Kalendarz » ZACHODNIOPOMORSKIE

    Brak wydarzeń.

Eco-Biznes » ZACHODNIOPOMORSKIE

             Człowiek z otwartym umysłem jest bardziej tolerancyjny, kreatywny, innowacyjny - piszą organizatorzy Kongresu Kultury Pomorza Zachodniego - pierwszej na Pomorzu Zachodnim publicznej debaty o kulturze, która będzie okazją, by zdefiniować na...
Trzecia edycja targów, w ramach których firmy i instytucje z branży dziecięcej prezentują kompleksowo swoją ofertę, spotykają się z rodzicami, udzielają porad. Dla rodziców targi są miejscem uzyskania rzetelnych informacji o produktach dostępnych na rynku, konsultacji z ekspertami z zakresu zdro...
Międzynarodowe Targi Szczecińskie Sp. z o.o. ul. Struga 6-8 70-777 Szczecin tel. 91 464 44 01 fax 91 464 44 02 office@mts.pl
Od kilku lat Piknik nad Odrą jest produktem turystycznym samym w sobie. Równie bogaty program mają nieliczne imprezy targowe w Polsce.   W ubiegłym roku w Pikniku nad Odrą udział wzięło ponad 200 wystawców, imprezę odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy osób. Wiodącą marką Pikniku nad Odrą s...

TRUDNE SŁOWO

4 sierpnia 2014, ZACHODNIOPOMORSKIE

      Wśród słów myślą przemykających i zdań wypowiadanych, pojawiło się to najtrudniejsze -   ZA PÓŹNO! 

Zwyczajne, proste i chyba zawsze ze zrozumieniem używane?

  We wczesnym dzieciństwie, jego sens, najlepiej się rozumiało w parze przeciwstawnej -  ZA WCZEŚNIE - ZA PÓŹNO.

Znaczenie pierwszego, niosło pobłażliwość i rzadko irytowało, natomiast drugie chcąc, nie chcąc było  przyczynkiem  reprymendy. Stwarzało pretekst różnorodnym wychowawczym przedsięwzięciom, a wszystko po to, żeby w małym człowieku jak najprędzej i jak najlepiej utrwalić nawyk punktualności.    

   Uogólniając, chodziło o wytworzenie samodyscypliny, która to, w bliskiej, a już szczególnie w odległej przyszłości miała przynosić niewyobrażalne sukcesy, korzyści  i osobistą satysfakcję...!?

 Egzekwowano więc szacunek dla wyznaczonego terminu, a czas precyzyjnie mierzono kalendarzem i zegarem  – co do roku, co do dnia, co do godziny, co do minuty!

   W tyle głowy brzmią mi zasłyszane w różnych okolicznościach komentarze , które odnosiły się najpierw do uczniowsko - dziewczęcych niefrasobliwości, a potem do jakości efektów różnorodnych zabiegań mężatek, matek i kobiet na etacie. Dotyczyły one sytuacji powiązanych z wykonywaną pracą zawodową, z obowiązkami rodzinnymi i towarzyskimi....

    - wracasz za późno...,

  - znów zapomniałaś o dacie...?

    - pora już wyjść, bo będzie po czasie...

    - do sklepu nie zdążyłaś, na tramwaj się spóźniłaś...

    - owoce z drzew opadły, zanim przybyłaś...

    - do kina nie wpuszczą, grzebiesz się przed wyjściem...

    - ząb boli, zapomniałaś o dentyście...

    - obiad.., dopiero ?!

    - gość zaproszony, a do stołu nie nakryte...

    - róża zwiędła, nie nalałaś do niej wody...

    - listy odpisane czekają nie wysłane...

    - zbyt późno spać się  kładziesz, rano jesteś senna...

  Życie wciąż należało doganiać, żeby z wszystkim zdążyć na czas! 

       Czy na pewno?

      Bo dziś, już uwolniona od przymusów i terminowych zobowiązań myślę sobie, że może wtedy, też należało niekiedy puszczać je przodem?  

   Dylemat, który dotyka, jak mniemam, ludzi, w miarę długo doświadczanych życiem, ciągle nieźle orientujących się w bieżącej rzeczywistości.  

Ową refleksję, chciałoby się mądrze wytłumaczyć młodym...

Z natury rzeczy, jeszcze nie zaprzątają sobie głowy skutkami dojrzałości, a tym bardziej starości, ale niech by może nie przegapili istotnych faktów, na przykład z przeszłości rodu, jak też z własnej przeszłości! 

  Nie wiem jak to zrobić?  A lękam się, nie do końca być właściwie zrozumiana? Jednak mam pewność słuszności obranego kierunku myślenia, choć przeszkodą może być ich doczesność.  Oni żyją w jakimś niezrozumiałym dla mnie świecie?

Cechą ich codzienności jest wszechobecna nowoczesność, której ja nie ogarniam, a wręcz się jej boję. Ciągle, w pośpiechu pędzą dokądś...! 

