Kalendarz » MAŁOPOLSKIE

    Brak wydarzeń.

Eco-Biznes » MAŁOPOLSKIE

Odrolnika.pl to projekt realizowany przez samych rolników i jednocześnie zakupy bezpośrednio z wybranego gospodarstwa w tym to co tygodniowe dostawy paczki ze świeżą ekologiczną lub lokalną lub tradycyjną żywnoscią pod drzwi klienta w dużych miastach. Projekt odrolnika realizowany jest przez samych rolnik&oac...
Przedsięwzięcie to organizowane jest w dniach 5-6 września 2013 r. w Krakowie przez Urząd Patentowy RP, przy współudziale Światowej Organizacji Własności Intelektualnej, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Politechniki Krakowskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej, Politechniki Świętokrzyskiej, Politechniki Wrocławskiej...
Galeria "Cieszynianka"
Organizator: Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa z siedzibą w Poznaniu  www.wsb.net.pl/   Miejsce: OSW "Rzemieślnik" Zakopane    

EWA DEMARCZYK – 73.urodziny największej z wielkich, czyli gdzie odleciał Czarny Anioł?

21 lipca 2014, MAŁOPOLSKIE

Ewa Demarczyk jest w Paryżu. Tak mówi jej pełnomocnik. Prowadzić tam ma mistrzowskie warsztaty wokalne. Do Krakowa nie wróci. Nigdy. Może napisze wspomnienia, do czego namawia ją Wiesław Komasa, warszawski aktor, jedyny przyjaciel Ewy, który ma z nią kontakt. Pozostali nie widzieli, a nawet nie słyszeli się z nią od lat.

Ma dom w Wieliczce, stumetrowe mieszkanie w Krakowie. Nie mieszka w nich. Nawet jej siostra, Lucyna, mało o niej wie. Przyjaciele, artyści, którzy koncertowali z nią przez kilkanaście lat, nie mają z nią żadnego kontaktu. Nie odbiera od nich telefonów. Nikt jej nigdzie nie widział. Gdzie jest Ewa Demarczyk, Czarny Anioł polskiej piosenki?

Wysoki mur zasłania prawie cały budynek. Ulica Ochoty. Biały dom z czarnym dachem. Dziwny, zbyt duży, ciężki, dziki. Pasuje do Ewy. W Wieliczce wszyscy wiedzą, że należy do niej. Okna brudne, niektóre zabite dyktą. Po murze pną się krzewy. Ani bramy, ani dzwonka.

Tylko brama dla samochodów. Wieliczanie mówią, że nigdy tu nie wpuszczano obcych. Nieproszonym gościom nie otwierano drzwi. Rzadko paliło się tu światło. Obchodzimy budynek. Z tyłu zwykła siatka. To opuszczony dom. Podchodzimy jak najbliżej. Koło basenu z brudną wodą drewniany leżak i kosiarka.

Najbliższa sąsiadka Ewy Demarczyk: Przez ostatnie pięć lat jej tutaj nie widziałam. Dom jest pusty. Dawniej, owszem, pojawiała się tu, ale rzadko. Ani razu nie myła okien, ani nie sprzątała. Kilka razy pływała w basenie. Wszyscy w Wieliczce wiedzą, czyj to dom, choć mało kto Ewę Demarczyk widział. A to przecież małe miasteczko. Tutaj wszyscy się sobie kłaniają. Wiesław Siekierski, dziennikarz, literat, nigdy nie widział wjeżdżających lub wyjeżdżających tu samochodów, wchodzących, wychodzących osób.

- Gdyby tu mieszkała, musiałaby przecież kupować chleb, załatwiać sprawy w urzędzie. A ja nawet sobie nie wyobrażam, że idę ulicą Zamkową i widzę przed sobą Ewę - mówi. Jeśli kiedykolwiek tu mieszkała, była całkiem niewidoczna. - Kiedyś byłem na balu w zamku w Niepołomicach. Sporo artystów, wszyscy mówią, że przyjedzie Ewa, bo ma blisko z Wieliczki - przypomina sobie Siekierski. Nie pojawiła się. Jolanta Sobol, urzędniczka, cały czas liczyła, że będzie okazja, by spotkać wielką artystkę. - Ale gdy budowaliśmy kanalizację przy jej ulicy, wszelkie formalności załatwiał pełnomocnik - rozkłada ręce. - Tak się przynajmniej przedstawił.

