Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

O socrealistycznej „hagiografii” Stalina

Autor: Katarzyna Bereta 22 sierpnia 2013, Chorzów

Powojenne władze Polski Ludowej pragnęły przeprowadzić szybką zmianę struktury społeczno-ekonomicznej oraz dokonać dynamicznej rewolty kulturalno-wychowawczej na pojałtańskim obszarze państwa polskiego. Stąd uznano, że w tych warunkach nie ma miejsca dla sztuki poszukującej, skupionej na sobie samej i swym artyzmie. Istniała natomiast potrzeba sztuki „masowej” – takiej, która pomogłaby zunifikować społeczeństwo. Biorąc zaś przykład ze Związku Radzieckiego, który w latach trzydziestych przeprowadzał na podległych mu narodach podobną homogenizację,

„(…) opowiedziano się [także – przyp. K.B.] u nas za masową sztuką realistyczną, najszybciej i najłatwiej upowszechniającą treści ideowo-społeczne”[1].

W tym celu odwrócono się od dawnej kultury wyższej, gdyż ta nie mogła gwarantować osiągnięcia postulowanych efektów. W jej miejsce zaś rozpoczęto wdrażanie wydania uproszczonego, niekiedy wręcz prymitywnego, pełnego schematów, „sowietyzmów”, nade wszystko przepojonego nachalną propagandą, która miała modelować postawy oraz indoktrynować myślenie obywateli. W tym celu wprowadzono program realizmu socjalistycznego, który w latach 1949-55 obowiązywał wszystkie gałęzie sztuki – od architektury, poprzez malarstwo i teatr, po literaturę. Objął on swym zgubnym wpływem także twórczość dla młodego odbiorcy, którego za pośrednictwem ideologicznych opowieści o traktorzystkach[2], budowniczych statków[3], dziewczynach pracujących na tokarce[4] czy pionierach pomagających mieszkańcom wsi[5] próbowano przygotować do zasilenia w przyszłości szeregów przodujących robotników oraz gorliwych działaczy partyjnych.

Tematem szczególnie polecanym prozaikom piszącym dla dzieci i młodzieży w okresie socrealizmu były życiorysy wielkich komunistów. Przyczyną takiego stanu rzeczy była oczywiście wiara w wychowawcze oddziaływanie ich wspaniałych charakterów, wyjątkowo bohaterskich czynów i wierności idei marksizmu-leninizmu. Ponadto tworzono w ten sposób swoistą „mitografię” doktryny, nakreślano jej legendarne początki, które powinny były motywować kolejne pokolenia do dalszej walki.  I tak o dzieciństwie i młodości Józefa Stalina snuła swoją „legendę” w publikacji Soso[6] Helena Bobińska, z kolei Lucyna Krzemieniecka zapoznawała dzieci z życiem Generalissimusa w wierszowanej opowieści O wielkim Stalinie[7]. Z Feliksem Dzierżyńskim młody czytelnik mógł się bliżej zapoznać dzięki dwóm książkom: Tarcza i miecz[8] Anny Lanoty oraz Płomień gorejący[9] Haliny Rudnickiej. Juliana Marchlewskiego przybliżyła czytelnikom jego córka – Zofia Marchlewska w powieści Z pięciu miast[10]. Wyidealizowaną wersję życiorysu Karola Świerczewskiego można było przeczytać w publikacji O człowieku który się kulom nie kłaniał[11] Janiny Broniewskiej. Wreszcie krótki, wierszowany obrazek z życia Lenina zawarła Lucyna Krzemieniecka w książeczce Lenin wśród dzieci[12]. Do grupy tej można by dołączyć jeszcze „hagiografię” Ludwika Waryńskiego, którą spisała Jadwiga Chamiec w opowieści O Ludwiku Waryńskim[13] oraz brązowniczy portret przywódcy Rewolucji Październikowej Lenin w Poroninie[14], pióra Janusza Minkiewicza.  

