Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Katarzyna Bereta: Człowiekowo

Autor: Katarzyna Bereta 16 maja 2013,

Czarny[1] (fragment)

 

 

            Był niski, wręcz przysadzisty. Chodząc, kulał na lewą nogę, dlatego często podpierał się laską. Czynił tak szczególnie w dni, kiedy doskwierał mu ból niesprawnej kończyny. Tego jednak nie wiem na pewno, nikt tego nie wiedział na naszej ulicy. Każdy bowiem mijał Czarnego z obojętnością, a jeśli już uraczył go swym zmęczonym, niespokojnym i pustym wzrokiem, to jedynie z litości dla jego biedy i niepełnosprawności.

            Nazwaliśmy go Czarny od kruczoczarnej czupryny i karnacji zdecydowanie ciemniejszej niż powszechnie występująca w okolicy. Nie, żeby Czarny był Murzynem, co to, to nie! Ale tak jakoś jakby Hiszpan, Hindus, Cygan czy inna jaka nacja w ten deseń wpadająca.

            Podobno pracował Czarny na bazarze na drugim końcu miasta. Co dzień, oprócz niedzieli, rozkładał na placu targowym swój mały straganik i czekał, aż tłum, przepływający obok niego do pracy, na zakupy do marketu, na lunch biznesowy, do manikiurzystki lub też kochanki, oderwie się od swoich myśli, odbije od wytyczonego przyzwyczajeniem szlaku i zatrzyma dokładnie obok jego stanowiska. Miał Czarny na tę okazję przygotowaną piękną przemowę wychwalającą sprzedawane przezeń produkty. Cóż, kiedy myśli tłumu nadal płynęły poza obszarem oddziaływania Czarnego, a szlaki ludzi wciąż nie krzyżowały się z jego interesem. Stał więc Czarny dzień cały bezczynnie, czekając na wymarzoną chwilę, gdy dane mu będzie zaprezentować przed klientem swoje wyjątkowe zdolności krasomówcze. Trwałby tak w bezruchu i milczeniu, skazując swój talent na przedwczesną śmierć, gdyby nie pewien przypadek.

            To był zwykły dzień targowy Czarnego, gdy nagle zza sąsiedniej kamienicy wyskoczył mężczyzna we wciśniętej głęboko bejsbolówce, bluzie z kapturem i krótkich spodenkach. Biegnąc wzdłuż ustawionych rzędem straganów, nie wymienił z nikim spojrzenia, wzrok jego cały czas sunął po wyboistych płytkach chodnikowych, a oddech był miarowy i nieznacznie przyspieszony. Czarny z nudów zaczął obserwować Obcego, gdy ten tylko wyłonił się zza zakrętu. Biegł pomiędzy dwoma szeregami kramów, gdy niespodziewanie uchwycił prawą dłonią jedno z jabłek, leżące u dołu ustawionej ukośnie skrzyni, po czym pobiegł dalej, jak gdyby nic się nie stało. W gwarze rozmów, w ferworze licznych spraw ów drobny szczegół pozostał niemal niezauważony. Nieomal, gdyż wyłowił go z mieszaniny barw, dźwięków, kształtów i ruchów czujny wzrok Czarnego.

            Pokuśtykał na środek przejścia pomiędzy straganami i rozłożył ręce na boki niczym jakaś święta figura. Wyczekał jeszcze chwilę, aż Obcy znalazł się o trzy, cztery kroki od niego, i jął wołać głośnym, zdecydowanym i, jak wszyscy później stwierdzili zaskoczeni, niezwykle barwnym głosem:

