Polska: Suchowola

Marta Świć

Salon słowa

Marta Świć ur. w 1979 r. w Białej Podlaskiej; mieszka w Suchowoli /k Radzynia Podlaskiego.

Zadebiutowała tomikiem poetyckim: "Niemotylica będzie latać" (2011)  Dwukrotnie wyróżniona w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Promień Nadziei". 

W czerwcu 2012 roku brała udział w akcji dla najmłodszych "Cała Polska Czyta Dzieciom".

Nominowana do nagrody w XI edycji konkursu Lady D. im. Krystyny Bochenek w kategorii Kultura i sztuka (Gala konkursu: Warszawa dn. 07. 05. 2013 r. godz. 12.00 w Sali Kolumnowej Sejmu RP).
 

Metafora 6 (87) 2013 -  debiut w kwartalniku literackim

 

***

MARTA ŚWIĆ

O przyjaźni

Pojawiłaś się nagle
Przypadkiem
Nie szukałam cię
W Biurze Rzeczy Znalezionych
Zaprosiłam do domu na kawę
Na życzliwą rozmowę
Jesteś przy mnie
Choć czasem daleko
Z tobą życie inaczej smakuje
O Przyjaźni
Dziękuję
Że jesteś

        *
Opętałeś mnie

Opętałeś mnie
Bezwarunkowo
Nie myślę swoim rozumem
Lecz jakaś niewidzialna siła
Każe iść naprzód
Boję się
Wpadam w otchłań
Coraz większego strachu
Zgiełku
Tłumu

Opętałeś mnie
Już nie zaznam spokoju i ciszy
Zawsze będę tęsknić
Za twoją niepewnością

Opętałeś mnie
I wcale nie chcę
Żebyś dał mi spokój
Tylko mnie teraz
Nie upuść na ziemię

Opętałeś mnie
Na zawsze
Codziennie bardziej
Mocniej

Opętałeś mnie
I wciąż cię kocham
Mój Lublinie

      *
Bywa że..

Bywa, że chaos bywa początkiem porządku
Bywa, że koniec jest początkiem chaosu
Bywa, że miłość jest drogą do nienawiści
Bywa, że nienawiść prowadzi do miłości
Bywa, że jutro jest początkiem dzisiaj
Bywa, że dzisiaj jest końcem jutra
Bywa, że…
 
      *
Różni
                                                                                                                                                                                                                                          Inni
A jednak tacy sami            

Kochamy bardziej  

Chcociaż niekochani

Czujemy więcej

Choć świat jest bezduszny    

I zamiast złota       

Pragniemy zrozumienia duszy
     
       *
Obserwator

Patrzyłeś wczoraj
Jak pakuję walizkę
Wkładałam tam tylko
Letnie ubrania

Zwiewne sukienki
Cieniutkie bluzki
Buty niewielkiego rozmiaru
piżamę

I nie zdradziłeś
Nawet jednym słowem
Że kurtka by się przydała
nie wspomnę o kaloszach

I co mi po tym
Że wiesz wszystko
Patrząc z góry
Śmiejesz się ze mnie



MARTA ŚWIĆ    Było sobie życie...