Czy kiedykolwiek tutaj żyła? Lech Pankiewicz, znany wielicki weterynarz, jest przekonany, że tak. - Musiała przynajmniej w tym domu bywać, wiem na sto procent - zapewnia. - Przy ulicy Ochota mało jej nie przejechałem. Weszła mi pod koła. Zahamowałem w ostatniej chwili. A ona? Uśmiechnęła się przepraszająco. To była ona, Czarny Anioł. Bezsprzecznie. Nawet wtedy byłem zaskoczony, że ubrana była… na szaro. - Nigdy tam nie mieszkała - mówi nam Paweł Rynkiewicz, pełnomocnik Ewy Demarczyk. - Widziano ją tam przecież! - A to inna sprawa - ucina.

*   *   *   *   *   *

Wszystko zaczęło się tak naprawdę od afery z teatrem Ewy Demarczyk. Wszystko, czyli powolne wycofywanie się Ewy z życia publicznego. Była rozgoryczona. Mówiła, że Kraków ją wyrzucił i nigdy mu tego nie wybaczy. - Zadbaliście o to, by tu nigdy nie wróciła i nie dała żadnego koncertu - mówi jej pełnomocnik.

Był 1999 rok. Miasto odbiera jej lokal, w którym działał jej teatr. Pracownikom zarzuca się, że przez lata brali pieniądze z miejskiej kasy, a rzadko występowali przed publicznością. Skrupulatni gminni skarbnicy podliczają, że Teatr Ewy Demarczyk (TED) dał w ciągu kilku lat zaledwie 12 przedstawień. Prezydent mówi basta i proponuje połączenie z Teatrem Ludowym.

- Bo to nie był teatr, to była fikcja. Żadnych przedstawień, brak stałej widowni, ten sam repertuar. Wszyscy to wiedzieli, lecz bali się głośno powiedzieć. Ja się nie bałam i na mnie skupiła się cała nienawiść - mówiła wówczas Teresa Starmach, ówczesna wiceprezydent Krakowa, prowadząca z TED negocjacje. - Próbowałam przekonać panią Demarczyk do połączenia scen. Chcieliśmy dać jej szansę występowania. Proponowaliśmy jednak, by zrezygnowała z zarządzania tą instytucją. Była wściekła. Propozycja miasta tak naprawdę dla artystki oznaczała śmierć teatru. Do Nowej Huty pojechały tylko fortepiany i prywatne rzeczy Ewy Demarczyk.

Potem była Bochnia. Ostatnie koncerty i wielka cisza. Urwała kontakty ze znajomymi i przyjaciółmi. Z Krzysztofem Orzechowskim, wiolonczelistą, który grał z Ewą siedemnaście lat, także: - Nigdy nie dzwoni sama. Jak chce coś powiedzieć, przekazuje przez Pawła. Nic o niej nie wiem. Chłopcy z zespołu także. - Jak pan myśli, dlaczego? - Zawsze taka była - twierdzi. - Tajemnicza postać. Na plakatach informujących o koncercie nigdy nie umieszczała ani daty, ani miejsca występu. Nic o niej nie wie także Zbigniew Wodecki, kiedyś przyjaciel Demarczyk. - Jak kamień w wodę. Nikt nie wie, gdzie jest, gdzie mieszka, co robi - podkreśla. - Zadzwoniłem ostatnio, odebrał jej pełnomocnik, zaproponowałem spotkanie, powiedział mi, że Ewa nie chce się ze mną widzieć.

