Kalendarz » Puławy

    Brak wydarzeń.

Eco-Biznes » Puławy

Smutne wydarzenia powinny wyglądać dostojnie, by wspomnienia nie przytłaczały.
Coś dla Mamy, Taty i dla najmniejszych członków Rodziny
Przyjemności, przyjemności

OD RYSUNKÓW DO MURALI

25 marca 2013, Puławy

Rozmowa Marzeny Romańczuk z zamieszkałym w Puławach znanym ormiańskim malarzem, grafikiem, grawerem, animatorem - Tigranem Haszmanianem.
 


M. Urodziłeś się w Suchumii, czy możesz opowiedzieć o swojej rodzinie: rodzicach, rodzeństwie, kuzynach?
H. Pochodzę z małej rodziny, podobnie moi rodzice nie mieli dużych rodzin. Mój tata był fotografem, mama bibliotekarką, ale pracowała w drukarni; rodzeństwo – mam siostrę. Wiem, że mój pradziadek był kowalem, ale nie znałem go osobiście, tylko z opowiadań mojego dziadka. To już bardzo odległe dzieje...
M. Podobno byłeś czołgistą?
H. W latach 1979-81 służyłem na granicy z Iranem, byłem dowódcą czołgu. Jako początkujący artysta miałem nadzieję, że przydam się w wojsku jako malarz albo pisarz, ale potrzebowali czołgistów...
M. Czy utrzymujesz kontakty z kolegami z wojska?
H. Po trzydziestu latach spotkałem na portalu N-K dowódcę mojej kompanii, którego zawsze bardzo szanowałem. Utrzymujemy kontakt mailowy do tej pory. Jest wspaniałym człowiekiem: uczciwym, sprawiedliwym, ludzkim, rzadko się spotyka takich oficerów w tak trudnych warunkach. Jednak wtedy byłem całym sercem przy malarstwie i rysunku licząc, że kiedyś ten koszmar się skończy...

 


M. Armenia w 1990 r. ogłosiła swoją niepodległość, a 21. września 1991r. potwierdziła ją, w tym czasie przyjechałeś do Polski i zdecydowałeś się tu pozostać. Czy wiązało się to ze złą sytuacją gospodarczą twojego kraju, która w latach 1991-2001 zmusiła do emigracji blisko jedną piątą Ormian, z wojną z Azerbejdżanem, czy były inne powody?
H. Malowałem, ciężko było ponieważ na zorganizowanie wystawy potrzebne było specjalne zezwolenie. Do Polski przyjechałem w 1990 roku z wernisażem. Najpierw mój szwagier pokazał w galerii Styl w Puławach dwa moje obrazy. Bardzo się spodobały i od razu pan Zbigniew Janicki zaproponował mi wernisaż. Przyjechałem z wystawą, przywiozłem 20 obrazów, z miejsca kupiono 17, zaproponowano mi współpracę. Nie zastanawiałem się długo, sytuacja w Armenii była bardzo ciężka, mimo, że byłem redaktorem artystycznym gazety "Nauka i Technika" pomyślałem, że przyjadę do Polski i spróbuję tu szczęścia. I spróbowałem. Wystawiałem tu obrazy, poznawałem ludzi. Poznałem na przykład Krzysztofa Nagrodzkiego, miał wydawnictwo Ja-Na, zilustrowałem jego książkę "Stary Zamek", od tego czasu zacząłem ilustrować tomiki poetyckie. Przez sześć lat pracowałem w Puławach jako instruktor terapii zajęciowej w Środowiskowym Domu Samopomocy, prowadziłem tam zajęcia plastyczne.
M. Myślę, że Puławy tylko na tym zyskały...  Tigranie, jesteś absolwentem Wyższej Szkoły Plastycznej w Erewaniu, tam ukończyłeś Wydział Malarstwa, skąd u Ciebie tak wielkie zamiłowanie do rysunku?
H. Rysunek jest dla mnie królową sztuki. Jak ktoś potrafi rysować ołówkiem to da sobie radę w każdej dziedzinie sztuk plastycznych - w malarstwie, w rzeźbie.
W WSP w Erewaniu były wydziały: Malarstwa, Rzeźby i Dekoracji wnętrz, Grafikę i Rysunek wprowadzono później. Wytrwałem do końca, skończyłem malarstwo, ale zawsze miałem odczucie, że to za mało. Sercem byłem przy rysunku.       