Lęki i marzenia
Przecież nic nie zrobi, nic jej nie wolno, nie pojedzie. Takie myśli nieskończoną ilość razy przetaczały się po jej głowie. Nie mogła spać. I w całym "tłumie" domowników i znajomych nie było nikogo, kto by temu zaprzeczył. Chciała iść, jechać...             Nie wiedziała po co, nie rozumiała pytań. Czy wszystko musi być po coś? Nie może być po prostu, dlatego, że chce? Już się pogodziła z tym wiecznym „nie mogę”, już nie płakała tak, żeby widzieli. Tylko jedno nie dawało jej spokoju : -  Inni jakoś mogli, jechać, iść, tańczyć, pić. Oni mogli wyjść, pojechać. Włączyła Internet i szukała, już nie tego, co mogą, tylko co zrobili żeby móc. I znalazła: Lublin i numer telefonu. Z licznymi obawami napisała wiadomość: "Nie jestem po wypadku, ale szklanki z wodą nie potrafię przewieźć na wózku, nie przejadę też przez krawężnik. Mieszkam na wsi, od Lublina trochę daleko, lecz chciałabym stać się samodzielną osobą. Widziałam zdjęcia". Jeszcze tego samego dnia zadzwonił telefon. - Przyjedź, zobaczymy – usłyszała głos w słuchawce.
Nowa
Przyszła długo oczekiwana środa roku 2007. Na dworze upał, a jej było jeszcze bardziej gorąco. Z radości i ze strachu jednocześnie. Dookoła było kilka uśmiechniętych osób, biła od nich ciekawość: - O " Nowa przyszła". Szybko utworzył się przyjazny krąg. Nie było opowieści, kto, jak, od kiedy ani też stanu wyższości, że oto instruktor będzie się teraz pastwił nad Nową. Był śmiech i przekonanie, że Nowa się nauczy. Nowa okazała się bardzo uparta, wytrwale dążyła do obranego celu. Wszyscy z miejsca ją polubili. Czas płynął, a ona z każdym dniem, tygodniem, kolejną środą, czuła że jest potrzebna, że ktoś czeka, że pyta. Nareszcie coś mogła. Może to była trochę ucieczka? Ucieczka z dawnej samotni do świata ludzi. Zawsze marzyła by móc być między ludźmi. Być jak wszyscy... Cykliczne środowe spotkania były czymś niezwykłym! Każdy sukces uhonorowany był oklaskami, a każda łza osuszona słowami otuchy. Życie nadal było piekielnie trudne, ale teraz miało piękne środy. Niebawem do środowych spotkań dołączyły weekendowe, połączone z przełamywaniem własnych lęków i zdrową sportową rywalizacją. Zaznała też cudownego uczucia, jakim było przekroczenie mety podczas wyścigu. Potem medal, puchar, oklaski i dyplom na pamiątkę. Rozpędziło się życie, wózek stał się atutem! Ludzie i Lublin – to wszystko nabrało teraz nowego znaczenia. I nagle trach… Pewnego dnia ktoś głośno powiedział, że wstanie jeszcze z tego wózka. Już była za duża na bajki. Nie uwierzyła. To przecież jakieś  niestworzone rzeczy! Jednak chciała mieć na papierze czarno na białym, nawet wielkimi literami napisane: NIE, NIE WSTANĘ Z WÓZKA! Spędziła na nim 28 lat - całe swoje życie, najlepsze lata... Niemożliwe, żeby było inaczej. Tyle łez, tyle pragnień i zawsze to samo!  Nie chciała nowych rozczarowań. Szukała, pytała. Znalazła odpowiedź:  TAK. To była najbardziej paraliżująca wiadomość w jej życiu! Niemożliwe, to nieprawda – myślała przerażona. Znowu trzeba zacząć od nowa. Zaprzestać środowych spotkań, wyjazdów. Jak będą się czuli ci ludzie, z którymi niedawno tak się zasymilowała? Pomyślą, że oszukiwała? Nawet już jej się nie chciało zaczynać od początku. Podjęła tyle nowych wyzwań. Miała to wszystko rzucić? Na własne życzenie pozbawić się Lublina i ludzi? Przecież już było dobrze... Cieszyło ją to, chciała dalej, ale nie od nowa. Pół roku środowych spotkań zmieniło ją na zawsze. Uszczęśliwiło. Pomogło żyć inaczej, prawie normalnie... Teraz dochodził do głosu rozsądek. Zastanawiała się czy to możliwe? Jak by to było gdyby? Jeszcze nie znajdowała odpowiedzi, ale czuła, że nie zazna spokoju jeżeli nie spróbuje. Wiedziała na pewno: MUSI SPRÓBOWAĆ! MUSI!