Nie ma we mnie zgody na ich obezwładniającą skrótowość i nachalną obcojęzyczność w nazywaniu oczywistości, w zwrotach grzecznościowych, w potocznej mowie...

Nieustannie wyręczają się techniką, nawet w komunikowaniu najszlachetniejszych emocji, gdzie nie ma miejsca na spojrzenie sobie w oczy.  

   Jeśli nic z tym nie robić, to oznacza skazać niejedną wartościową historię z życia bliskich im osób na całkowity niebyt, a nawet na śmierć...

Głęboko się kłania uzmysłowione, dopiero, co - ZA PÓŹNO!

 

    Zrozumiałam oto, że pojęcie - zdążyć na czas - na obecnym etapie życia znaczy zgoła, co innego!

    Egzystencjalne troski żyją w całkowitej zgodzie z rytmem bieżącego życia, niekoniecznie zaplanowanego, czy ustawionego pod oczekiwania innych. One, w znacznym stopniu zaprzyjaźniły się także z potrzebami duszy.  Przybrały formę introspekcji, otwarły przestrzeń wspomnieniom i refleksjom.

W inaczej już płynącym czasie wolnym, ważniejsze staje się BYĆ – owszem, służyć jak najchętniej sobą, ale także czasem zatrzymać uwagę na sobie..!

    Nader ważna się stała bliskość i przyjaźń - nie taka z przypadku, spontaniczna, na mniej więcej, jak kiedyś bywało. Ta obecna musi zabezpieczać potrzeby serca!

Ma być liczącą się wzajemną szczerością, lojalnością, obopólnym wsparciem, prawdą i zaufaniem....   Jeśli przypadkiem, mogłaby jeszcze potwierdzać wspólne wspomnienia i dawać szansę milczeniu na temat..., to tym bardziej!  Bo, kiedy pamiętane już wypowie się do samiutkiego końca, to cichy spacer, jak najbardziej mile widziany...  

Natomiast wszystko, co ważne z dziejącego się teraz, może bez szkody spokojnie poczekać... 

 - zakupy? – przecież jutro je zrobię.

 - spóźniłam się na tramwaj, pojadę następnym...

 - poranną kawę celebruję, owinięta ręcznikiem

 - o zdrowie, zapytam znajomą mailem

 - zdrzemnąć się nieco? – nie ma sprawy,

 - przez telefon pogawędzę..., książkę poczytam...

 - obejrzę zdjęcia, bo coś mi się zdaje...

 - zrymuję skojarzone, a dawniejsze naprawię...      

 - przyjrzę się niebu – deszcz chyba spadnie...

     Zatroskana, pojemna dusza pamięta dokładnie o „miejscach spoczynku” niejednej pamiątki i różnych wyblakłych „zapisków”.

Do rąk przylegają kalendarze sprzed półwiecza. Cieszy stosik mocno niekompletnej i pożółkłej korespondencji. Otwierają się stare albumy i rzadko używane szuflady, pudełka po czekoladkach E. Wedel - 22 Lipca” – napełnione „kropkami” confetti, fragmentami kolorowych serpentyn, zasuszonymi kwiatami o już jednakowym zapachu, kolorze i konsystencji.

  Ożywa nieśmiała chęć odnawiania zarzuconych kontaktów z ludźmi, których się lubiło, z którymi się było, którzy aż do bólu byli ważni, bo zapadli w serce bez wysiłku i podstępu.

Niektórzy, niestety odeszli na zawsze. Inni nie wiadomo gdzie są, a jeśli są, to z różnych powodów nie wypada już o nic ich pytać, wszak milczą, by uparcie pojawiać się w snach?   

     Starość, nagle zapotrzebowała uzupełnienia odległych i rozlicznych wątków...!  

  Pamięć uważnie segreguje tematy wedle emocjonalnej ważności i chronologii..., ale..., no właśnie - gdyby nie irytujące luki w niej samej i w niekompletnych zasobach faktograficznych.... Bardzo złości bezkompromisowe - ZA PÓŹNO!.

    Przeżyty czas leżakuje we wspomnieniach latami, niczym dojrzewające wino. Różnica jednak tkwi w tym, że wino szlachetnieje i odwdzięcza się bukietem aromatu, natomiast wspomnienia...?  -  w dodatku takie nadszczerbione i zanadto subiektywne..?    Owszem, mają niepowtarzalny, swoisty zapach i smak, ale najczęściej nie nadają się na wynos, ani do degustacji. Bo, jeśli jest tak, że wspomnienia nie mają wad, to jakoś śmieszą niekiedy banałem, albo zawstydzają nadmiarem, tamtej naiwnej frasobliwości.

   

    Brakuje mnóstwa, jakże istotnych szczegółów w dziejach własnej, bliższej i dalszej rodziny. Pogmatwały się koligacje, splątały powiązania. Zaginęła logika i chronologia faktów. Podwoiły się daty zdarzeń, przeinaczyły imiona krewnych i powinowatych, a niekiedy całkiem uleciały w nie pamięć. 

