Kalendarz » Chorzów

Eco-Biznes » Chorzów

Regionalne Property Forum Katowice 11-12 lutego 2016 r. Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach   Główne tematy Forum: Śląsk bez kompleksów – rosną przewagi konkurencyjne regionu na inwestycyjnej mapie Polski Biura. Kapitał ludzki, edukacja, biura – gdzie leży ...
Europejski Kongres Gospodarczy po raz ósmy zagości w Katowicach Główne nurty tematyczne   Katowice, 28 stycznia 2016 r. – Wskazywanie nowych kierunków myślenia o przyszłości Europy i włączanie w publiczny dyskurs tematów, w których tkwi jeszcze nie w pełni odkryty ...
18 września 2015 roku w związku z odbywającymi się po raz pierwszy „Dniami Energii Miasta Katowice” w Parku Naukowo-Technologicznym Euro-Centrum odbyła się debata o energooszczędnym budownictwie na Śląsku organizowana wspólnie z Dziennikiem Zachodnim. Przy tej okazji doszło do ważnego dla Parku wydarze...
Siła współpracy i konieczność dialogu z otoczeniem – to główne przesłanie V Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw, który dziś zakończył się w Katowicach. Od trzech dni stolica górnego śląska była centrum europejskiej przedsiębiorczości. W tym czasie najlepsi eksperci z kraj...

dr Katarzyna Bereta O dwóch Łyskach…

29 czerwca 2013, Chorzów

dr Katarzyna Bereta

O dwóch Łyskach… 

Młody odbiorca, którego „młodość”, albo też „małość”, oraz czas podstawowej edukacji przypadły na lata osiemdziesiąte ubiegłego stulecia, Łyska z pokładu Idy poznawał na lekcjach języka polskiego. W sali niewątpliwie podobnej do setek innych – z zawieszonymi „częściami mowy”, schematami rozbioru logicznego zdania, kilkoma najważniejszymi portretami oraz nieodzowną ramą z filcem albo wykładziną dywanową. Zapewne wielu dziesięcio-, jedenastolatkom mieszała się Nasza szkapa Marii Konopnickiej z kopalnianym koniem Gustawa Morcinka. Te same zwierzęta i podobna bieda powodowały, że dwa obrazy zlewały się w dziecięcej świadomości w jeden. Żaden jednak uczeń z całą pewnością nie był świadomy, że dwudziestowieczna nowela miała drugą wersję. Tym bardziej, że wpłynęła ona niszcząco na wartościowy pierwowzór. A jest to tylko jeden z licznych przykładów spustoszenia, jakie w utworach literackich wydanych przed 1945 rokiem, poczyniła metoda realizmu socjalistycznego. Gdy bowiem brakowało pomysłu na nowy tekst, autorzy poddawali „obróbce” swoje starsze publikacje, tuszując ich brak tendencyjności bądź nachalną propagandą, bądź dopasowaniem fabuły na siłę do wymogów materializmu historycznego. Łysek… był jedną z ofiar podobnego zabiegu.

 

W 1953 roku Iskry wydały niewielki zbiorek Odkryte skarby, w którym znalazły się zaledwie cztery utwory prozą Gustawa Morcinka – Królewski dług, Łysek z pokładu „Idy”[1], Bumelant z pokładu „Idy” oraz Odkryte skarby. Sięgając po tomik, nie przypuszczałam, że w drugim tytule znajdę jakikolwiek element, nadający noweli cechy realizmu socjalistycznego. W trzecim – owszem, w pierwszym i czwartym – trzeba sprawdzić, ale czy w przedwojennym Łysku…, którego premierowe wydanie ukazało się w 1933 roku we Lwowie[2]? Niestety wpływy socrealistycznej metody okazały się obejmować nie tylko teraźniejszość lat 1949-55, ale także przeszłość. Wszystko, czemu można było nadać formę zgodną z narzuconym wówczas programem, należało poddać „obróbce”. Tym sposobem powstała nowa wersja opowiadania z międzywojnia.

Z pozoru historia zachowała swój pierwotny kształt. Do pracy pod ziemią został skierowany koń. W szybie opiekował się nim stary górnik-koniuszy. Z czasem zwierzę oślepło i powstał problem z wydostaniem go na powierzchnię. Jednak po tym, jak uratował życie swojemu opiekunowi, nadzór podjął decyzję o zorganizowaniu akcji wywiezienia Łyska z kopalni. Zasadnicza różnica tkwi w zakończeniu, które w wydaniu z 1953 roku jest znacznie rozbudowane. Ponadto w tekście znajduje się szereg mniejszych i większych zmian.