Ta plotka dotarła do Piwnicy pod Baranami całkiem niedawno: Ewa Demarczyk wystawiła dom w Wieliczce na sprzedaż i wyjechała na stałe do Paryża. Nikt nie jest w stanie nam tego potwierdzić.- Często tam bywa, prowadzi warsztaty mistrzowskie. Tu w Polsce przecież nikt jej takich nie proponuje - tyle mówi Paweł Rynkiewicz. Czy zamierza wyemigrować na stałe? Ryniewicz nie potwierdza i nie zaprzecza.

Docieram do Ireny Filus, naczelnej redaktor "Gazety Paryskiej" wydawanej dla Polaków: - Nic nie słyszałam o tym, że Ewa Demarczyk mieszka w Paryżu i prowadzi warsztaty - nie kryje zdziwienia. Nic nie słyszał też Zygmunt Konieczny, kompozytor, autor muzyki do jej największych przebojów. Zerwała z nim wszelkie kontakty przed laty. - Może Wiesław Komasa coś wie. Przyjaźnią się, mają ze sobą stały kontakt - podpowiada. Mają. Ale o miejscu zamieszkania Komasa mówi - nic nie wiem…

- Przyjaźń zobowiązuje - podkreśla ten warszawski aktor. Poznali się na planie filmu Żuławskiego "Na srebrnym globie". Od tego momentu mają stały kontakt, rozmawiają najczęściej o sztuce i życiu. - Jaka jest dziś Ewa? - Ma wielkie poczucie humoru. Barwnie opowiada. Sypie anegdotami - wylicza. - Często ją zresztą namawiam: opisz to wszystko, te koncerty, te historie, tamten czas.

Sam też mocno przeżywa jej milczenie. - Byłem w Paryżu, na koncercie Juliette Gréco, która po wielu latach milczenia znów zaśpiewała. Podszedłem do niej i mówię, że to niebywałe. A ona na to: przecież wy macie swoją Ewę Demarczyk. To prawda - pomyślałem. - Czy śpiewa? - Bywa, że opowiadając, nagle coś zanuci w rozmowie przez telefon - mówi.

Jeśli nie Paryż, to gdzie? Bogdan Micek z Piwnicy pod Baranami podpowiada, by szukać przy Wróblewskiego, w mieszkaniu jej mamy. Stoimy przed starą kamienicą, mieszkanie Ewy jest na ostatnim piętrze. I tu znajdujemy brudne, rozpadające się okna. Sąsiad: To totalna rudera. Nikt tutaj nie mieszka.

Nie widziała jej też od kilku lat pani Jadzia, sąsiadka. - Tutaj jej nie szukajcie. Mieszka w Wieliczce. Nikt nie zna adresu, nawet jej siostra…

Ewa Demarczyk od lat nie koncertuje. Przynajmniej nikt o tym nie słyszał. - Ostatni koncert mieliśmy grać w Kaliszu - przypomina Krzysztof Orzechowski. - To było jedenaście lat temu. Odwołała go nagle, bez podania przyczyn. Później kilka razy mówiła nam: - Chłopaki, trzymajcie formę, jeszcze zagramy. Od dwóch lat nie mamy już żadnego kontaktu. Nawet na święta. Dwa lata milczenia. Gdzie w tym czasie była? Gdzie jest?

Kolejny telefon do pełnomocnika Ewy Demarczyk. - Ewa nie udzieli wywiadu - informuje krótko Paweł Rynkiewicz. - I proszę mnie nie cytować. Niczego nie potwierdzę….

PRZYPOMNIJMY ZATEM KARIERĘ CZARNEGO ANIOŁA

Ewa Demarczyk karierę estradową rozpoczęła wcześnie, bo w wieku 20 lat, w kabarecie krakowskiej Akademii Medycznej „Cyrulik”. Już wtedy przyciągała publiczność takimi utworami jak „Groszki i róże”, „Grand Valse Brillant” czy „Rebeka”. Chciała być pianistką, ale ze szkoły muzycznej przeniosła się na architekturę. Marzyła o medycynie, ale udało jej się skończyć szkołę teatralną. Jak wspominał w jednej z rozmów Święcicki, Demarczyk miała trudności z uzyskaniem dyplomu, bo profesor krakowskiej PWST Danuta Michałowska nie chciała jej wystawić pozytywnej oceny z zajęć z dykcji. Krótko po tym okazało się, że to nie przeszkodziło jej w osiągnięciu sukcesu.

