Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Zdecydowanie niezbędne zakupy.

Autor: Anna Ciupińska 1 czerwca 2013, Piechowice

Dziecko było niezaprzeczalnie gołe. Nie, żeby w sensie dosłownym, ale rajstopy wytarte na kolankach i krok w okolicy kolan świadczyły same za siebie. Czapka też jakby zakrywała tylko czubek głowy. Spojrzałam na płaszczyk. Łokcie z rękawów wyłaziły. Zgroza... Taksująco patrzyłam na moją wnuczkę, jednocześnie licząc na palcach. Prawie siedemdziesiąt lat po wojnie... trzydzieści dwa po stanie wojennym, a wnuczka, szkoda gadać, obraz nędzy i rozpaczy. Zważywszy na zapracowanych rodziców, to i nie dziwota, usprawiedliwiałam wyraźne zaniedbania w okryciu wierzchnim.  I nie chodzi tu o pieniądze, ale czas na myślenie, o takich przyziemnych sprawach jak kolejna para dziecięcych rajstopek. Ci młodzi. Pochłonięci robieniem pieniędzy,  wydawać ich czasu nie mają. Ogarnął mnie szał. Pochwyciwszy dziecko, wyrwałam staremu talerz z drugim daniem i dzikim wzrokiem popatrzyłam na kluczyki do samochodu. Ruszył biedak za mną truchtem, dławiąc się kęsem schabowego i żałośnie spoglądając w stronę kuchni, gdzie wylądowało  ukochane korytko. Gdybym nie spojrzała, schował by kotleta do kieszeni kurtki. Głowę daję ,że kilka kartofli umazanych buraczkami też by się tam znalazło. Nie zważając na jego fochy, huknęłam drzwiami od mieszkania, następnie od samochodu, potem jeszcze raz od samochodu i trochę już uspokojona wyrywałam z wężowego uścisku, wielki druciany wózek. Dziadek z dzieckiem dziarsko osłaniali tyły. Market niczym ogromny plac targowy, oszołamiał mnogością świateł, zapachów, dzikiej muzyki i nachalnych kolorów. Oparłszy biust na rączce od druciaka, popychałam ciężką swołocz w kierunku stoisk z dziecięcymi akcesoriami. Cóż z tego, że popychałam, kiedy to narowiste zwierzę na czterech zgrzytających kółkach, jechało gdzie chciało, a już na pewno nie tam, gdzie chciałam ja. Opanowawszy jednak sztukę pilotażu, stwierdziłam, iż mogę spokojnie iść na prawo jazdy. Doświadczenie już mam i żadne pobocze mnie nie pociągnie. Nie tak jak niektórych... No i tu spojrzałam wzrokiem kobry na pewną jednostkę płci męskiej. Bliską mi jednostkę nawiasem mówiąc. Jednostka się nieco spłoszyła a nie umiejąc czytać w myślach, moich w szczególności, rozejrzała się bezradnie, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. A tu jeszcze wnuczka zaczęła popłakiwać, że nóżki bolą. Dziadziuś chcąc zadowolić i babcię i wnuczkę ruszył w stronę fikuśnych wózeczków dla dzieci. Wsadziwszy małą do jadowicie żółtego kaczorka z przygłupią miną, odetchnął z ulgą. Udało się. Zadowolił i starą i młodą. Naiwniak. Tymczasem ja z poczuciem misji pognałam co koń wyskoczy między regały. Ach, czegóż tam nie było. Majteczki słodziutkie, malutkie, bawełniane, z nogaweczką, falbaneczką i bez. W koniki, laleczki, lewki i koteczki. Tęczą malowane. Pięć złotych sztuka. Wezmę kilka. Takie śliczne. No dobra, siedem,  na cały tydzień, a w zasadzie na dwa. Co mi tam, pięć złotych nie majątek. W przeliczeniu, raptem pół litra wódki...no dobra, litr. Boże, a toż co? Ja ci patrzę a to ni mniej, ni więcej tylko staniki. Ale jakie staniki. Tycie, słodziuchne, takie jak raz na pierwsze pączki. Ach, co mi tam, w przyszłości będzie jak znalazł i trzy fasony wylądowały na majteczkach. Mąż stukał się w czoło, ale co tam chłop się zna na damskich dessous. Kolor mu się nie podoba, czy co? Ale kto by tam nadążył za starcem z andropauzą. No bo któż jak nie kobieta wie, co drugiej jest niezbędne, albo i będzie, chociażby za lat dziesięć. Szczególnie jeśli chodzi o ciuchy. Skoro tu już jestem, pomyślałam, że przy okazji kupię dziecku coś pożytecznego. I zanim zdążyłam zareagować, rzucił się na mnie, otumanił, oszołomił, wręcz posiadł. Ni mniej, ni więcej, tylko... nocnik. Tak nocnik. Mercedes wśród nocników. Muszę, muszę go mieć. Muszę. Za wszelka cenę. Cudo, nie nocnik. Tron nocnikowy nieomal. Patrzyłam z rozdziawioną gębą, a on mnie uwodził kolorem, kusił  uśmiechem, czarował muzyką, że nie wspomnę o nowoczesnej linii. A spłuczka, święci pańscy! Ergonomiczna, ekologiczna, z możliwością przetworzenia wody, na zdatną do picia. No, co jak co , ale ekologia u mojego męża, zawsze na pierwszym miejscu jest. Widziałam w piwnicy cały worek puszek po piwie, tak mu na sercu leży czyste środowisko. Boże