Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Co zostało z romantyzmu

Autor: Teresa Koziatek 24 lipca 2013,

Co zostało z romantyzmu

Każda bajka rozpoczyna się tak: dawno, dawno temu…. poznali się, pokochali i żyli  w zgodzie…. Dzisiaj każde dziecko już wie, że  historia rozpoczynająca się  od słów dawno temu, a kończąca się słowami i żyli długo i szczęśliwie, to bajka. W każdym razie doprowadza nas to tematu, który chcę przedstawić.

 

Mąż to spadek

Moja siostra mawia: „Wychodząc za mąż, kobieta, musi mieć oczy szeroko otwarte, żeby wybrać najlepszą partię. Będąc żoną, kobieta, musi mieć oczy ciągle przymknięte, żeby nie widzieć przywar męża”. Wie, co mówi. I chyba warto opanować tę sztukę.  Bo małżeństwo to prawdziwe przejście od życia beztroskiego do życia dorosłego. Wtedy bardzo szybko odkrywamy, że młodzieńcza romantyczna przygoda przemieniła się w odpowiedzialność. Czas swobody za nami, a przed nami wspólnota pańszczyźniana. Małżeńskie zauroczenie może trwać rok, może dwa, dopóki trwa chemia. Jeśli wcześniej rodzi się dziecko, to ta chemia trwa jeszcze krócej. Życie zmieniło się całkowicie. Dziwnym zbiegiem okoliczności po urodzeniu dziecka większość kobiet przestaje lubić seks, przed ślubem owszem. Ciągłe niezadowolenie z męża i jego wsparcia. Ciągle jakieś braki bliżej niezidentyfikowane. Mąż przekształcił się w płatnika rachunków i sprawia wrażenie jakby wyzbył się męskich potrzeb. Myśli, że gdyby tak cofnąć czas, to przenigdy nie popełniłby takiej gafy. Jedyną jego radością i ucieczką jest praca. Cytuję żonatego trzydziestopięciolatka:  „Wchodzę do pracy, przekręcam klucz i czuję, że praca jest moim wyzwoleniem. Zaczynam inaczej oddychać”. I tak rozpoczyna się samotność we dwoje. Stabilizacja i seks raz w tygodniu to za mało. A to, co dawniej było drobną dolegliwością, teraz urasta do rangi kłopotu. Kobieta zapomina, że mąż to spadek, który należy przyjąć wprost - z aktywami i pasywami. A nie wyłącznie z dobrobytem inwentarza – to, co dobre w mężu, przyjmuje, to, co złe, odrzuca.

 

Mentalność sprzątaczki

Niestety, codzienność małżeńska jest mało romantyczna. Nikt takiej teorii nie uczy. Opieka nad dziećmi, dbanie o dom, starając się, by wyglądał nienagannie, wypala kobiety.  A do rangi poważnych kłopotów w wielu związkach urasta właśnie sprzątanie. Choć współcześni mężowie wykonują sporą część zadań domowych, to kobiety mają problem z udzielaniem mężom pochwał. Zamiast pochwał permanentna krytyka. Kiedy mąż sprząta, żona mówi: „Nie, tego nie można nazwać sprzątaniem. Ty nie robisz tego dobrze, tylko tak, żeby nazywało się, że posprzątałeś”. Oddzielny problem stanowią kobiety, które po kądzieli dziedziczą wprost fanatyczne zamiłowanie do sprzątania. Robią porządki, tak jak inni zaczynają pić. I wtedy biada jej partnerowi. Bo z czasem taka kobieta z zalotnej zmienia się w niezadowoloną sprzątaczkę. Gdyż takie kobiety zamiłowanie do  sprzątania przeciwstawiają zmysłowości - sprzątanie umożliwia kobiecie ucieczkę przed samą sobą. Czytaj przed seksem z własnym partnerem. Magia, romantyzm, to wszystko, czym uwiodła swojego mężczyznę, zniknęły z życia codziennego. Z obserwacji wynika, że niektóre zamężne kobiety poświęcają  dużo czasu codziennie na porządki, a w weekendy to już tylko sprzątają. Czy zdarza wam się wizytować domy  tak wysprzątane, że się nie ma odwagi w nich przebywać. Gospodyni kiedy skończy sprzątać mieszkanie, zaczyna sprzątać taras i tak w  koło. Tym bardziej nie ma to sensu, iż sprzątanie nie daje trwałych wyników. Jednak nabiera rozmiarów zagłady i gniew gospodyni przenosi się na domowników, jeśli ci łamią zasady ustalone w zakresie porządków.  Z taką mentalnością kobieta nie dojdzie nigdy do takiego punktu, że będzie mogła chwalić swojego partnera. Nie potrafi przestać zmagać się z problemem wszystko albo nic. Mówienie w związku rzeczy dobrych to rzadkość. Znamy zasadę, że jeśli chcemy zmobilizować kogoś, to tej osobie mówimy, że jest rewelacyjna. Bo sama krytyka nic nie daje. Zadziwiające, że taką strategię znamy i stosujemy wobec obcych, nigdy wobec bliskich nam osób.

