Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

227. PL Aleksandra Iwaszko 11 lat opowiadanie

21 grudnia 2013,
I NAGRODA w kategorii twórczość literacka 

 

Polska Warszawa

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 10 STO

ul. Ostrobramska 72, Warszawa

nauczyciel: Małgorzata Białek

11 lat

opowiadanie

 

 

KRAINA MIKOŁAJA

W małym, lecz bardzo przytulnym domku z czerwoną jak ogień dachówką i ścianami zrobionymi z dębowego drewna, pomalowanego białą jak śnieg farbą, mieszkała sobie rodzina Lipowskich. Najmłodsza z nich była Ada ­- miła i zawsze uśmiechnięta dziewczynka o długich, złotych włosach splecionych w dwa warkoczyki i radosnych, zielonych jak u kota oczach. Ubierała się w aksamitne sukienki i swoje ulubione fioletowe, błyszczące buciki zapinane na małą sprzączkę.

Tylko jednego dnia w roku, w Boże Narodzenie zakładała odświętną, czarną sukienkę z mnóstwem falbanek i szare pantofelki z małym obcasikiem. Był to dla niej dzień bardzo ważny. Najważniejszy w roku. Przyjeżdżała jedyna babcia dziewczynki, która zawsze tak ładnie pachniała lasem i świeżym, wiejskim powietrzem. Gdy na niebie pojawiała się pierwsza gwiazdka, cała rodzina zasiadała do dużego stołu, nakrytego białym, ozdobnym obrusem i dzieląc się opłatkiem składała sobie życzenia. Ale dla Ady najlepsze w całym tym dniu było to, że przychodził Święty Mikołaj. Dziewczynka wprawdzie nigdy go nie widziała, ale co roku, gdy cała rodzina już zjadła dzwonił dzwonek do drzwi, a gdy ona otwierała, na wycieraczce leżał czerwony worek pełen prezentów. Twierdziła, że Mikołaj, przelatując nad jej domem, zrzuca z sań wór, który ląduje przed drzwiami, a sam wypowiada zaklęcie, żeby zadzwonił dzwonek. Każdy coś dostawał. Ona zawsze otrzymywała śliczne lalki dokładnie takie, o jakich marzyła, jakby Mikołaj czytał w jej myślach i wiedział, co chciała dostać. Gdy robiło się już późno i wszyscy rozchodzili się do swoich pokoi, a babcia odjeżdżała do domu, ona siadała na parapecie w swoim małym pokoiku i patrzyła w niebo. Marzyła, że zobaczy na nim magiczne, złote renifery zaprzężone do cudownych, błyszczących sań ze Świętym Mikołajem w środku…

       Pewnej bezchmurnej, bożonarodzeniowej nocy, gdy tak siedziała, zobaczyła na niebie błysk. Najpierw myślała, że jej się przywidziało, albo że idzie burza, ale gdy nie było słychać grzmotu, a błysk się powtórzył, Ada była już pewna, że to Mikołaj. Pośpiesznie zeszła po schodach i otworzyła drzwi. A on tam stał… W czerwonym płaszczu i czarnych butach, z szerokim uśmiechem na twarzy i ze skołtunioną brodą sięgającą mu do pasa. Dziewczynka od razu poznała, że to on.

- Wsiadasz? – spytał tubalnym głosem Mikołaj, śmiejąc się od ucha do ucha.

Ada bez zastanowienia wybiegła na dwór. Pani Lipowska, która właśnie szła napalić w kominku, zobaczywszy ją wychodzącą z domu, krzyknęła:

- Ada, gdzie ty idziesz??!

Wybiegła na zewnątrz za córką i zdążyła tylko zobaczyć jak wsiada do błyszczących sań. Potem coś błysnęło i na niebie ukazał się zaprzęg reniferów. Pan Lipowski położył dłonie na ramionach swojej żony i szepnął jej do ucha:

- Spokojnie. Ona leci do Krainy Mikołaja.

Adzie było naprawdę bardzo przyjemnie. Nie czuła chłodu, pomimo że nie miała płaszczyka. Siedziała na siedzeniu obok Świętego i wpatrywała się w gwiazdy, które wydawały się tak bliskie, że wystarczyłoby wyciągnąć rękę, aby ich dotknąć. Co jakiś czas Mikołaj zrzucał z sań worki z prezentami, które lądowały na wycieraczkach. Dziewczynka patrzyła na to z uśmiechem. Było dokładnie tak, jak to sobie wyobrażała. Lecieli tak i lecieli, ale czas w ogóle jej się nie dłużył. Aż w końcu, sama nie wiedząc kiedy, poczuła się bardzo zmęczona i usnęła ukołysana dzwonieniem dzwoneczków od sań…

      Obudziła się dopiero, gdy wylądowali. Renifery dyszały po dużym wysiłku. Mikołaj podał jej rękę i pomógł wysiąść. Ada dygnęła przed nim najlepiej jak umiała. Gdy zobaczyła go w ogrodzie, taka była zdziwiona i radosna zarazem, że zapomniała się przywitać.

- Jestem na tym świecie po to, żeby spełniać marzenia. A ty chyba chciałaś zobaczyć moją krainę, co? – zapytał.

Ada nieśmiało kiwnęła głową. Mikołaj wskazał ręką na ogromny, cały pokryty śniegiem budynek.

- No to wchodź! – zachęcił.