wszechmogący, pochwyciłam pudło i sprawdziwszy czy aby na pewno „róziowy”, delikatnie i z nabożeństwem ułożyłam w obskurnym i pozbawionym jakiegokolwiek dizajnu brudnym druciaku. Nawet nie zwróciłam uwagi na ślubnego, który ze zgrozą sygnalizował wyraźnie, iż takich fanaberii mimo wszystko, nie pochwala. Trzeba iść z duchem czasu, z postępem, warknęłam, jednocześnie  uśmiechając się bezradnie do przechodzących obok ludzi. Popatrzyli na biedaka z naganą w oczach, aż mi się głupio zrobiło. Ale tylko trochę. Dumna z siebie, pognałam świńskim truchtem w stronę papierów toaletowych. Myśląc słusznie, że toaleta XXI wieku zobowiązuje. Nabyłam kilka opakowań do wyboru, aby dziecku przyjemnie było dokonywać czynności, powszechnie uznanych za wstydliwe. Chociaż... dlaczego wstydliwe? Dzisiaj przecież rzadko, która toaleta ma drzwi. Wszystko jest, normalne i dopuszczalne. W dzisiejszych przecież, jakże wyzwolonych czasach, seks uprawia się w toalecie, a toaletę robi łóżku. To i cóż wstydliwego w papierze, bądź, co bądź, higienicznym. No. A zatem jedno opakowanie bielszego niż śnieg, delikatniejszego niż jedwab, o rolce tak długiej, że nigdy nie kończącej, niebiańsko pachnący a do tego w przesympatyczne różowe kotki, z kokardką na uszku chyba, za niebotycznie atrakcyjną cenę, wylądował w klekoczącym wózku. Ale co tam jedna paczka, dziecko swoje potrzeby ma, a u nich w domu tylko jakiś szary, twardy i w dodatku jeszcze krzywo pocięty. Niby młodzi a zacofani. Czy dziecko używające szarego, twardego papieru będzie zdolne kiedykolwiek docenić prawdziwą sztukę? Nigdy. Czy ja chcę , aby moja wnuczka wyrosła na ignorantkę nieumiejącą docenić prawdziwego piękna? Nie. A zatem jakie kroki należy przedsięwziąć? Głupie pytanie. Należy kupić zapas papieru, aby dziecko, które zetknie się raz ze sztuką przez duże S, nigdy nie zachwyciło się szarym, twardym badziewiem. Dumna ze swojego rozumowania, uzasadnionego dobrem dziecka i kształtowaniem u niego poczucia estetyki, nabyłam jeszcze kilka ogromnych opakowań. W chmurki, kwiatki, słoniki i laleczki. Osobiście żałowałam, że na takim papierze nie ma wierszy, bajek i opowiadań dla dzieci. Najlepiej znanych twórców, ponieważ i tak ich nikt nie kupuje i leżą po przeceniani po pięć złotych. A wszystko to dlatego, że nikt ich nie rozumie. Któż dzisiaj czyta dobrowolnie Mickiewicza? Nikt. Dlaczego? Bo go nikt nie ma czasu zrozumieć, pomyśleć, nim zachwycić. Co innego poezja współczesna. Piękna, uduchowiona, zrozumiała do bólu. Ta oczywiście czytywana jest przez szerokie rzesze ludzi ceniących sobie czas. Tam nie ma nic do myślenia, przeżywania, poruszającego wyobraźnię. Prosto, krótko i treściwie. Bez jakiś głupich archaicznych rymów. I jak najbardziej z ukrytym drugim dnem. Po prostu majstersztyk. I wobec tego, żeby nie zapomnieć o dorobku naszej kultury, należałoby obcować z nią na co dzień. Albo obrazy sławnych mistrzów nadrukować. Siedzi sobie taka kruszyna, produkuje klocka i podziwia obrazy wielkich mistrzów. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Zdegustowana brakiem takich oczywistych oczywistości, ruszyłam w stronę kasy nabywając po drodze w okazyjnej cenie jeszcze cztery kilogramy schabu zapakowanego próżniowo i z bardzo odległą datą ważności. Basen ogrodowy, który niewątpliwie przyda się latem, oraz kilof i siekierę, bo mam ogromną sympatię do tego rodzaju narzędzi. W końcu nie będę musiała pożyczać od sąsiada. Siedem lat temu, owszem, pożyczył,ale z wielką łaską. To teraz będę miała swój. A aaa, już przy samej kasie mój mąż dziwak nabył jak powiedział dla siebie, bo nic dotąd nie kupił kłąb konopnego sznura, a my przecież snopowiązałki nie mamy. Mówiłam, że dziwak. Z wielką łaską strojąc głupie miny dał mi swoją kartę. Nie wyobrażał sobie chyba, że będę płaciła moją gotówką. Od kiedy to kobiety płacą za siebie. Znowu zapomniał, że ja starej daty jestem i tradycję szanuję ponad wszystko. Wróciliśmy do domu. Tylko,że dziecko nie wytrzymało trudów podróży i trzeba je było natychmiast przebrać. Szukałam akurat paluszków do pozytywki( producent nie dołączył) nocniczka, podziwiając go w całej już okazałości, kiedy nagle wytrącił mnie z błogostanu wściekły, przeraźliwy ryk mojego męża. Ty, a rajstopy k.... gdzie?!!!
  

Oddaj swój głos:
(25)
(>2)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...