Kalendarz » Polska

    Brak wydarzeń.

Tylko nie życz mi spełnienia marzeń

Autor: Anna Strzelec 30 maja 2014,

Wstęp do nadziei …

 

Co ja sobie właściwie wyobrażałam?

 

Że zawsze będę dla niego taka fascynująca, jak to napisał w pierwszym liście do mnie? Będę miała jeszcze długo brązowe, lśniące włosy, uśmiechnięte niebieskie oczy i właśnie mnie, " szczupłej, zgrabnej i powabnej " nie dogonią żadne babskie lata ani kołatki w sercu, a nas oboje nie zmieni czas, sytuacje, ani otaczający nas ludzie?

 

 Z bagażami sukcesów i porażek, plecakami, w których drzemały nieudane związki i wielkie miłości, oboje " tuż po czterdziestce" byliśmy na poszukiwaniu jeszcze jednej szansy...

 

Nasze historie opowiadaliśmy sobie nawzajem, może i z niepotrzebną czasami dokładnością, ale nie chcieliśmy nic przed sobą ukrywać, jakby ta szczerość była od nas wymagana i mogła stać się tym razem patentem na wierność, gwarancją na miłość...

 

 Ktoś mądry powiedział kiedyś, że „najtrudniej jest uwierzyć we własną śmierć ”. Mnie trudniej jest uwierzyć w starzenie się i przemijanie. I we własną starość.

 

Ale zanim to nastanie, może dane nam będą jeszcze te lata pomiędzy?

 

Między marzeniem a spełnieniem, wyjazdem i powrotem, miłością,

 

rozpaczą i nienawiści łzą...

                                                                     ( Horstowi, 1992 - ­2007)

 

 

 

   Anna Strzelec  - Druga pora życia czyli jak zabija się miłość –

                            ( II część Tylko nie życz mi spełnienia marzeń )

 

 Rozdz.II     POWRÓT

 

Jaka siła powoduje, że znów jadę do Ciebie? Przemierzam prawie tysiąc kilometrów nocą, bo o tej porze wyjeżdża polsko-niemiecki autobus prowadzący do domu. Za oknem pełnia księżyca, intensywna w swoim kolorze złota. Muszę zaciągnąć firankę, bo księżycowa kula towarzyszy kierowcy autobusu jak dodatkowa latarnia oświecająca drogę. Obok, na siedzeniu Dora, jej pysk na moich kolanach. Przytula się pełna zwierzęcego zaufania. Jak nazwać tę siłę, która mnie gna do Ciebie? Mimo wszystko… Napisałam wczoraj wiersz. Podoba się Mary i Żanecie, i paru innym znajomym. Ranek, który był jeszcze wczoraj…

Niebo takie pastelowe w paseczki i wstążki

jak sweterek dziecka

delikatność niepojęta…

Niebieski w turkusie,

po drodze róż spotykający

i granatowym paseczkiem przecięty…

A nad nim już baranki prawie wielkanocne

wietrzykiem lekkim naganiane

zbierają się w oczekiwaniu

na Zmartwychwstanie

na wzejście Słońca.

Aber wie soll ich das übersetzen, dass Du mich verstehen kannst?

Wielkanoc nadchodzi. Spędzimy ją razem, po niemiecku.

 ***

Następnego dnia słońce przebija się przez chmury. Znów Aachen, moje piękne Aachen z Altstadtem , który tak lubię i katedrą, która ma na sklepieniu podobną do bizantyjskiego stylu niebiesko-złotą mozaikę. Ach, czuję się znów prawie jak w domu. W południe Horst odbiera mnie wymiętoszoną z autobusu. Trudno jest świeżo i pociągająco wyglądać po tylu godzinach jazdy. Mój mąż wita mnie jednak z uśmiechem, całuje… Spontanicznie przytulamy się do siebie, a Dora z radości mało nie wskoczy mu na głowę. Wsiadamy do samochodu razem z bagażem, który wytaszczył dla mnie kierowca autobusu ze schowka i znów musimy spieszyć się.

– Za godzinę zaczynam praktykę, wyszedłem z uczelni na chwilę – mówi Horst. Patrzę na niego z boku. Nie zmienił się nic, skronie lekko mu siwieją. Nie wiem dlaczego wzrusza mnie to odkrycie. Tak samo, gdy wzrusza mnie widok obrączki na jego palcu gdy śpi. Lubił zasypiać na brzuchu, z głową ułożoną na rękach, lewa z obrączką na palcu skierowana w moją stronę. Ogarniało mnie wtedy miłe uczucie przynależnienia… zaobrączkowane ptaki z tego samego gniazda. Jakby to miało być patentem na wierność… Och, stęskniłam się za nim.

– Kiedy wrócisz? – pytam gładząc jego kolano.

– Ok. 17-tej – odpowiada i widzę, że jesteśmy niedaleko domu. Wyładowujemy wszystko, stawiamy w kuchni, Horst całuje mnie koło ucha i już go nie ma. Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć, że przywiozłam „krakowską” i „ jałowcową”.

Jak długo mnie tu nie było? Chodzę po mieszkaniu, Dora za mną, mam niejasne uczucie, że obie węszymy… Ach, skąd mi się znów takie myśli biorą?

Moja biedna paproć! Horst zapominał ją podlewać! Orchidee jak zwykle, piękne. A na balkonie? Masakra. Noszę wodę z łazienki, podlewam i podlewam, obieram z suchych liści oleandry, wstawiam paproć do wanny, obcinam smutne gałązki. Potem wyrzucam zzieleniałe plastry szynki z lodówki, myję szklany dzbanek do kawy, który nabrał brązowego koloru… Po chol… Horst gotuje tyle kawy, gdy jest sam? Robię sobie świeżą neskę, Dorze daję wodę, Frolicka i siadam na kanapie z nogami w górze. Po tylu godzinach podróży są spuchnięte jak banie. Sama jestem sobie winna. Nie trzeba tak latać do Polski.