Na festiwalu w Opolu w roku, śpiewając „Karuzele z madonnami” w aranżacji Zygmunta Koniecznego, pokonała miedzy innymi Bohdana Łazukę i Czesława Niemena, który po raz pierwszy zaprezentował swój przebój „Pod papugami”. Występ Demarczyk był wielkim zaskoczeniem dla polskiej publiczności, która doceniała wówczas przede wszystkim muzykę bigbitową. Wyrafinowana, literacka nuta okazała się antidotum na łatwe i niezbyt wyszukane teksty piosenek innych artystów. Wystarczył rok, by ta nikomu nieznana wcześniej dziewczyna o długich włosach i pięknych oczach przerodziła się w prawdziwą gwiazdę. Jak do tego doszło?

**************************

Demarczyk związała się w latach 60. ze środowiskiem Piwnicy pod Baranami. Tam poznała Zygmunta Koniecznego, który był autorem muzyki do jej najbardziej znanych utworów („Taki pejzaż”, „Groszki i róże” czy „Tomaszów”). - Do Piwnicy przyszedłem w 1959 roku. Wtedy z muzyków był tam tylko... Krzysio Litwin, który grał na gitarze. Aby się do niej dostać (Piwnicy – red.), musiałem wykonać wiele manipulacji. Na mieście było pełno afiszy, Wiśniak pisał w »Przekroju«, że tam się coś dzieje, że jakieś dziwne napisy, że ludzie z brodami i w swetrach...

To było niesamowite – mówił w wywiadzie kompozytor. Koniecznemu Demarczyk pokazał piwniczny saksofonista Przemek Diakowski, który dostrzegł ją na występie kabaretu „Cyrulik”. - Warto by ją sprawdzić – powiedział wtedy Diakowski. Razem z Piotrem Skrzyneckim Konieczny poszedł na jeden z występów początkującej Ewy i od razu obaj zrozumieli, że muszą ją zaprosić do Piwnicy. Była zjawiskowa. -- Jako że nasz kabaret był już znany nie tylko w Krakowie, nie mieliśmy żadnego problemu, by namówić ją do przejścia do nas. Co prawda ta perspektywa nie za bardzo się spodobała kolegom z "Cyrulika", ale jakoś sobie w końcu z nimi poradziła – wspominał Konieczny.

Demarczyk po sukcesie w Opolu i rok później w Sopocie zaczęła podróżować po całym świecie. Występowała we Francji, gdzie przyjechała na zaproszenie Brunona Coquatrix, francuskiego impresario. Na pokładzie samolotu, którym miała lecieć do Paryża, w styczniu roku, stewardesa wręczyła jej upominki od dyrektora Olimpii. - Ewa dostała jakieś płyty i gadżety, jak koniak lub whisky. (…) Kilka tygodni później wróciliśmy do Paryża, już na właściwe koncerty. Spędziliśmy tam kilka miesięcy – wspominał po latach kompozytor.

Choć Demarczyk wiele podróżowała i poznała zachodnie realia życia, nie chciała mieszkać za granicą. Kraków kochała całym sercem. Wieczorem można było ją spotkać przechadzającą się w zakamarkach ulicy Gołębiej czy Brackiej. Uwielbiała zaułek niewiernego Tomasza. Indywidualistka. Trudna we współpracy. Ci, z którymi pracowała, powtarzali: - Demarczyk? – kapryśna i apodyktyczna – zawsze chciała stawiać na swoim. Lubiła, kiedy wszystko było tak, jak ona sobie zaplanowała. - Rozumiem to, bo tylko w ten sposób mogła mieć pewność, że zrealizuje to, co sobie zamierzyła. A jej celem była absolutna perfekcja – mówił Konieczny. Demarczyk od razu polubiła niepowtarzalny klimat Piwnicy pod Baranami, choć artyści, którzy tam przebywali, niechętnie przyjmowali nowych do swojego środowiska.