 

               

M. Wspominasz często o "szkole starych mistrzów" czy możesz wymienić, którego z nich cenisz najbardziej i dlaczego?
H. Jako południowca fascynowała mnie zawsze północna sztuka. Moim wzorem  jest  Albrecht Durer niemiecki malarz i grafik, uważany zresztą za najwybitniejszego artystę niemieckiego renesansu. Fascynuje mnie od zawsze jego warsztat, poprawność i wierność rysunku, jego głębia i potencjał kolorystyki. Czterej jeźdźcy Apokalipsy, Adam i Ewa, Rycerz, śmierć i diabeł, Melancholia, Madonna z dwoma Aniołami to jedne z najwspanialszych dzieł jego sztuk: drzeworytniczej i miedziorytniczej. Był naprawdę wspaniałym grafikiem. Ta kreska – mistrzostwo! Następnym moim mistrzem jest  Jeronim Bosh. Jego dzieła nie mają sobie równych, choćby: Ogród rozkoszy ziemskich, Stół mądrości, Kuszenie św. Antoniego.
M. Hieronima Bosha nazywano niderlandzkim królem malarskich wariatów, był bardzo postępowy, jak na artystę wśród średniowiecznych i renesansowych malarzy, był inspiracją dla Salvadora Dali, niezwykłe, że również dla Ciebie...
H. Tak, wystarczy porównać Kuszenie św. Antoniego obu malarzy, różnica wielu wieków, ale warsztat i charakter dzieł podobny. Podziwiam obu mocno. Malarstwo jednak jest dla mnie zabawą, poważnie podchodzę do rysunku. Jeśli nazywasz siebie artystą plastykiem musisz dobrze rysować, podobnie jak śpiewak musi mieć głos, a tancerz dobrze tańczyć.

 


M. Co i czym lubisz rysować?
H. Piórko tusz to podstawa, jeśli chodzi o tematykę to wyłącznie to co czuję. Rysunek czy obraz malarski powinien mieć w sobie duszę, żeby odbiorca mógł się przy nim zatrzymać, zanurzyć i odebrać jego emocjonalny przekaz. Lubię rysować postacie oraz obiekty architektoniczne. Często łączę jedno z drugim, powstają wtedy ciekawe kompozycje. Dodam jeszcze trzeciego mistrza Pietera Bruegela: Upadek Ikara, Wieża Babel, Kraina lenistwa...
M. Również podziwiam malarstwo niderlandzkie, Kraina lenistwa – ale twoje zamiłowania artystyczne nie mają nic wspólnego z lenistwem. Słyszałam, że już w Erewaniu zajmowałeś się plastyczną animacją filmową?
H. Tak, to prawda. W Erewaniu ponad trzy lata pracowałem w Studiu Animacji Wytwórni Filmowej - Armenfilm. Najpierw kolorowałem poszczególne klatki zdjęciowe, potem zostałem animatorem. To była praca żmudna do tego mało płatna. Żeby stworzyć jeden dziesięciominutowy film pracowało ciężko trzydzieści do czterdziestu osób przez trzy-cztery miesiące. Swój pierwszy film w Polsce robiłem przez sześć miesięcy, ale nie było to dla mnie tak uciążliwe ponieważ od razu się uczyłem. Wtedy zetknąłem się z polską sztuką animacji i muszę podkreślić, że Polska Szkoła Animacji w Łodzi jest naprawdę wspaniała. Zawsze była bardzo dobra i jest. Przykładem może być Bolek i Lolek czy Reksio...
M. Rzeczywiście to benedyktyńska praca, ale wróćmy może z Armenfilmu do Polski i twoich nowych doświadczeń z rysunkiem. Podobno twoje rysunki były wykorzystane w niekonwencjonalny sposób?
H. Tak, Urząd Miasta wykorzystał kilka moich rysunków, posłużyły one do wytworzenia opakowań zawierających słodycze. Te łakocie to Migdały Puławskie, myślę, że można je dostać w tutejszych sklepach. Migdały znajdują się w ozdobnym pudełku, na pudełku z każdej strony umieszczone są moje prace. Ponad to ukazała się również wydana przez U.M. Puławy teczka zawierająca moje rysunki z zabytkami Puław. Taki prawie album. Zdarzyło mi się również wygrawerować dla kancelarii prezydenckiej kieliszki do koniaku. Nie, to nie żart, zajmuję się również artystycznym grawerowaniem szkła. Kieliszki powstały dzięki współpracy ze złotnikami, miały srebrne stopki (nóżki).

