, dla mnie także wiedzy, doświadczenia i sposobu życia. Jeżeli spadły nisko to, co ze słuchaczami, widzami?
Jeżeli dziennikarz w radio potrafi powiedzieć, że książka to najgorszy prezent, to chylę czoła przed jego/jej poziomem. I nie dodaję skrzydeł książce, bo niektóre z nich są wątpliwej jakości i też nie powinny doczekać się druku, ale … Mamy wielu wspaniałych Autorów, nie tylko klasyków, po których warto sięgać i do czytania których warto zachęcać.
         Lubię słuchać dobrej książki jadąc w samochodzie, pozwala mi to na maksymalne wykorzystanie czasu. Powiedzenie „podróże kształcą” w tym przypadku ma kilka znaczeń. Znam wielu kierowców, którzy czynią podobnie. Ale mam ogromny szacunek do słowa zapisanego na papierze.
        Znajomych córka, dwulatka, umie korzystać z toalety. Idąc zabiera ze sobą książkę, bo tak robi mam i tata. Inni znajomi mają w toalecie podręczną biblioteczkę z kilkoma książkami i prasą. Zawsze można coś przeczytać, w między J czasie …
        W przedszkolu dzieciaki mają dzień biblioteczny i wtedy każde z nich wybiera sobie książeczkę i „czyta” samo lub prosi panią, by mu przeczytała. A potem siadają w kółeczku i pani czyta wybraną kolejną bajkę.
        Może ucząc dzieciaka obsługi telefonu czy komputera nauczymy go szacunku do dobrej książki. Do słowa pisanego na papierze, z którego można korzystać nawet przy braku Internetu czy prądu. Może w ten sposób przestaniemy mieć wokół siebie ludzi, którzy z dumą przyznają, że nie przeczytali w swym życiu ani jednej, poza instrukcją obsługi gry komputerowej. Może nie będziemy musieli pakować książki w szary papier, by nie zawieść obdarowanego.




 

Oddaj swój głos:
(4)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...