− Witam szanownego dobrodzieja! Widzę, że dostojny pan się spieszy, więc pokrótce wyłożę waszmości, jakie to cudowne specjały mam ci ja równiuteńko ustawione na swym stoliku. A zapewnić na wstępie muszę, iż są one wszystkie oryginalne i najwyższej jakości. Żadnych podróbek czy tandetnych wyrobów. I, co ważniejsze, wszystko w przystępnej cenie, jak to się mówi: na każdą kieszeń – tu Czarny zrobił krótką pauzę i spojrzał wymownie na kieszeń Obcego, w której tkwiła ręka kurczowo trzymająca zdobyte przed chwilą jabłko. – Mam ci ja zatem – kontynuował Czarny, a tłum wokół niego słuchał z coraz większym zainteresowaniem – próbki, fiolki, flakoniki, buteleczki i dozowniki z perfumami tak pięknie pachnącymi, że waszmość przed ich kupnem oprzeć się nie będzie w stanie. Na tej niewielkiej przestrzeni zgromadzone są zapachy z wszystkich krajów i kontynentów. Znajdzie pan tu aromat pomarańczy, imbiru, cynamonu, róży, lilii, goździka, cytryny, kokosu, fiołka, wanilii, białej gardenii, hoi, jaśminu, mięty, lawendy, mandewili, sosny, piżma, orchidei i wielu innych kwiatów, drzew, krzewów, ziół, owoców oraz zwierząt. Do wyboru, do koloru! Proszę spojrzeć, jak elegancko do tego wszystkiego zapakowane. Może waszmość kupi flakonik dla swojej pani? – Czarny zawiesił pytanie w powietrzu, w którym teraz dopiero wszyscy zaczęli wyczuwać wymienione przez kupca zapachy.

− Nie mam przy sobie pieniędzy – odburknął Obcy.

− Nic nie szkodzi. Dla mojego pierwszego w tym dniu klienta wyjątkowa promocja. Zapłaci mi pan jutro, bo widzę, że uczciwy z pana jegomość. To co? Który perfum podać? – Czarny spojrzał Obcemu prosto w oczy, w których dostrzegł mieszaninę żalu, wstydu, strachu i wdzięczności, a w kącikach widoczne były łzy.

− Dobrze. Poproszę ten – Obcy wskazał flakonik, mówiąc ochrypłym głosem. – Dziękuję – dodał, gdy odbierał perfum.

− Kłaniam się uprzejmie i do zobaczenia jutro – pożegnał się Czarny z kupieckim wigorem, jaki nagle się w nim obudził.

            Jeszcze Obcy nie zniknął w plątaninie okolicznych uliczek, a już tłum jął cisnąć się na kram Czarnego. Wypytywał się o zapachy dla żony, córki czy kochanki, o ceny, o trwałość woni, o pojemność flakoników. Czarny z niespotykaną dotąd u niego energią udzielał odpowiedzi, prowadził pogawędki o rodzinnych kłopotach klientów, pakował, podawał testery do powąchania i kasował, kasował, kasował.

            Następnego dnia Czarny spodziewał się wizyty Obcego wcześnie rano. Pomyślał był bowiem, że wstyd i wdzięczność nie pozwolą mu czekać do godzin późniejszych, gdy tłum wypełni alejki targowe, a ktoś z kupujących być może przypomni sobie wczorajszą scenę i zacznie nagabywać Obcego. Czarny przypuszczał, iż jego pierwszy w życiu klient będzie chciał zapłacić dyskretnie, przez nikogo niezauważony. I nie pomylił się.

            Obcy przyszedł, gdy kupiec rozkładał swój kramik. Stanął w odległości dwóch kroków od stolika i rzekł:

− Dzień dobry. Mam u pana dług.

            Czarny spojrzał na niego znad torby, z której wyciągał swój pachnący asortyment, i skinąwszy mu głową, zaczął go obserwować kątem oka. Dziś nie wyglądał już na chłopaka, jakim zdawał się poprzedniego dnia, ale na mężczyznę w średnim wieku. Szpakowaty, z delikatnym zarostem, nienaganną fryzurą, w bluzie bez kaptura, dżinsach i adidasach. Jeszcze wczoraj  było mu żal chłopca, który być może zmuszony był do kradzieży czegoś do jedzenia, ale dzisiaj pojawiła się w nim myśl, że ten dobrze wyglądający mężczyzna mógłby spokojnie kupić całą skrzynię jabłek, a w każdym razie nie potrzebował kraść tego jednego, skromnego owocu.

− Pamięta mnie pan? – Obcy wyrwał Czarnego z zamyślenia pytaniem.

− Oczywiście. Poprzedniego dnia był pan moim pierwszym klientem – odrzekł spokojnie kupiec, nie przerywając wykładania towaru.

− Chciałbym panu podziękować – zaczął niepewnie Obcy.

− Podziękować…? Za co? Przecież pan kupił perfum, a nie dostał go w prezencie – odpowiedział Czarny, nie dając przy tym poznać po sobie, że cokolwiek wie o wczorajszej kradzieży (…).

 



[1] Pierwodruk: K. Bereta: Człowiekowo. Łódź 2009, s. 38-46.

 

Oddaj swój głos:
(3)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...