Ten typ tak ma

Prawda o kobietach przedstawia się tak; traktujemy siebie zbyt poważnie. Nie potrafimy zaakceptować dynamiki życia. A rozhuśtana emocjonalnie osobowość daje o sobie znać. Mamy wrażenie, że w związku nie czeka nas nic, co mogłoby zmienić ten stan duszy. Nie chcemy chcieć. Nie mamy w sobie mentalności młodości. Brak nam młodzieńczego optymizmu, który cechował nas przed związkiem, że wszystko może się zmienić w ciągu jednej doby. Która z pań mówi sobie samej komplementy, a cóż dopiero swojemu partnerowi. Jak mantrę  słyszymy „jestem za gruba, fatalnie wyglądam, itd.” Najpierw należy nauczyć się dla siebie być miłą. Moim zdaniem kobiety dzielą się na: świadome swojej mizerii życiowej i dzielące się tą świadomością, świadome swojej mizerii życiowej i  ukrywające to przed światem i nieświadome swojej mizerii życiowej i nie chcące tej świadomości. Jestem skłonna postawić hipotezę, że osiem kobiet na dziesięć w związkach o stażu małżeńskim powyżej pięciu lat, uprawia seks sporadycznie, a nawet nie uprawia go w ogóle. Znam kobiety, które uważają, że nie widzą powodu dlaczego miałyby na to tracić czas, skoro już urodziły dzieci. Nie są to patologiczne zachowania seksualne – ten typ tak ma. Kobiety nie są stymulowane seksualnie. W przeciwieństwie do kobiet, mężczyźni potrafią znaleźć w seksie formę odprężenia. To raczej tendencja, która się nasila. Natomiast, jeśli chcielibyśmy ocenić taką tendencję rzeczowo i bezstronnie, to winy należałoby upatrywać po obu stronach. Pielęgnowanie związku leży w interesie obojga, żeby związek nie stał się tak nudny, że niech ręka boska broni.  Prawdą jest, że kobiety w związkach sprawiają wrażenie jakby były kupą chodzącego nieszczęścia, czyli trzy razy „Z”: zmęczone, zestresowane, zniechęcone. Kobieto, igrasz z ogniem, ale do czasu.

 

Suplement

Jak pamiętamy, człowiek legenda, marszałek Piłsudski, był wybitnym bałaganiarzem. Jego druga żona, Aleksandra, nie miała tolerancji na bałagan marszałka. Wbrew zakazom porządkowała jego biurko, w wyniku czego znikały czasami bardzo ważne dokumenty wagi państwowej. Jaki był efekt, Piłsudski wyprowadził się z Belwederu. Inna rzecz, że zmusiły go do tego nie tylko porządki żony ile życie emocjonalne [miał już osławiony romans z piękną lekarką, Eugenią Lewicką]. Co wspólnego ma ta historyjka ze współczesnym małżeństwem? A to właśnie, że należy z tej historii wyciągnąć wnioski. Bo jedni porządkują sobie raczej mieszkania, inni porządkują sobie raczej w głowach - każdy robi to, co uważa za ważniejsze i jak sobie zrobi, tak ma!

 

 

 

                                                                    koziatek@o2.pl

Oddaj swój głos:
(2)
(>1)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...