Otworzyła dwuskrzydłowe drzwi. Na głowę pacnęła jej grudka śniegu.

- Aj!- zawołała dziewczynka, strzepując sypki materiał ze swoich ślicznych złotych warkoczyków.

Weszła do środka. Jej oczom ukazał się widok zapierający dech w piersiach. Mnóstwo o głowę niższych od dziewczynki  istot o spiczastych uszach, w zielonych kubraczkach i czerwonych czapeczkach uwijało się jak mrówki. Szyły pluszaki, kleiły samochodziki i robiły różne inne zabawki, a potem pakowały je do kolorowych pudełek i toreb. Spod ich sprawnych palców wychodziły prawdziwe cuda. Ada od razu poznała, że to elfy. Dużo czytała o krainie Mikołaja i czasem wyobrażała sobie to miejsce, ale nigdy nie przypuszczała, że może być tak piękne. Podłogę zdobiła bordowa wykładzina. Ściany były jasnozielone.  Z sufitu zwieszały się łańcuchy i gałązki jemioły przyozdobione w barwne bombki. Z zewnątrz budynek nie wyglądał na tak strasznie wielki. Dopiero, gdy wchodziło się do środka miało się wrażenie, że zmieści się tu całe miasto.

-Jak ci na imię? – spytała Ada elfa, który przechodził akurat koło niej. Postanowiła zapoznać się z cudownymi istotami.

- Zwą mnie Arold – powiedział zapytany elf. Po czym na przywitanie zdjął czapkę i zaraz znów ją założył.

-Dlaczego robicie zabawki, jak święta już minęły?- zdziwiła się dziewczynka.

- Żeby zdążyć z prezentami na przyszły rok. Dzieci na tym świecie jest wielka liczba i aby każde coś dostało, trzeba się dużo napracować.

Dziewczynce bardzo podobała się rozmowa z tym małym ludzikiem o rudej rozczochranej czuprynie, brodzie sięgającej pasa i zielonych spodenkach na szelki. Bawiło ją najbardziej to, że przy mówieniu elf żywo gestykulował i rozpościerając swoje ręce jak najszerzej mógł, pokazywał, że dzieci jest naprawdę dużo i czeka ich masa roboty. Dziewczynka postanowiła zapoznać się też z innymi elfami. Podeszła, więc do jednego o czarnych włosach i starannie przystrzyżonej koziej bródce, który właśnie przyszywał grzywę konikowi na biegunach.

- Cześć! – przywitała się. – Jak masz na imię?

- Jestem Ernest -  powiedział elf, po czym złożył ręce jak do modlitwy i dodał:

– Niech panienka wybaczy! Tyle mamy roboty. Nie mogę z panienką dalej rozmawiać. Nie wolno mi przerywać pracy.

Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się. Za nią stał Mikołaj.

- Chodź za mną – szepnął jej do ucha.

Dziewczynka ruszyła za nim krętym korytarzem. Szli tak i szli, a końca wciąż nie było widać. Ada podziwiała obrazy wiszące na ścianach. Zazwyczaj przedstawiały zimowe krajobrazy albo portrety Mikołaja. Po długiej wędrówce wreszcie doszli do zamkniętych na kłódkę drzwi. Święty wyjął z kieszeni miedziany klucz, włożył go do zamka i przekręcił. Coś zgrzytnęło i oczom dziewczynki ukazał się duży, choć przytulny pokój. Podłogę pokrywał czerwony, puszysty dywan. Ściany miały kolor łososiowy. Stała tam też duża szafa z mnóstwem szuflad. W kącie ustawione było drewniane biurko zawalone kartkami. Obok niego było łóżko z baldachimem, przykryte grubą, puchową kołdrą. Ada stała i rozmyślała, jakie to łóżko musi być wygodne i ciepłe. Czuła się bardzo zmęczona. Oczy jej się kleiły. Walczyła ze snem. Mikołaj musiał to zobaczyć, bo powiedział wskazując na łóżko:

- Wyglądasz na bardzo śpiącą. Połóż się i śpij. Gdy się obudzisz, będziesz już w domu.

Dziewczynka podbiegła do łóżka i rzuciła się na nie. Usnęła natychmiast…

Ada powoli otworzyła oczy. Słoneczne światło wlewało się do pomieszczenia przez małe okienko. Dziewczynka gwałtownie usiadła i rozejrzała się. Była w swoim pokoju. Po głowie krążyły jej miliony pytań, na które nie znała odpowiedzi. Jakim cudem wróciła do domu? Jakieś tajne sposoby teleportacji? Nagle w jej umyśle pojawiła się straszna myśl. A jak to był tylko sen? Nie! To niemożliwe! Wszystko wyglądało zbyt realnie. We śnie obraz jest taki jakby zamazany, a po obudzeniu nie pamięta się szczegółów. A ona przecież mogłaby całą tą przygodę wyrecytować z najmniejszymi detalami. Do pokoju wszedł pan Lipowski. Uśmiechnął się do córki z jakąś dziwną tajemniczością.

- I jak było? – zapytał.

Adę ogarnęła fala szczęścia. Więc to nie był sen. Uśmiechnęła się najszerzej, jak tylko umiała. Pan Lipowski puścił do niej oko. Była pewna, że jej tata też kiedyś odwiedził krainę Mikołaja. Bo gdyby w niej nie był, to czy mógłby na nią patrzeć z takim zrozumieniem?...

Oddaj swój głos:
(568)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...