Demarczyk i Konieczny tworzyli zgrany duet. Na pozór bardzo różni – ona zdystansowana, stroniąca od ludzi i blichtru, on – zawsze w centrum zainteresowania, towarzyski. Demarczyk miała zaufanie tylko do najbliższych przyjaciół, i to im umiała ofiarować całą siebie. Podobno była skłonna, zaraz po tym, kiedy artyści wychodzili z Piwnicy po godz 23. , zaprosić wszystkich do swojego małego mieszkania przy ulicy Wróblewskiego, które dzieliła z matką. Tam zawsze można było liczyć na miskę ciepłej zupy i herbatę.

Z mieszkaniem Ewy Demarczyk wiąże się też pewna anegdota. Otóż kiedy artystka zaczęła lepiej zarabiać, postanowiła zrealizować swoje marzenie o czarnej łazience. Miki Obłoński, z którym w duecie śpiewała przejmującą „Samotność” Rainera Marii Rilkego, wspominał w wywiadzie: - Ewa zaprosiła nas z tej okazji do domu, abyśmy podziwiali wyniki tej działalności. Wszystko wyglądało bardzo efektownie: czarna glazura, czarna posadzka, czarna wanna, a do tego srebrzysta armatura i półeczki. Mówimy – dodaje Obłoński – jakie to piękne, a ona nam na to: - Nie wiedziałam, że to tak będzie, tu każda kropla zostawia biały ślad. Wygląda to jak plamy grzechów na moim sumieniu!

Po latach wspólnej pracy drogi Zygmunta Koniecznego i Ewy Demarczyk się rozeszły. Piosenkarka oskarżyła swojego najwierniejszego kompozytora o to, że pisząc piosenki o pół tonu wyższe, niż powinna była śpiewać, zniszczył jej głos. - Z Piwnicą Ewa również się rozstała, mniej więcej w tym samym czasie. Mieliśmy akurat jakieś przyjęcie, a ona jak gdyby nigdy nic wystrzeliła, że to koniec. Może i było to towarzysko brutalne, ale tu również ją rozumiem. Na każdym koncercie chciała mieć swój własny siedmioosobowy zespół, a w Piwnicy nie było na to warunków – mówił Konieczny. Od momentu tej rozłąki nie spotkali się już nigdy.

Miejsce Koniecznego zajął Andrzej Zarycki, który pokazał pieśniarce potencjał, jaki drzemał w poezji Osipa Mandelsztama, Mariny Cwietajewej, Johanna Wolfganga Goethego, Georga Trakla. Zarycki pamięta drobiazgowość Demarczyk, jej umiłowanie szczegółu i dbanie o każdy detal.

- Prowadziła bardzo udramatyzowane życie, bo była w nim taka sama, jak i na scenie. Wszystkie odmiany ludzi miała w sobie – przy każdym utworze korzystała z innego wizerunku. Próby z nią trwały bardzo długo, praca nad jednym utworem przez pół roku nikogo nie dziwiła. Była precyzyjna i wymagająca, zespół zmieniała, gdy tylko coś się jej nie spodobało, czyli właściwie co chwile – mówi Zarycki. - Muzycy musieli nie tylko świetnie grać, ale też znać wszystkie melodie na pamięć, bo na scenie oświetlona była zawsze tylko Ewa. Nikt nie zobaczyłby nut – wspominał po latach kompozytor.

Demarczyk inspirowała młodych twórców. To przy niej swój muzyczny talent szlifował Zbigniew Wodecki czy skrzypek Zbigniew Paleta. - Granie z kimś takim było wówczas nie tylko nobilitacją, ale też komfortem, bo każdy, absolutnie każdy koncert kończyła co najmniej dziesięciominutową owacją na stojąco. I to we wszystkich krajach: Szwajcarii, Belgii czy Francji. Te występy z Ewa dały mi więcej niż lata ćwiczeń w domu, bo stojąc koło takiej wokalistki w pięknych salach całego świata, musiałem dawać z siebie wszystko. Nic tak nie mobilizuje – opowiadał Wodecki.