Przede wszystkim „przed wojną” koniem opiekował się Kubok, w socrealistycznej wersji – Kuchejda. Ta zamiana służyła „odświeżeniu” publikacji. Morcinek bardzo pragnął napisać coś nowego do zbioru, gdy jednak żaden pomysł się nie pojawiał, zdecydował się na przerobienie przedwojennej noweli. Zresztą nie wykazał się tutaj jakąś specjalną inwencją, gdyż wykorzystał nazwiska często występujące w jego twórczości. Wystarczy wspomnieć, że to drugie umieścił także w innej ”poszczecińskiej” książce – Wskrzeszenie Herminy (Iskry, 1956). W druku z 1933 kopalnia nazywała się „Gwido”, dwadzieścia lat później – „Gwidon”. Imieniu Donnersmarcka nadano zatem polskie brzmienie.

Wariant z lat pięćdziesiątych był przeznaczony dla młodzieży, dlatego też na jego kartach wprowadzenie Łyska do windy i zwiezienie do szybu przypisane zostało młodemu Francikowi Kuchejdzie, synowi wspomnianego wyżej opiekuna. On to zarzucił zwierzęciu marynarkę na głowę i podsunął świeże siano pod chrapy. Chociaż początkowo inni górnicy, w tym sztygar Konderla, wyśmiewali się z Francika, że jest szpikolem, jednak po udanej akcji patrzyli na niego z podziwem. Sam młody także czuł się dumny z faktu udowodnienia bardziej doświadczonym, że góruje nad nimi mądrością i sprytem. W edycji z 1933 roku to zezowaty Bortliczek wpadł na pomysł, by zasłonić Łyskowi oczy i podstawić siano pod pysk. Ostatecznie mężczyźni zarzucili na koński łeb brudną i śmierdzącą smołą szmatę. Tak „oślepione” zwierzę zjechało do pokładu „Idy”.

W przedwojennej wersji nadzór górniczy ukazany został jako bardziej łagodny i życzliwy dla podwładnych. Na kartach powojennej noweli przedstawiono go w gorszym świetle. Naczelny inżynier Wierbicki, występujący tylko w publikacji z 1953 roku, to służbista poganiający stale do pracy i podkreślający, że pan hrabia Larisch pójdzie na żebry, jak tak dalej ludzie będą się obijać w robocie. On też nakazał, by Łysek ciągnął 14 wózków, zamiast 12, i „oskarżył” konia i Kuchejdę o dotychczasowe bumelanctwo. Gdy zwierzę nie chciało transportować większej liczby wagoników, inżynier zbił je. Łysek nie pozostał dłużny złośliwemu mężczyźnie i kopnął go tak, że złamał mu żebro. Celem podobnego opisu było przekonanie czytelnika, jak wielkim złem była władza magnatów węglowych na Górnym Śląsku. Ponadto Morcinek podkreślił w ten sposób aspekt nieludzkich warunków w górnictwie w czasach kapitalistycznych.

Socrealistyczne opowiadanie charakteryzuje się ponadto dosadniejszym językiem, dłuższymi opisami, więcej jest w nim szczegółów i nazwisk, usunięte też zostały wszelkie wezwania do Boga. Bortliczek, który podał koniowi dla żartu chleb z tytoniem, został przez niego ugryziony w ramię i kopnięty w pośladek. W przedwojennej wersji Łysek tylko ugryzł górnika, ale kopytem nie sięgnął. Stąd w wydaniu z 1953 Bortliczek próbował zemścić się, podburzając kolegów przeciwko pomysłowi wywiezienia ślepego już zwierzęcia na powierzchnię. Starał się ich przekonać, że to zbyt kosztowne przedsięwzięcie i szkoda pieniędzy i wysiłku dla takiej szkapy. W edycji z lat pięćdziesiątych wątek z rozważaniem uśmiercenia Łyska był ostry, twardy, wręcz nieludzki. Analogiczny opis z 1933 był pełen ciepła, wyrozumiałości, a ostatecznie wygrało w nim współczucie dla konia. W publikacji z piątej dekady do ślepnącego zwierzęcia przybył również obcesowy weterynarz, który nie pojawił się w premierowym wydaniu.

Wszystkie zabiegi pisarskie, które zaostrzyły język oraz nadały narracji swoistą szorstkość, zostały zastosowane w tym celu, aby powojenny obraz wyraźniej oddał złą atmosferę na kapitalistycznej kopalni należącej do hrabiego. Albowiem w znacjonalizowanej, socjalistycznej nie było już ani koni, ani wyzysku. Tak przynajmniej powinna była głosić literatura lat 1949-55. I tak też czyniła – nawet wówczas, gdy ani słowem nie wspominała o współzawodnictwie, normie, wyścigu pracy czy innych „zdobyczach” socjalizmu. Ta „prawda” o złej przeszłości i dobrej teraźniejszości była obecna permanentnie pomiędzy wersami.

