Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

26. PL Konarzewska Gabriela Wierzba i przebiśniegi

9 sierpnia 2014,

Polska

województwo zachodniopomorskie 

Szczecin

kategoria twórcza B

kategoria wiekowa dorosły

                               

 

                                  WIERZBA I PRZEBIŚNIEGI

 

    

              Swojskie, rosochate wierzby, chciałoby się myśleć – nasze, wyłącznie polskie...

              Pełne tajemnic.

            Naznaczone czarną magią, owiane legendą.  Niejedna z nich opowiada o tym, że wierzby zawarły tajemny pakt z tubylczymi - biesami, bądź chochlikami i..., co oczywiste, z czarownicami...?!

            Od zawsze nimi zafascynowana,  podziwiam ich mądrość, osobność i niezwykłą siłę trwania w polskim pejzażu, a także  w literaturze i w sztuce.

           Wzrusza mnie widok każdej starej, samotnej wierzby, a napływająca głęboka refleksja, staje się mimo woli, próbą  jej życiorysu. 

Myśląc, albo pisząc o nich, odruchowo je personifikuję, bo dostrzegam poczciwe, wiekiem i trudem życia doświadczone "wierzby - baby". Takie co to po cichu schronią, co trzeba  przemilczą , bezpiecznie otulą, a bywa, że niewytłumaczalną mocą wesprą ...?!

 

         Wierzba – „baba” mojego dzieciństwa i młodości , od zawsze rosła nad mokradełkiem odnogi Siciny  obok drewnianego mostku. Była ogromna i mocno pochylona. Sprawiała wrażenie  jak gdyby potrzebowała chociaż na chwilę przysiąść i zbolałe stopy wymoczyć w  pobliskim, płaskim korycie strumienia? 

      Wierzba – starucha, moja wierna przyjaciółka!  

Bardzo umęczona ciężarem dźwiganych trosk własnych i cudzych!

 Doskwierały jej ból i niedołęstwo. Przecież okaleczona, przez kilkanaście lat trwała z rozłupanym od pioruna pniem, zachowując rok po roku, zawsze taką samą imponującą, botaniczną witalność.

     Każdego dnia, dziesiątki oczu zaczepiały o nią swoje spojrzenia,  wszak przyciągała uwagę nie tylko rozmiarem, ale jak sądzę,  przykładem nieprawdopodobnego uporu życia i trwania.

Ponadto,  rozłożysta strzecha mimowolnie kojarzyła się z bezpieczeństwem i zaufaniem!

Niejedno żywe, albo z wiosną  dopiero się budzące, pod nią istniało - należycie będąc przytulone - dobrze się tam mając!

     Ofiarna i użyteczna! 

      Już na przełomie  lutego i marca, chwaliła się miniaturowymi, szarymi baziami, jak  najchętniej, w stosownym czasie je udostępniając mieszkającym w okolicy, na tradycyjną  wiechetkę - palmę, do poświęcenia w Niedzielę Palmową. A naparem z jej kory, niejeden reumatyczny ból pomniejszyła...

       

   Kiedy zima z wolna wytrącała swój impet i przestawała już prószyć uporczywą bielą, to właśnie pod wierzbą, w  sporym zacisznym  wgłębieniu utrzymywał się bardzo długo szary stempel brudnego śniegu. Chętnie go obserwowałam, a czasami liczyłam tygodnie jego upartego trwania.

Słońce z wiatrem bardzo mozolnie się uwijały, żeby zniknął zupełnie.

     Ale to właśnie tam, ze stwardniałej, śnieżnej skorupy, z nagła, jakaś inna biel intensywnie parła  do życia..., były to najprawdziwsze przebiśniegi! 

   W licznym stadku, niepewne swojej decyzji, stały kruche, niziutkie z opuszczonymi łebkami pośród własnych wąskich listków.

      Dookoła, wszystkie drzewa oraz krzewy wydawały się martwe, a one...?  - wespół z wierzbą,  jakby  na przekór zimowej aurze, obecność przedwiosenną tak rzetelnie potwierdzały! 

Nic nie było w stanie unicestwić tego życia, ani nocne mrozy, ani nawet najsilniejsza wichura...

      Każdy kolejny dzień, bez względu na jakość pogody, wypychał przebiśniegi ku niebu i szeroko otwierał  do świata spod wierzby widzianego.  Wtedy rozcapierzały w stronę słońca swoje trzy płatki, żeby pokazać mu delikatne, białe, z lekka żółto - seledynowe wnętrza.

    W niedługim czasie, jakże pewne swego, kokosiły się w gęstych i coraz wyższych listkach – szabelkach.

Manifestowały własną –  przecież tak ważną , bo przedwiosenną "pierwszość”, tu nad szemrzącą od topniejącego śniegu Siciną.

  Ale cóż, niestety...  Nie zawsze owo wieszczenie było szansą na  przywitanie się z wiosną! 

Bywało  bowiem, że  dostrzeżone przez zachwycone oczy dziewczęcia,  w porcelanowym wazoniku ułożone, zdobiły  najważniejszy mebel albo półkę!

Ewidentnie,  właśnie wtedy, przybywała nadzieja na nadejście upragnionej pory roku!

      Chociaż i tak, każdy przeżywał wiosnę na swój własny sposób...

 

Gabriela Konarzewska

 lata 50\ 60, cykl WYGARNIĘTE z PAMIĘCI 

Oddaj swój głos:
(402)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...