Marzenia o prowadzeniu teatru Ewa zrealizowała w 1986 roku, kiedy władze Krakowa stworzyły dla niej Państwowy Teatr Muzyki i Poezji. Artystyczna ambicja Demarczyk została boleśnie skonfrontowana z rzeczywistością. Problemy z funduszami, sponsorami nie dawały jej spokojnie pracować nad kolejnymi projektami. To przesądziło o jej zniknięciu. Nie chciała zarabiać na życie, występując w telewizji, bo jak ognia unikała rozgłosu.

Od lat nie zgadza się na wywiady z dziennikarzami. W 2000 roku dała dwa ostatnie duże koncerty, później występowała epizodycznie na małych scenach. Podobno mieszka w Wieliczce, choć jej tam ostatnio nie widziano. O to, aby nikt niepowołany nie nękał jej wiadomościami, dba Paweł Rynkiewicz, nieoficjalny sekretarz.

Kiedy w 2004 roku Grzegorz Miecugow chciał zaprosić Demarczyk do swojego programu, artystka powiedziała mu, że czuje się odrzucona przez środowisko i zaszczuta jako człowiek. Demarczyk kategorycznie odmówiła. Wciąż nieobecna. Ale nie daje o sobie zapomnieć – zarówno jej twórczość, jak i życie nie zastyga w pomnik. Gdzie jest? Co robi? - Wiele wielkich gwiazd, które zaszły na sam szczyt, napotykało później w swoim życiu pewne blokady. O tym, jak sobie z nimi radziły, decydowały zazwyczaj ich charaktery. A ten Ewa zawsze miała, no cóż, nie do przejścia – szczerze wyznaje Zygmunt Konieczny.

 

****************************************

 

EWA DEMARCZYK

Urodzona 16 stycznia 1941 r. w Krakowie. Śpiewaczka, aktorka. Przez lata związana z „Piwnicą pod Baranami". Publiczność poznała ją w 1963 roku. Wystąpiła podczas I Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Zaśpiewała wtedy legendarną „Karuzele z madonnami" i dwie inne piosenki. W 1966 roku ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Najczęściej śpiewała poezje Mirona Białoszewskiego, Juliana Tuwima i Bolesława Leśmiana. Dwa lata temu - podczas festiwalu piosenki w Opolu - odbył się niezwykły koncert poświęcony twórczości artystki. Jej piosenki śpiewały m.in. Kayah, Sonia Bohosiewicz i Katarzyna Groniec.

******************************************

W twórczości Ewy Demarczyk znajdowały się pieśni do wierszy poetów polskich i obcych, m.in. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Bolesława Leśmiana, Juliana Tuwima, Johana Wolfganga von Goethego, Osipa Mandelsztama, z muzyką Zygmunta Koniecznego ("Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż", "Czarne Anioły", "Wiersze wojenne") oraz z muzyką Andrzeja Zaryckiego ("Ballada o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego", "Cyganka", "Skrzypek Hercowicz", "Pieśń nad Pieśniami").

"Od czasu Wierszy wojennych Baczyńskiego i Pejzażu minęło już wiele lat. Ewa Demarczyk stała się mitem, jej pieśni wkroczyły na stronice polskiej prozy, dla niej poeci piszą wiersze, ona budzi sensację kolejnymi recitalami" - pisał o niej Józef Opalski ("Jazz", 1976).

"Nie na darmo Andrzej Kuśniewicz nazwał jej śpiewanie Twórczością Ewy Demarczyk. Bowiem określenie jej koncertów mianem recitalu piosenkarskiego czy nawet pieśniarskiego jest zubożeniem tej twórczości. Taka klasyfikacja staje się zaledwie niezdarnym wtłoczeniem fascynującego zjawiska w ciasne gatunkowe ramy" - pisał Opalski.