Wiele spośród wymienionych tytułów było omawianych obowiązkowo podczas zajęć z języka polskiego, polecano je w bibliotekach, a niektóre były wprost lekturami szkolnymi. Doskonale ówczesny stan indoktrynacji uczniów i wypaczania ich gustu literackiego oddaje znalezione w nauczycielskich materiałach wypracowanie na temat: Dlaczego powieść Ostrowskiego pt. „Jak hartowała się stal” jest lekturą szkolną?. Tak oto „poprawnie” ideologicznie pisał anonimowy uczeń prawdopodobnie szkoły podstawowej, gdyż na kartce nie ma informacji ani o poziomie edukacji, ani daty powstania tekstu, ani też nazwiska piszącego. Cytat podajemy w brzmieniu zgodnym z oryginałem:

„(…) Autor pokazuje cięzkie [!] warunki w jakich rodziło się pierwsze na świecie państwo socjalistyczne. Ukazuje ludzi dzięki którym państwo to mogło stać się taką potęgą jaką jest w chwili obecnej (…). Bohaterowie powieści nie tylko nie zrażali się trudnościami ale niepowodzenia te hartowały ich i zapalały do dalszej walki (…). Cechy tych ludzi powinniśmy sobie przyswoić. Z tego powodu ministerstwo zatwierdziło tę książkę jako lekturę szkolną. Dzisiaj nie ma rewolucji ale zycie [!] stawia coraz to nowe zadania. Walka co prawda bezkrwawa trwa dalej”[15].

Celem wymienionych książek było kształtowanie w młodych odbiorcach świadomości historycznej i literackiej podobnej do zaprezentowanej w powyższym fragmencie. Prawdziwą tragedią musiały być przypadki osób, do których naprawdę przemówiły kłamstwa i oszczerstwa zawarte w „hagiograficznych” żywotach przywódców. Dodajmy, że sprzyjała temu procesowi czystka, którą przeprowadzono w bibliotekach szkolnych w latach stalinowskich, a która pozbawiła ówczesną młodzież kontaktu z literaturą wartościową. Doprowadziło to do wielkiego spustoszenia kulturowego w pokoleniu, któremu przyszło wzrastać w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych dwudziestego stulecia[16].

W socrealistycznych biografiach nie spotykamy prób zamaskowania ideologizacji, co miało miejsce w niektórych tekstach tego nurtu, jak Lipniacy[17] Heleny Bobińskiej czy Archipelag ludzi odzyskanych[18] Igora Newerlego. Język narracji socjalistycznych „hagiografii” reprezentuje nachalną propagandę w najgorszym możliwym wydaniu. Fałsz goni fałsz, postaci modelowane są na monumentalne kolosy bez skazy, bezgranicznie poświęcone sprawie budowy marksistowskiego porządku. Ludzie znani z ludobójstwa i  dyktatury przedstawiani są niczym najlepsi przyjaciele ludzkości, pilni uczniowie, gorliwi poszukiwacze prawdy, umysły wielkiego formatu i osoby o niespotykanym w historii harcie ducha. Wszystko w nich jest najdoskonalsze i godne czci. Literatura ta służyła w ten sposób realizacji kultu jednostki, który był jednym z elementów komunistycznej ideologii.

Książką wybijającą się w tej grupie była niewątpliwie powieść Heleny Bobińskiej Soso[19]. Wspomnianemu kultowi została podporządkowana nawet jej graficzna forma. Opracowano ją bowiem na wzór kodeksów, wydając w szytej oprawie z twardymi okładzinami, ornamentami na początku i końcu rozdziałów, ozdobnymi inicjałami rozpoczynającymi poszczególne części publikacji oraz pięcioma misternymi drzeworytami Wacława Waśkowskiego, ilustrującymi Józefa, jego rodzinę i kolegów oraz strajkujących robotników. Można odnieść wrażenie, że założeniem wydawcy było, by książka przetrwała dziesięciolecia. Przede wszystkim jednak chciano podkreślić, że treść dotyczy najważniejszej postaci komunizmu.