M. Niesamowite! Masz tyle talentów! Do tego wystawiałeś swoje prace w: Berlinie, Warszawie, Łodzi, Krakowie, Zamościu, Koszalinie, Lublinie, Lubaczowie, Puławach, Kazimierzu itd. Twoje dzieła znajdują się w zbiorach muzeum w Puławach oraz w prywatnych kolekcjach w Polsce, USA, Kanadzie, Francji, Niemczech i Austrii, czy możesz powiedzieć kilka słów o swoich podróżach z tym związanych?
H. Dużo bym musiał o tym mówić. Wspominam wystawę w Łodzi, cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem, towarzyszyły temu wywiady do gazet i telewizji łódzkiej. Odpowiednia prezentacja dzieł jest zawsze ważna dla ich twórcy jak i potem towarzyszący temu rozgłos. Dodam, że był to mój pierwszy kontakt z mediami. Pierwsze wystawy miałem w Puławach i w Koszalinie, ale w Łodzi ilustrowałem wiele książek, stąd często tam jeździłem.
M. Rozgłos, tego Ci teraz chyba nie brakuje? Świetnie rysujesz, malujesz, grawerujesz, dbasz o swój warsztat, rozwijasz się sięgając po nowe techniki i nowe formy wyrazu. Ostatnio zająłeś się nową formą malarską, która zawitała tu z Niemiec (widziałam znakomite prace Erica Grohe) to murale? Może kilka słów na ten temat?
H. Zetknąłem się z pracami Erica Grohe, słyszałem o nich, potem widziałem kilka, zaimponowało mi to i postanowiłem spróbować, sprawdzić się. Murale wykonuję przeważnie w Puławach dla przyjaciół, ale zdarzyło mi się też w Parchatce. Pierwszy powstał w wąskim pomieszczeniu, które należało powiększyć. Powieszenie obrazów czy luster nie wydawało się dobrym rozwiązaniem, więc postanowiłem namalować mural. Efekt był zdumiewający. Właściwie samo wnętrze pokierowało by tak malować...   
M. Czy dużo czasu zajmuje wykonanie jednego muralu?
H. Wykonanie? Zajmuje mi zazwyczaj od półtora do dwóch tygodni. Na pewno dużo dłużej niż wykonanie rysunku czy obrazu, ale nie ma nic na cito. Wszystko musi być dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i doskonale naśladować rzeczywistość.
M. Tigranie, dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. Mam nadzieję na wiele takich wywiadów w przyszłości.
H. Ja również dziękuję pięknie.
M. Dodam, że prace Tigrana Haszmaniana prezentowane są w GALERII Metafory nr 6(87) 2013r., jak i na niektórych jej stronach. Kontakt z artystą – e.mail: titoranes19@gmail.com
 

Newsy » Puławy

12 czerwca 2013 12 czerwca o godzinie 10.00 w Młodzieżowym Domu Kultury odbył się finał II konkursu krasomówczego "Babciu, dziadku, opowiedz mi...
25 marca 2013 Rozmowa Marzeny Romańczuk z zamieszkałym w Puławach znanym ormiańskim malarzem, grafikiem, grawerem, animatorem - Tigranem Haszmanianem....
24 lipca 2013 Z  KRONIKI  KUROWSKIEGO  TOWARZYSTWA  REGIONALNEGO. Było to 27 lutego 1984 roku. Grupa siedemnastu zapaleńców...
26 maja 2015 Twarzą Festynu Pasje Ludzi VI Edycji (14 czerwca 2015 roku) będzie Wnuk Arkadego Fidlela - Arkady Fidler również podróżnik....
7 stycznia 2015 Jakiś czas temu w Teleexpresie poinformowano świat, że spłonęła wiejska biblioteka w gminie Firlej. Tak się złozyło, że wkrótce potem...
10 listopada 2014 TRUDNE WYBORY Już dwa miesiące wiszą na słupach, deszcz im nie wadzi, wiatr ani upał, wzrokiem mnie śledzą, kiedy przechodzę, bezgłośnie...