Wreszcie finał. W lwowskim wydaniu Morcinek zakończył nowelę w momencie, gdy Kubok odzyskał świadomość i dowiedział się, że sam Łysek uratował mu życie, za co w nagrodę miał być wywieziony na powierzchnię. W zbiorze opublikowanym przez Iskry ocalony Kuchejda trafił do szpitala. Z Warszawy przyjechała zaś dziennikarka Aldona, która w swej redakcji obiecała reportaż „że szkoda mrugać”. Panna wpadła na pomysł, by sfotografować do artykułu poszkodowanego górnika na łóżku szpitalnym wraz z… koniem. Przypomniała sobie bowiem obraz Juliusza Kossaka, przedstawiający pożegnanie pomiędzy umierającym Stefanem Czarnieckim a jego wierzchowcem. Łyska miano zatem podprowadzić pod okno sali Kuchejdy, mieszczącej się oczywiście na parterze, aby zwierzę mogło wcisnąć łeb do środka. Podczas rozmów na kopalni zaczęły rodzić się w reportażystce wątpliwości, czy jej plan nie jest przypadkiem śmieszny. Zobaczyła górniczy świat z zupełnie innej perspektywy niż warszawska. W końcu zaczęła do siebie czuć niechęć i chciała nawet zrezygnować z wymyślonego „teatru”, ale z racji na poczynione przygotowania postanowiła doprowadzić projekt do końca. Na szczęście koncept Aldony, chociaż miał snobistyczne podłoże, ostatecznie okazał się być miłą niespodzianką dla chorego, który szczerze ucieszył się na widok Łyska.

Rozbudowane przez autora zakończenie miało ukazać, jak bardzo II Rzeczypospolita – reprezentowana w noweli przez Warszawę – traktowała Śląsk niczym eksponat w muzeum. Na dodatek dziwny, niespotykany. Łysek… z 1953 roku miał stanowić dowód, że zarówno kapitalistyczny właściciel kopalni, jak i międzywojenna Polska nie rozumieli, nie doceniali i nie szanowali Górnego Śląska. W domyśle: prawdziwe zrozumienie i szacunek okazała temu regionowi dopiero Polska Ludowa.

Czy przedstawiona socrealistyczna wersja Łyska… poczyniła jakieś szkody w dziecięcej wyobraźni? Najprawdopodobniej nie, gdyż wątpliwym jest, aby trafiła w ogóle, a w każdym razie do szerszego grona młodych odbiorców. Ukazała się drukiem tylko raz, natomiast lwowski wariant wznawiany był wielokrotnie. Również w szkołach omawiano historię Kuboka, nie Kuchejdy. Z kimkolwiek się nie rozmawia, ten wspomina z czasów szkolnej ławy historię tego pierwszego. A zatem nie ma się czego obawiać. Szkoda tylko samej noweli, odartej z pierwotnego uroku przez metodę realizmu socjalistycznego. Szkoda również samego Morcinka, którego za sprawą manipulacji nomen omen z 1953 roku na trwale ubrano w garnitur „ojca-założyciela” Stalinogrodu.

 

(artykuł ukazał się drukiem w miesięczniku „Zwrot”, nr 3 z 2012 roku)
www.littera.blog.pl

[1] Por.: G. Morcinek: Łysek z pokładu „Idy”. W: Tenże: Odkryte skarby. Warszawa: Iskry 1953, s. 27-82.

[2] Na wydaniu z 1933 roku oparte są kolejne wznowienia po okresie socrealizmu. Por.: G. Morcinek: Łysek z pokładu Idy. Bielsko-Biała: Beskidzka Oficyna Wydawnicza dr. 1993.

 

Newsy » Chorzów

29 czerwca 2013 dr Katarzyna Bereta O dwóch Łyskach…  Młody odbiorca, którego „młodość”, albo też...
5 stycznia 2017 15 styczeń godz. 8:00 wyjazd z starego placu targowego w Orzeszu W programie zwiedanie Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach, Zamku w...
10 sierpnia 2016 Miejski Ośrodek Kultury w Orzeszu zaprasza do udziału w tegorocznym XIV już plenerze. Inpiracją będą Tatry, bogata kultura, pryroda,...
10 sierpnia 2016 Miejski Ośrodek Kultury zapraszan na spotkanie kulinarne, które odbędzie się 16 września o godz. 16:30. Koszt: 15 zł/os W programie...
10 sierpnia 2016 Miejski Ośrodek zaprasza na rodzinną wycieczkę do Brennej. Koszt. 30 zł. Termin; 26.08 godz. 8:00 rano wyjazd z starego placu targowego w...
27 czerwca 2016 Święto sztuki ulicznej trwa cały lipiec. Do Gliwic zjadą teatry z Francji, Hiszpanii, Rosji oraz rodzimi artyści. Narodziła się też dziecięca...