W dziesięciu rozdziałach autorka zawarła historię od urodzenia Józefa w 1879 roku w ubogiej rodzinie szewca Wissariona Dżugaszwilego, poprzez jego edukację w cerkiewnej szkole w Gori, a następnie w seminarium prawosławnym w Tyflisie, po jego zaangażowanie się w socjalistyczne kółka robotnicze oraz organizację gazety, która przekazywałaby rewolucyjne myśli Włodzimierza Iljicza Uljanowa gruzińskim proletariuszom.

Mały Józef, zwany pieszczotliwie Soso, przejawiał wyjątkowe zdolności do opanowywania wiedzy. Miał również bardzo dobrą pamięć, co pozwalało mu natychmiast utrwalać wiadomości usłyszane na lekcji. Wobec początkowego braku książek była to umiejętność, dzięki której szybko stał się najlepszym uczniem w klasie. Gdy tylko nadarzała się taka okazja, chętnie i dużo czytał, widząc w tym szansę nie tylko na osobisty rozwój, ale także na możliwość usamodzielnienia się w przyszłości. Skutkiem lektur była wcześnie rozbudzona świadomość polityczno-społeczna, którą chłopiec manifestował używaniem zakazanego w szkole języka gruzińskiego. To przywiązanie do ojczystej mowy, wbrew obowiązującemu powszechnie językowi rosyjskiemu, pozwoliło mu znaleźć wspólny temat do rozmów z Sofromem Mgałobliszwilim, nauczycielem gruzińskiego. Połączyła ich nie tylko miłość do rodzimej literatury, ale także walka z carskim uciskiem. Wyjątkowość Józefa nie kończyła się oczywiście na jego osobistych uzdolnieniach. Albowiem chętnie udzielał również korepetycji oraz pomagał w odrabianiu zadań słabszym. Był także niezłym rysownikiem, śpiewakiem oraz niezrównanym towarzyszem zabaw. Jednym słowem: ideał dziecka.

Podczas nauki w Gori Soso zauważył także niesprawiedliwość społeczną, która z jednych czyniła biednych i uciskanych robotników, a z innych bogatych panów. To doprowadziło go do przekonania, że świat jest źle urządzony i trzeba na to znaleźć radę. Bez dalszego kształcenia się nie będzie to jednak możliwe, dlatego zdecydował, że wstąpi do seminarium prawosławnego w Tyflisie. To, co go przyciągnęło do tego miejsca, dalekie było od powołania do stanu duchownego. Józefowi chodziło bowiem bardziej o dostęp do księgarń, bibliotek oraz uczonych ludzi, niźli o karierę popa. Szybko przekonał się, że ta ostatnia w ogóle go nie interesuje, a panujące w szkole rygory – obowiązujące jedynie seminarzystów, nie zaś bogacących się popów – wzmogły w nim niechęć do religii oraz pragnienie walki z burżuazją i duchowieństwem. Nawiązał również kontakt z miejscowymi kółkami robotniczymi, w których zauważył potrzebę uświadamiania klasy pracującej w zakresie teorii socjalizmu, marksizmu, darwinizmu społecznego oraz nauk głoszonych przez Włodzimierza Iljicza Uljanowa. Prędko zyskuje zaufanie robotników oraz partyjnych towarzyszy i zaczyna wybijać się na przyszłego przywódcę proletariackiego zrywu. Warto w tym miejscu zacytować zakończenie „hagiograficznej” biografii, wyrażające istotę nakreślonej w powieści „wielkości” Józefa Stalina:

„- Bo widzisz… chłopcze, Soso to taki człowiek! Jak powie, to na pewno tak będzie, rozumiesz? Skoro ci powiedział, że nauczymy się zwyciężać i zwyciężymy – to bądź spokojny – murowane!

(…)

- A gdzie ja go teraz znajdę? – spytał cicho.