A potem dzwonię do Małgosi.

– No, jak tam, zajechała? – śmieje się moja córka.

– Jak słyszysz, jestem.

– I co „miłość i zgoda domu ozdoba”?

– Zobaczymy, okaże się…

Małgosia powtarza powiedzonko, którego czasem używam, dowcipnie pytając moje dzieci o ich małżeńskie nastroje. Fajne są te staropolskie szpruchy . Kiedyś na wsi u babci, koleżanki Lilki, widziałam wiszącą w kuchni haftowaną ręcznie makatkę z obiecującym zdaniem: „dobra żona tym się chlubi, że gotuje co mąż lubi”. Ha, ha!

Ciekawe co zrobimy dzisiaj na kolację?

***

Horst wrócił z pracy i wziął Dorę na spacer, a ja obsesyjnie spojrzałam na zegarek. Na miłość boską, nie chcę być taka, zazdrosna, podejrzliwa. Nie chcę! Mogłam sama wyjść z psem, ale usnęłam na leżaku, na balkonie. Znowu się zaczyna? Chyba wstawię pranie…

***

– Gehen wir essen?  – Horst znalazł mnie w piwnicy, gdzie stały pralki i suszarki. Spacer z Dorą nie zajął mu zbyt wiele czasu.

– Essen? Gerne, a dokąd chciałbyś pójść? – pytam i już się cieszę. – Steak Haus? – Lubię tę restaurację.

– A może do Jugoslawien – proponuje Horst, podobno odnawiali.

– OK, może być. Mają dobre sosy do sałatek i serwują wielkie Grillteller  z kilkoma rodzajami mięsa.

 ***

Zostało mi pudełko zapałek z tego wieczoru i niejasne wrażenie, że Horst chce coś załatwić, wygładzić… Poza tym wszystko było bardzo smaczne.

 Restaurant MAESTRAL

 Inh. Familie Kardum, Grosse Rurstrasse 49

***

– Myślałeś już o Świętach? – pytam biorąc w palce kawałek grillowanego, jagnięcego żeberka. Nie będę przecież walczyć z tą owieczką nożem i widelcem. Widzę, że Horst zastanawia się przez chwilę.

 – Możliwości są dwie, albo my do nich, albo oni do nas i wtedy będę musiał ich przywieźć i odwieźć po Świętach – mówi. Sami nie pojadą. Ojciec nie poprowadzi już auta, a jazda pociągiem też zbyt uciążliwa dla obojga. Tak, to było oczywiste, że spędzimy je razem z rodzicami Horsta.

– A jak wolisz? – pytam łagodna jak ten Lamm . Tak bardzo chcę mieć spokój i miłą atmosferę dzisiejszego wieczoru.

 – Pojadę, przywiozę i odwiozę – mówi i zamawia jeszcze jeden dzbanuszek czerwonego, macedońskiego wina.

Rozglądam się po restauracji, nie ma tutaj dziś zbyt wielu gości, za to sobotę i niedzielę wypełniona jest po brzegi. Ona ma klimat; świeczki, albo lampki naftowe na każdym stole, na bocznych ścianach wiszą kinkiety z tiffany. Siedzimy obok zielonej oazy z przepływającym pod mostkiem małym potoczkiem. Delikatny plusk wody i przyciszona, południowa muzyka nie przeszkadza nikomu w rozmowach. „Aisha, Aisha, écoute-moi”… słyszę męski głos. Chciałabym być Aishą, dla której śpiewa ten facet. Na pewno ma jej coś ważnego do powiedzenia.

 – Horst – staram się, aby mój głos był normalny i broń Boże, nie zadrżał. No i akcent też poprawny…

– Słucham – odpowiada patrząc w kartę menu. – Chcesz lody?

Kurcze, nie chcę lodów, chcę go o coś ważnego zapytać, ale odpowiadam:

– Tak, możesz dla mnie też zamówić.

Kelner przynosi wino, przyjmuje zamówienie z lodowym deserem, a ja biorę głębszy oddech:

– Gdy dzwoniłam do ciebie poprzedniego wieczoru, powiedziałeś mi, że musimy porozmawiać i podjąć decyzję – mówię jednym tchem – co miałeś na myśli?

Horst nie patrzy na mnie, sprawdza klarowność wina w kieliszku, obraca go w palcach, po ściankach spływają powoli i równomiernie ciemnoczerwone krople.

– Nic takiego, zobaczymy, jak wypadną nam święta.

 ***

Wczoraj przeczytałam archiwalny wywiad z Maciejem Maleńczukiem w „Małej czarnej”. Indagowany przez moderatorkę i panie współtworzące program na temat trwałości uczuć, powiedział między innymi: – Chcesz przetrwać w związku, nie wypytuj za dużo. Dowiesz się i będziesz musiała z tym żyć…

Szkoda, że tego wcześniej nie wiedziałam.

***

I znów jak za dawnych naszych dni… kadzidełko w sypialni, zapalona lampka, którą dostaliśmy kiedyś od Małgosi…

Ciepłymi falami zalewa mnie czułość, za którą tęskniłam. Jak tonik obmywa serce… Horst pachnie wakacjami, to Cerruti 1881, którego używał na Krecie, dla mnie ma już olejek brzoskwiniowy…

A co z moim „białym małżeństwem”? Wybacz Boże, brakuje mi na nie dziś siły…

…………………………………………………………………………………………….

 

 

Oddaj swój głos:
(13)
(>0)

Biznes »

3 lutego 2016 Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy...
28 stycznia 2016 Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia...