Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

101. PL Dominika Petykiewicz IV-VI/B

22 grudnia 2014,

Polska

województwo mazowieckie

Warszawa

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 10 STO, ul. Ostrobramska 72, 04-175 Warszawa

nauczyciel:Małgorzata Białek

kategoria twórcza B

kategoria wiekowa klasa IV-VI

 

Marzenia zawsze się spełniają
Karolina usłyszała warkot silnika i samochód ruszył.  Siedziała z tyłu,  jej rodzice z przodu. Czuła się okropnie, jakby się rozchorowała. Bolała ją głowa i inne części ciała. Wiecie dlaczego? Ponieważ jej kochani rodzice chcą ZOSTAWIĆ CÓRKĘ NA WIGILIĘ U CIOCI MARYSI, a sami w tym czasie pojadą sobie na Wyspy Kanaryjskie.
- Uwierz, za drogo by było, gdybyśmy ciebie wzięli. A u mojej siostry będzie ci dobrze – usprawiedliwiała się mama Karoliny.
Tak, będzie mi świetnie! W zimie, na wsi u najgorszej ciotki świata, która, jak zwykle, wyśle mnie w nocy do sklepu oddalonego 5 kilometrów, ponieważ nie znajdzie w lodówce ulubionej czekolady! Na pewno będzie mi dobrze! Co oni sobie wyobrażają? – powiedziała w myślach Karolina.
„Nie zależy im na mnie” – myślała sobie czasami. Chciała odgonić tę myśl, ale to musiała być prawda. Na Wielkanoc wyjechali do Ameryki na 3 tygodnie, a ją zostawili w domu z babcią Jadzią. Dali córce trochę pieniędzy, bo jak powiedzieli, nie mieli czasu na zakup jedzenia.  Choć regularnie kupowali jej ubrania: raz w roku wysyłają Karolinę do centrum handlowego, żeby sobie coś kupiła. Na wywiadówce albo na zebraniu w szkole nigdy u niej się nie pojawili. Nie pytają „co tam?”, a jak zachoruje, to dzwonią do przyjaciela taty, który jest lekarzem. Przyjeżdża, wtedy oczywiście nie ma rodziców w domu, zostawia receptę, a potem sama musi iść po leki. Dlaczego nie mogła mieć normalnych, kochających rodziców jak inni? Tego nie wiedziała. Jednak musiała sobie jakoś radzić.
Nowy błyszczący SUV zatrzymał się przed ogromnym domem. Karolinie przeszły dreszcze, kiedy zobaczyła budynek.
- No, wysiadka – oznajmił tata.
- Wesołych Świąt – powiedziała mama. Próbowała się uśmiechnąć, lecz zamiast przyjaznego uśmiechu, wyszło jej lekkie skrzywienie.
- Miłego wyjazdu – odpowiedziała cicho Karolina i wysiadła z auta.
Wyciągnęła walizkę i skierowała się do domu. Nacisnęła niepewnie dzwonek. Otworzyła jej otyła albo raczej „okrągła” pani w niebieskiej bluzce z kwiatuszkami – ciocia Marysia.
- O, moja maluśka Karolińcia... – ciotka złośliwie uszczypnęła dziewczynkę w policzek.
- Cześć, ciociu – przywitała się Karolina masując sobie uszczypnięte miejsce. – Gdzie tym razem będę spała?
- Hmmmm... A tamtym razem gdzie mieszkałaś?
- W tym pokoju z fioletowym dywanem.
- Ach,  wybrałam ci ten najmniejszy i najdalszy od mojej sypialni... słusznie....niech będzie ten sam. Zaraz dam ci kluczyk – i ciocia zniknęła.
Karolina weszła niechętnie do domu. Był ogromny.  Marmurowa podłoga, szklany żyrandol, błękitne ściany ze złotymi kwiatami, które miały podkreślać, że właścicielka tego domu jest bardzo bogata.  Całe wnętrze wyglądało tak samo oprócz dwóch gościnnych pokoi, gdzie zazwyczaj  spali zwyczajni goście. Ich sufit i ściany były białe, a meble: szafa, biurko, krzesło, stolik, łóżko i półka nie wzbudzały szczególnego zainteresowania.  Oprócz tego znajdował się zawsze dywan (w jednym pokoju fioletowy, w drugim zielony,) stały też książki i mała szkatułka na skarby.  Mimo skromnego wyposażenia Karolina lubiła te pomieszczenie najbardziej.  Mogła tam siedzieć, ile chciała (pomijając to, że jak ciotka chciała, żeby pozmywała, posprzątała i wykonała inne zadania, musiała jak najszybciej zjawić się w salonie) i mogła odizolować się od świata.
- Oto twój kluczyk – rzekła ciotka, gdy pojawiła się wreszcie w salonie.
- Dziękuję – odpowiedziała dziewczyna.
- A, i jeszcze coś  - mam dla ciebie rozpis śniadań, obiadów, kolacji. Jeden dzień jest wyróżniony – to Wigilia. Wtedy obowiązuje cię odświętny strój  i  trochę inne zasady. Przeczytaj sobie to, kiedy będziesz już w pokoju – ciocia wręczyła Karolinie kartkę.
- Dobrze, przeczytam – oznajmiła dziewczyna i poszła do pokoju.
W pomieszczeniu znalazła także ręcznik i pościel zostawioną pewnie przez Ganonę, gosposię pracującą u cioci.
- Jak ona może z ciocią wytrzymywać? – przemknęło jej pytanie.
Po dłuższej chwili Karolina zaczęła się rozpakowywać. Ubrania wsadziła do szafy, a zeszyty i książki na półkę.  Gdy wyjęła swój ulubiony naszyjnik, zamyśliła się. Przypomniała jej się Wigilia sprzed pięciu lat, kiedy babcia Jadzia dała jej zwykły rzemyk, na którym wisiała wesoła i uśmiechnięta gwiazdka. Nic w tym niezwykłego, lecz ten naszyjnik zawsze przypomina Karolinie słowa babci, gdy go jej wręczała: „Pamiętaj, marzenia zawsze się spełniają, tylko trzeba trochę poczekać”.
Och, gdyby to była prawda! Dziewczyna nie mogła niestety na to liczyć. Schowała rzemyk do szkatułki i dokończyła rozpakowywanie.
Jednak to, co babcia powiedziała Karolinie, było prawdą i dziewczynka miała się o tym niedługo przekonać.
Pewnego dnia, zaczął padać śnieg. Śnieżynki wirowały w powietrzu, a potem kładły się na górki białego śniegu. Karolina właśnie się obudziła.
- Ojej, Wigilia! – pomyślała.
Założyła liliowa sukienkę i zeszła do kuchni, żeby pomóc Ganonie w śniadaniu i przygotowywaniu potraw na wigilijną ucztę.
- Dzień dobry – powitała gosposię dziewczynka.
- Witaj – odpowiedziała Ganona.
- Co mam zrobić?
- Śniadanie już gotowe, zacznij robić makowiec, ja zajmę się karpiem.
- Dobrze – Karolina przygotowała już składniki na te pyszne ciasto.
Po śniadaniu ciocia Marysia kazała dziewczynie przed czasem wolnym pojechać do sklepu i kupić kilogram czekolad, potem pozmywać, wytrzeć kurz i zamieść wszędzie podłogę. Po kilku ciągnących się godzinach, Karolina wreszcie mogła pójść do swojego pokoju. Usiadła na łóżku, wyjęła słuchawki. Pochłonęła ją piękna klasyczna muzyka. Mozart, Bach, Beethoven…  Dziewczynka lubiła takie klimaty.  Zamknęła powoli oczy i już zaczęła się odprężać, gdy nagle usłyszała trzask drzwi. Stanęła na równe nogi.  W progu Karolina zobaczyła ciotkę Marysię, czerwoną niczym burak. Była wściekła.
- Oj ty, dziewucho, nie pozwalaj sobie! – wykrzyknęła kobieta
- Ale…co się stało? – zapytała nieśmiało Karolina.
- Co się stało? Jeszcze pytasz?! Nie ma moich cukierków!
- Jakich cukierków? Nic nie miałam napisane, żeby kupić…
- No i co z tego?! Masz w tym momencie polecieć do sklepu i kupić słodycze. A za karę zapłać z własnego kieszonkowego.
Tym razem Karolina zaczęła robić się czerwona.
- To jest pięć kilometrów stąd! Mam tam jechać, w temperaturze -15 stopni, żeby kupić słodycze dla ciebie, jeszcze z moich uzbieranych pieniędzy, bo tobie akurat zachciało się czekolady?! Nie napisałaś o tym na kartce, twój problem!!! I spóźniłabym się jeszcze na kolację!
- Za twoje pyskowanie nie masz prawa wchodzić do salonu w czasie kolacji wigilijnej. Koniec, kropka.
- Co??? Jak to?
- Tak to! – powiedziała ciocia i zatrzasnęła drzwi. Usłyszała jeszcze dźwięk przekręcanego klucza.
- No i jeszcze mnie zamknęła w pokoju! – pomyślała ze łzami w oczach Karolina.
Usiadła nieprzytomnie na łóżku. Nie, to nie mogła być prawda. Niemożliwe… Nie będzie na kolacji? W Wigilię? Może i to nigdy nie była Wigilia jej marzeń, ale i tak się czuło tę świąteczną atmosferę. A teraz ma siedzieć w pokoju, w ten najpiękniejszy dzień w roku. Czy to możliwe? Tak, z ciotką wszystko jest możliwe.
- Muszę uciec – przyszło Karolinie na myśl. Tak, musi uciec. To jedyny sposób, żeby te święta były wyjątkowe. Może nie tak, jak sobie to wyobrażała, ale jednak.
Szybko spakowała najważniejsze rzeczy (ubrania, trochę jedzenia, kieszonkowe, scyzoryk i naszyjnik) i ubrała się jak najcieplej. Zrobiła jeszcze z prześcieradła długi sznur. Poczuła dreszcz emocji. Szybkim ruchem otworzyła okno i przerzuciła linę. Zahaczyła koniec sznura o klamkę okna i popatrzyła w dół. Trochę wysoko. No trudno, jakoś musi wyjść z tego podłego domu. Zarzuciła plecak i trzymając się sznura, wyszła przez okno. Chwilę wisiała, przytulając się do liny. Jednak po kwadransie zaczęła powoli i ostrożnie zsuwać się na dół.
- Spokojnie – powtarzała sobie Karolina w myślach – Spokojnie…
Gdy już była na dole, usłyszała zgrzyt klucza w swoim pokoju. Ciotka!  Przerażona dziewczynka zaczęła biec przez wielkie zaspy śniegu. Kiedy dotarła na ciemną ulicę, usłyszała przeraźliwy krzyk:
- KAROLINAAAAAA!!!
Spłoszona dziewczyna popędziła wzdłuż drogi. Odwróciła się i zobaczyła biegnącą okrągłą ciotkę. Karolina zaczyna szybciej biec. Ból w boku, trudno, nie przestaje biec,  przyspiesza. Słyszy głośne sapanie ciotki.  Przed sobą widzi pustą drogę, bez żadnego miejsca, gdzie mogłaby się schować.
- Nie wytrzymam, już więcej nie wytrzymam… - myśli dziewczynka.
Jej nogi zaczynają zwalniać. Ciotka Marysia jest coraz bliżej. Słyszy jej przeraźliwy rechot.  Zbliża się z każdą sekundą. Karolina z trudem łapie oddech. Nie może już, zaraz ciocia ja złapie… Aż tu nagle obie widzą czerwone sanie. Ciągną je niestrudzenie renifery.  Jadą prosto na ciotkę i dziewczynę. A w środku pędzących sań siedzi… Święty Mikołaj. Na jego twarzy widnieje uśmiech.
- Karolina, zejdź  drogi! – krzyczy starzec w czerwonym kubraku.
Dziewczyna na ten rozkaz rzuca się w  gęstą trawę rosnąca obok drogi.  Okrągła kobieta jednak nie skacze. Stoi sztywno, jak mur. Święty Mikołaj wygląda, jakby nie miał zamiaru skręcić. Jest coraz bliżej. Ciotka ciągle się nie rusza. I stało się coś nieprawdopodobnego: gdy między czerwonymi saniami a przerażoną kobietą było zaledwie 5 metrów, starzec pociągnął dziwnie lejcami. Renifery jak błyskawica obróciły się, za nimi sanie. Już można było myśleć, że pojazd nie dotknie białej jak ściana cioci, ale jednak w tym samym momencie renifery cofnęły się i popchnęły okrągłą kobietę, a ona FRUUUUUUU poleciała w dużą śnieżną zaspę 500 metrów od drogi. Karolina patrzyła na te zdarzenia szeroko otwartymi oczami.
- Ej, wsiadaj!  - usłyszała głos Mikołaja.
Dziewczynka, niewiele myśląc,  podbiegła do sań i usadowiła się obok starca.
- Pędźcie, moje renifery! – krzyknął mężczyzna i potężne futrzaki pobiegły wzdłuż drogi. Nagle sanie zaczęły podnosić się i już po chwili lecieli wśród czarnej, choć miłej nocy.
- Dlaczego przyjechałeś? Czy specjalnie po mnie?
- Wiem, że masz trudne życie. Ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś nie pozwolił dziecku brać udział w kolacji wigilijnej. To dla mnie było już za wiele. Przyleciałem, mimo nawału pracy.
- Ojej… - dziewczyna zarumieniła się zmieszana. – Święty Mikołaj we własnej osobie… Każde dziecko o tym marzy…
- No wiem, ale tobie się najbardziej należało.
- Dziękuję…
- A proszę bardzo.
Nastała chwilowa cisza. Gwiazdy oświetlały noc i  swoim blaskiem pokazywały drogę zmęczonym reniferom.
- A co potem? Co będzie ze mną? – znów zapytała Karolina.
- Możesz zamieszkać na biegunie wraz ze mną. Znajdzie się komnatę, wiem że jesteś bardzo pomysłowa, więc czasami mogłabyś pomagać mi w czasie zimy w robieniu zabawek, roznoszeniu prezentów…
- A co z rodziną?
- Rodzice na pewno się nie będą przejmować, że im córka zniknęła.
- Ale co z babcią Jadzią? Ona też ma trudne życie.
- Właśnie po nią jedziemy.
- Zabierzesz ją ze sobą?
- No a co? Spokojnie się pomieścimy.
I tak Karolina przeżyła bardzo wiele przygód, mniejszych niż ta, lecz tak samo ekscytujących. Zamieszkała z Mikołajem i swoją babcią na biegunie północnym. Babcia szyła nowe kubraczki dla elfów, a dziewczynka co roku rozwoziła prezenty z wesołym starcem i z dwunastką cudownych reniferów. Jej przyjaciółmi byli Rudolf, śliczny czerwononosy renifer i Bobek, pracowity elfik. I Karolina, wreszcie szczęśliwa, żyła tak bardzo długo…


 

Oddaj swój głos:
(391)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...