(…)

- Znajdziesz go, chłopcze, nie bój się! Dla takich, jak ja i ty, droga do zwycięstwa jest jedna. Rozumiesz? I na tej drodze zawsze znajdziesz Soso. Bądź pewien!”[20]

Nie bez znaczenia będzie pytanie: co skłoniło Helenę Bobińską do napisania panegirycznej wersji życia jednego z największych dyktatorów w historii świata, będącego symbolem masowego ludobójstwa? Pytanie to wydaje się tym dramatyczniejsze, gdy uświadomimy sobie, że autorka napisała przedstawioną powieść, mając za sobą doświadczenie pobytu w sowieckim łagrze, uśmiercenia jej brata - Juliana Bruna oraz męża – Stanisława Bobińskiego, a także umieszczenia przez władze ZSRR córki Celiny w dietdomie[21]. Pomimo tej traumy stworzyła „uświęcony” życiorys z własnej, nieprzymuszonej woli. „Nasza Księgarnia” nie złożyła u niej wcześniej zamówienia na Soso, ale pisarka sama dostarczyła maszynopis do wydawnictwa. Co więcej, Ferdynand Chaber z Wydziału Prasy i Wydawnictw Komitetu Centralnego PZPR przetrzymał go na swoim biurku przez pół roku, twierdząc, że to

„(…) szarganie świętości (…)”[22].

Książka została ostatecznie „uwolniona” po ingerencji redaktorki „Naszej Księgarni” – Henryki Broniatowskiej – u Stefana Staszewskiego, I sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR w Warszawie[23].

Bobińska pytana z kolei o osobistą tragedię tłumaczyła, że Soso na pewno nie był świadomy krzywdy, jaka jej została wyrządzona, a strażnicy w łagrze byli dla niej bardzo dobrzy[24]. Taka wypowiedź świadczyła najprawdopodobniej o silnym lęku, jaki stał się jej udziałem pod wpływem doświadczonego w obozie cierpienia. Wystarczy przyjrzeć się relacjom innych osób, skazanych na syberyjską zsyłkę, aby mieć pewność, że dla nikogo nie mógł to być łatwy czas[25], a u wielu pozostawił trwałe, niszczące znamię w psychice. Nie byłoby bezpodstawne również przypuszczenie o pojawieniu się u pisarki po sowieckich torturach wmówionych wyrzutów sumienia. Trafiła bowiem do łagru jako żona wroga ludu[26], z pewnością więc napiętnowano ją za to. Sytuacja ta musiała ją szokować, gdyż w latach dwudziestych wraz z mężem blisko współpracowała z Józefem Stalinem w Komisariacie do Spraw Polskich[27]. Pytanie o przyczynę „utraty łaski” mogło ją zatem, przy pomocy „życzliwych” strażników, doprowadzić do konkluzji, że widocznie popełniła jakąś prawdziwą zbrodnię. W tym kontekście Soso mógłby być swego rodzaju próbą „odkupienia rzekomych win” i „odzyskania przychylności” swoich oprawców. Zachowanie takie pozostaje tajemnicą i budzi zdziwienie u każdego, kto nie doświadczył życia obozowego. Wyrazem braku zrozumienia dramatu autorki Pionierów była przyjmowana po 1956 roku przez kolegów po piórze postawa drwiąca z jej uprzedniej wiary. Sugerowano, że Bobińska powinna napisać drugą część i zatytułować ją: Komu Soso zrobił kuku[28].

Tymczasem podkreślić należy, że spojrzenie na omówioną powieść wyłącznie przez pryzmat zaślepienia pisarki wydaje się być nie tylko krzywdzące dla niej samej, ale również stanowi dowód daleko posuniętego uproszczenia. Winą za powstawanie tendencyjnej literatury dla młodego odbiorcy w latach 1949-55 należałoby obarczyć przede wszystkim system komunistyczny z zinstytucjonalizowaną krytyką i cenzurą, który zmuszał twórców do  nadawania doktrynie formy literackiej i „produkowania” tą drogą artystycznego kiczu. Literatom pozostawało jedynie pisanie zgodne z odgórnymi wytycznymi, bez możliwości przedstawienia własnych upodobań estetycznych czy tematycznych.

Nie bez znaczenia będzie także stwierdzenie, że realizm socjalistyczny nałożył na dzieci i młodzież wymóg szkolnej lektury utworów, które nie tylko nie uznawały czytelniczych preferencji młodych, ale także psychologicznych prawidłowości ich rozwoju. Nacisk ten „ucieleśnił się” podczas rozszerzonego Plenum Zarządu Głównego ZLP, które zostało zwołane w czerwcu 1951 roku, a poświęcone było w całości literaturze dla młodego odbiorcy[29]. Główni referenci – Grzegorz Lasota, Wanda Grodzieńska i Seweryn Pollak – z jednej strony wytyczyli tematykę i styl socrealistycznej twórczości, z drugiej zaś napiętnowali dotychczasowe pisarstwo, wypominając jego ideologiczne braki, wrogość wobec systemu, nadmierną fantastyczność i ckliwość fabuł, promowanie bogactwa jako nagrody oraz marzycielskich postaw królewien i królewiczów.

Warto na koniec dodać, że sytuacja lekturowego przymusu wobec dorastającego czytelnika przetrwała w szkolnych wymogach programowych do dnia dzisiejszego, o czym pisze Krystyna Koziołek w publikacji Czytanie z innym[30]. Czym bowiem różni się wymaganie od nastolatka, by „czytał ze zrozumieniem” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Josepha Conrada, Franza Kafkę czy Fiodora Dostojewskiego od wymuszania na jego rówieśniku sprzed ponad pół wieku fascynacji ideologią komunistyczną i jej „świętymi” działaczami, rewolucjonistami i założycielami? Obydwie sytuacje są egzemplifikacją nieliczenia się z psychologicznymi prawami rozwoju. W latach pięćdziesiątych – na równi z młodym odbiorcą – wywierano presję na literatach tworzących dla najmłodszych. Dziś obok naciskanych uczniów stoją poloniści, traktowani przez autorów podstaw programowych równie instrumentalnie. Trafnie ujęła to Krystyna Koziołek:

„Każdy nauczyciel literatury reprezentuje bowiem i realizuje przymus lektury wielu tekstów poważnych, będących świadectwem doświadczeń krańcowych: bolesnych, złych, skandalicznych. Znajomości tych opowieści wymagamy, potwierdzając je oceną i promocją do następnej klasy (…). Czy można jednak bez wahań twierdzić, że wprowadzenie, więcej: przymuszanie osiemnastolatka, do «czytania ze zrozumieniem» [takich – przyp. K.B.] utworów (…) sprzyja szczęśliwemu życiu”[31].

Z lektury Soso oraz analogicznych publikacji powinna zatem pozostać w nas refleksja, że każda sytuacja przymusu – czy to zastosowanego wobec pisarzy, czy wobec odbiorców – prowadzi do twórczej stagnacji, intelektualnej blokady, a w efekcie braku szczęścia.


 (artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Guliwer”, nr 1 z 2012 roku)


[1] W. Nawrocki: Klasa ideologia literatura. Z problematyki związków literatury z ideologią. Poznań 1976, s. 208.

[2] Por.: M. Michalska: Hela będzie traktorzystką. Warszawa: Książka i Wiedza 1950.

[3] Por.: J. Korczakowska: Narodziny statku. Warszawa: Książka i Wiedza 1951.

[4] Por.: G. Morcinek: Zabłąkane ptaki. Wyd. 2. Warszawa: Iskry 1954.

[5] Por.: H. Bobińska: Pionierzy. Warszawa: Nasza Księgarnia 1951; J. Broniewska: Ogniwo. Warszawa: Nasza Księgarnia [1952].

[6] Por.: H. Bobińska: Soso. Dziecięce i szkolne lata Stalina. Warszawa: Nasza Księgarnia 1953.