Entuzjazm krytyki i publiczności wzbudziła podczas występu na I Krajowym Festiwalu Piosenki w Opolu w 1963 roku. Zaśpiewała wówczas "Karuzelę z madonnami" (sł. Miron Białoszewski), "Czarne anioły" (sł. Wiesław Dymny) i "Taki pejzaż" (sł. Andrzej Szmidt). Rok później, występując podczas Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie w 1964 roku, zdobyła drugą nagrodę za "Grande Valse Brillante" (sł. Julian Tuwim). Jednocześnie występowała za granicą, m.in. w paryskiej Olimpii, w Genewie z okazji XX-lecia ONZ, w Szwecji i Belgii.

Występy w Paryżu zapoczątkowały jej karierę na całym świecie (m.in. USA, Niemcy, Szwecja, Belgia, Wielka Brytania, Francja, Japonia, Australia, Kanada, Izrael, Brazylia, ZSRR). Gościły ją takie znakomite estrady, jak: Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre, Queen Elisabeth Hall w Londynie, Theatre Cocoon w Tokio, Sala im. Nobla w Sztokholmie, Teatr Wielki w Warszawie. W Polsce nazwano ją "Czarnym Aniołem", ponieważ Ewa Demarczyk zawsze występowała ubrana na czarno.

W WIELKIM SKRÓCIE::: W 1966 roku Ewa Demarczyk zaprezentowała pierwszy samodzielny spektakl w Teatrze Kameralnym w Krakowie z 8-osobowym zespołem muzycznym. W tym samym roku nawiązała współpracę z kompozytorem Andrzejem Zaryckim, trwającą do 1984 roku. W 1972 artystka skończyła współpracę z "Piwnicą pod Baranami". W 1985 roku rozpoczął działalność Państwowy Teatr Muzyki i Poezji Teatr Ewy Demarczyk, w którym pełniła ona rolę dyrektora i z którym podróżowała po Polsce i świecie, prezentując własne recitale. Teatr zakończył działalność w 2000 roku. I... cisza... na morzu Twórczości... Czarny Anioł - odfrunął był... Sądzę, że szeroko pojęty "KLIMAT"... nie służy naszym najwybitniejszym Artystom, ale to moje, skromne, zdanie.....

O artystce nie zapomnieli jej wielbiciele i na oficjalnej stronie internetowej Ewy Demarczyk nie brakuje aktualnych wpisów. "Nie wiem czy Pani to odczyta (...) powiem tylko, że kocham Pani głos i muzykę (...) teraz moja córka słucha wraz ze mną i jak nigdy marzę o koncercie, dałabym wszystko, by być na koncercie" - pisała w grudniu 2008 roku wielbicielka artystki. W styczniu 2010 roku, z okazji urodzin artystki, pojawiły się wpisy internautów dziękujących za to, że artystka nauczyła ich słuchania poezji i za to, że swoimi piosenkami przenosi ich w inny świat….

I JA DZIĘKUJĘ, PANI EWO..... !*

                                                        

                                                              Opracował: Marek Różycki jr.

więcej na temat Autora:

http://www.egminy.eu/ludzie-ciekawi,czytaj/624/Marek++R%C3%B3%C5%BCycki+jr-R%C3%B3%C5%BCycki+jr.html

 

Newsy » MAŁOPOLSKIE

29 sierpnia 2016 "Jaskinia" – Alicja Klimek – Galeria BB, ul. Skałeczna 5, Kraków – 26.08.2016 –...
27 lutego 2016 „SZEPTY…” – Pogadanka o literaturze Literacka tradycja Tarnowa przeżywa pewnego rodzaju renesans. Ponadto...
3 lutego 2016 „Niebieskie okna”– Mariusz Mikołajek – obrazy na jeansie i papierze – Galeria BB, ul. Skałeczna 5, Kraków...
18 grudnia 2015 Z okazji Świąt Bożego Narodzenia wielu głębokich i radosnych przeżyć, wewnętrznego spokoju, wytrwałości i radości w...
13 grudnia 2015 Dni są coraz krótsze. Dopadają nas depresyjne myśli. Niepokoi los Europy i polityczne rozgrywki w Polsce… Galeria BB odcina się...
2 listopada 2015 W tym roku przypada 70 rocznica śmierci Wincentego Witosa i 30 Stanisława Mierzwy. Tradycyjne Zaduszki Witosowe odbędą się 8 listopada w...