Zmieniła się interpretacja siły tamtego odczuwania. Pojawiła się wątpliwość, co do nazw pamiętanych miejscowości. Zawitała niepewność względem niejednej – na „mur beton”, wtedy trwałości.

Zmalało także bohaterstwo protoplastów!

Jakość zasobów pamięci weszła w wymiar posiadanej wiedzy i zdobytych doświadczeń, zmieniła się przez to, aż zanadto! Bezpowrotnie? 

Cechą ZA PÓŻNO, niestety, jest nieodwracalność!    

   

    Znienacka ożyły tęsknoty za osobami z rówieśniczych kręgów, za tamtymi miejscami, smakami, melodiami... Za pierwszymi, młodzieńczymi porywami serca i chyba jednak trudną beztroską doroślenia, choć jakże piękna była wiara w samo spełniające się marzenia!?

   Bardzo chciałoby się je teraz weryfikować, porównać, przegadać...  Niespełnienia, wtedy „bolesne”, do poduszki wypłakiwane jeszcze raz obejrzeć.... Nie wiadomo, tak naprawdę, po co, ale może znalazłby się winowajca? 

    Wygrzebywanie, przysparza, co rusz, a to zadumy, a to wzruszeń.

Dłużej leży w dłoni stary, zetlały drobiazg, jakaś spopielała widokówka, szary kamyk z pierwszej randki. Kluczyk, który nie wiadomo, co otwierał.  Okolicznościowa kartka czarno – biała jak zdjęcie. Bilet do kina na godzinę 19, albo fotografia z ząbkami na brzegach....  Rozczula staromodny telegram z wyblakłym imieninowym tekstem, spod serca..

Raz po raz uśmiech wyłazi, ale też.. zawstydzenie...   To taka subiektywna konfrontacja starych wyobrażeń i marzeń, z tym, co dziś, bo daje się już mierzyć kilometrami przebytego życia. 

    Czasem taki stan ducha wykwita wierszem, a czasami uzupełnieniem spisywanych latami wybiórczych wspomnień. Zapewne, one powstają  z myślą o potomnych, ale..., nie wiem czy nie bardziej z konieczności porządkowania przebytej drogi?  Rozgrzeszenia się z czegoś przed sobą..?

To bardzo trudne przedsięwzięcie, bo wiedzie za daleko wstecz, a na dodatek w pojedynkę...

     Szperanie w zaułkach pamięci i duszy, a także w rodzinnych i towarzyskich annałach, o ileż byłoby prostsze, gdyby nie uporczywe i tak beznadziejnie deprymujące - ZA PÓŹNO!?

   - aby zadać, choć jeszcze jedno pytanie...

   - usprawiedliwić słowa, impulsy, decyzje...,

   - ofiarować to, co miało być dane...

   - doprecyzować myśl niedokończoną...

   - skonfrontować, lecz życia okazało się za mało...

   - smutek zakrzepły wypłoszyć..

   - podzielić się radością losu...

   - odwzajemnić uczucie, śmielej się otworzyć...

   - do spracowanych dłoni policzek przyłożyć...

   - przytulić się i z ulgą  pomilczeć mądrze...

   - bez słów, popatrzeć w tę samą stronę...

 

   - „Czas z bicza „trzasł!” 

Już teraz, chyba potrafiłabym odróżnić wątki główne od pobocznych?  Lecz cóż, ZA PÓŹNO!

 

Autor: Gabriela Konarzewska, Szczecin

więcej o Autorze:

http://www.egminy.eu/ludzie-ciekawi,czytaj/630/Gabriela+Konarzewska+-Konarzewska+.html

 

 

 

Newsy » ZACHODNIOPOMORSKIE

27 grudnia 2015 A tu życzenia płynące znad morza     Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie ul. Korsarzy 34 70-540 Szczecin...
4 sierpnia 2015 Gdyby te kamienie mogły mówić , opowiedziałyby ... W okresie gdy powstała ta świątynia , jeszcze drewniana , ale już z kamienną...
2 listopada 2014 PUBLIKACJA ZAMKU KSIĄŻĄT POMORSKICH W SZCZECINIE ŚLADAMI LUBINUSA. PRZEWODNIK NIEZWYKŁY WŚRÓD NAJLEPSZYCH PRZEWODNIKÓW Z...
19 września 2014 Szanowni Państwo, miło nam poinformować o wynikach wojewódzkiego konkursu filmowego dla młodzieży szkół ponadgimnazjalnych...
3 września 2014 Międzynarodowy Festiwal Teatrów Niezależnych PRO-CONTRA to wydarzenie odbywające się w Szczecinie regularnie od 12 lat. Jego inicjatorem...
18 sierpnia 2014 Wywiad z pisarzem...   Zapraszam do zapoznania się z treścią wywiadu, jaki przeprowadziłam         ...