[7] Por.: L. Krzemieniecka: O wielkim Stalinie. Warszawa: Nasza Księgarnia 1949.

[8] Por.: A. Lanota: Tarcza i miecz. Warszawa: Nasza Księgarnia 1952.

[9] Por.: H. Rudnicka: Płomień gorejący. Wyd. 2. Warszawa: Nasza Księgarnia 1952.

[10] Por.: Z. Marchlewska: Z pięciu miast. Wyd. 2. Warszawa: Nasza Księgarnia 1953.

[11]Por.: J. Broniewska: O człowieku który się kulom nie kłaniał. Wyd. 5. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej 1953.

[12] Por.: L. Krzemieniecka: Lenin wśród dzieci. Spółdzielnia Wydawniczo-Oświatowa „Czytelnik” 1952.

[13] Por.: J. Chamiec: O Ludwiku Waryńskim. Opowieść. Wyd. 2. Warszawa: Czytelnik 1956.

[14] Por.: J. Minkiewicz: Lenin w Poroninie. Warszawa: Książka i Wiedza 1951.

[15] Źródła własne. Wypracowanie znalezione w starym biurku szkolnym przez Grzegorza Hajkowskiego, nauczyciela języka polskiego. Nie pamięta on dokładnych okoliczności, kiedy i gdzie (miasto, nazwa placówki) znalazł cytowany dokument.

[16] Por.: K. Heska-Kwaśniewicz: Przed czym chciano ochronić młodego czytelnika w PRL-u, czyli o czystkach w bibliotekach szkolnych lat 1949-1953. W: Młody czytelnik w świecie książki, biblioteki, informacji. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, I. Sochy. Katowice 1996, s. 79-80.

[17] Por.: H. Bobińska: Lipniacy. Warszawa: Nasza Księgarnia 1955.

[18] Por.: I. Newerly: Archipelag ludzi odzyskanych. Opowieść historyczna z roku 1948. Wyd. 5. Spółdzielnia Wydawniczo-Oświatowa „Czytelnik” 1952.

[19] Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Soso do 1970 roku było tłumaczone dwa razy na język słowacki,  raz na czeski i raz na bengalski. Por.: L. Ryll, J. Wilgat: Polska literatura w przekładach. Bibliografia 1945-1970. Warszawa 1972, s. 24.

[20] H. Bobińska: Soso… dz. cyt., s. 148-149.

[21] Por.: J. Siedlecka: Obława. Losy pisarzy represjonowanych. Warszawa cop. 2005, s. 128.

[22] Tamże, s. 129.

[23] Por.: Tamże, s. 128-129.

[24] Por.: Tamże, s. 128.

[25] Por.: B. Obertyńska: W domu niewoli. Warszawa 2005.

[26] Por.: J. Siedlecka: Obława… dz. cyt., s. 128.

[27] Por.: Wielki leksykon pisarzy polskich. T. 1. Pod red. J. Pieszczachowicza. Kraków 2005, s. 284; Por.: Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny. T. 1. Pod red. J. Czachowskiej, A. Szałagan. Warszawa 1994, s. 185.

[28] Por.: J. Siedlecka: Obława… dz. cyt., s. 128.

[29] Por.: Rozszerzone Plenum Zarządu Głównego ZLP poświęcone literaturze dla dzieci i młodzieży. „Twórczość” 1951, z. 8, s. 113-154. W ramach relacji z Plenum w powyższym numerze „Twórczości” zamieszczono następujące artykuły: G. Lasota: O sytuacji w literaturze dla młodzieży, s. 113-132; W. Grodzieńska, S. Pollak: O nową literaturę dla dzieci, s. 132-150; Rezolucja, s. 150-152; W. Żółkiewska: Po Plenum poświęconym literaturze dla dzieci i młodzieży, s. 152-154.

[30] K. Koziołek: Czytanie z innym. Etyka. Lektura. Dydaktyka. Katowice 2006.

[31] Tamże, s. 59-60.

 

Oddaj swój głos:
(11)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...