Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

618. PL Karolina Ragiel III gimnazjum

1 października 2015,

Polska

województwo dolnośląskie

Jelenia Góra

 

kategoria wiekowa  III klasa gimnazjum

Gimnazjum w ZSO nr 1 w Jeleniej Górze, ul. Kochanowskiego 18, 58-500 Jelenia Góra

 

 

Pragnąć śmierci. Chłonąć ją całym sobą. Zatapiać się w niej niczym w ciemnej otchłani. Najpierw lekko dryfować na powierzchni , jedynie muskając taflę wody, by potem zatopić się w głębi, w nadziei na lepszy świat. Uśmiecham się lekko - miało być tak pięknie… Zaczęło się niewinnie…

Idę wybrukowaną ulicą. Szybko przemierzam kolejne metry. Mój oddech przyspiesza. Słyszę pojedyncze strzały na dziedzińcu kamienicy dwie ulice dalej. Szybko podążam w stronę tego dźwięku. W ruchu oporu zawsze mówili, by uciekać , gdy usłyszmy podobny hałas, uświadamiali, że niezwłocznie powinniśmy to zgłosić dowódcy, przestrzegali przed wychodzeniem bez broni, bo to pewna droga ku śmierci.

Mimo to idę. Zapinam guziki bursztynowej marynarki , z torby wyciągam mały, srebrny sztylet, moją jedyną deskę ratunku, naiwnie myśląc, że przeciwstawię się śmiercionośnym strzałom z niemieckich karabinów . Czuję zapach rześkiego powietrza i zwalniam kroku. Cokolwiek by się nie stało, chce jeszcze raz poczuć ten zapach. Staję za rogiem owej kamienicy i całą sobą chłonę świat wokół mnie. Promienie słońca rozpływają się przyjemnym ciepłem na moich ramionach. Słyszę dźwięk ludzkich butów, stukot koni i tę cudną woń. Dlaczego tu jestem? Dlaczego stoję akurat obok ten czerwonej kamienicy, ściskając w dłoni mały srebrny nóż ? Dlaczego chcę tu walczyć, skoro codzienne na dziedzinach takich jak ten giną setki osób ?… I sama sobie odpowiadam - dlatego, że jest tam On - Aleks i inni ludzie, ludzie tacy jak ja. Niewinni, bezbronni, skazani na śmierć.

Wychylam sie zza rogu, oceniam sytuację. Widzę dwóch żołnierzy stojących naprzeciw grupki ludzi - dzieci, starców i młodzieży, Polaków. Pośród nich stoi On, wyprostowany z uniesioną głowa. Spogląda w górę na flagę powiewającą w drewnianym oknie - wyblakłą, jakby poplamioną krwią, czerwono – białą, naszą, polską, ukochaną… Wpatruje się w nią dumnie, z uśmiechem. Jest odważny, niezwykły i ,co najważniejsze - mój. Wpatruję się w jego potargane, rozrzucone w nieładzie włosy, po których tak uwielbiałam przejeżdżać ręką i w jego bladoróżowe usta, którymi składał pocałunki na moim ciele, spoglądam w jego piwne oczy, które zawsze patrzyły na mnie z tą niezwykłą miłością. Kocham go.

Poczułam w sercu przypływ adrenaliny. Odezwał się instynkt, który kazał mi tam biec i go ratować mimo widma czyhającej śmierci.. .Dlaczego? Bo go kochałam. Umarło juz tysiące osób, on nie musi być następny. Błagam, tylko nie on! Zbieram się do biegu, gdy nagle ktoś łapie mnie z tyłu i oplata ręce wokół mojego ciała. Próbuję się uwolnić , ale uścisk jest zbyt mocny. To Kuba, ciemnowłosy chłopak z mojego oddziału. Wskazuje palcem na usta w geście, bym była cicho i spogląda na mnie smutnym wzrokiem. Zawsze był moim przyjacielem. Uwielbiałam z nim rozmawiać, spędzać czas dzielić każdą chwilą. Teraz jednak go nienawidzę. Czemu on mi to robi? Przecież oni go zabiją, zabiją Aleksa .Nie zdążę mu pomóc. Ale jest juz za późno… Słyszę strzał . Alek upada głucho na ziemię. Jego ręce ,w których zawsze czułam się tak bezpiecznie, lezą bezwładnie na ziemi, z oczu zniknęła odwaga, ustępując miejsca bezkresnej pustce. Po koszuli spływa szkarłatnoczerwona krew. Umarł. Alek nie żyje! To koniec! Wyduszam z siebie bezgłośny krzyk. Do moich oczu napływają łzy. Osuwam się na krawężnik, płaczę. Obok przysiada Kuba, po jego policzkach też płyną łzy. Spogląda na mnie przepraszająco. To jego wina! Gdyby nie on, Alek by żył, zdążyłabym go uratować.

Czuję kolejny napływ sił, chwytam nóż i biegnę w kierunku jednego z żołnierzy. Mężczyzna upada powalony ciężarem mojego ciała. Widzę, że Kuba biegnie za mną. Wpatruję się w twarz żołnierza, z całej siły przyciskając jego ciało do podłoża. Wyczuwam jego przerażenie, które po chwili ustępuje miejsca odrazie, wściekłości i obrzydzeniu. To on zabił Aleksa, odebrał mi kogoś, kto był dla mnie najważniejszy na świecie. Odruchowo chwytam srebrne ostrze i wbijam w jego klatkę piersiową. Jego twarz wykrzywia się w okropnym bólu. Czuję, jak dostaje drgawek. Jego klatka piersiowa zapada się, a on zastyga w bezruchu. Ktoś strzela. Upadam obok martwego żołnierza pchnięta przez kogoś na ziemię. Wyczuwam lepką krew na prawym boku. Kula ledwo mnie drasnęły. Obok dostrzegam Kubę. To on mnie uratował. Patrzę na jego ciało i nagle coś tępoęuderza mnie w tył głowy. Świat rozmazuje mi sie przed oczami. Mdleję…

Budzę się w jakiejś furgonetce, która podskakuje co chwilę na wertepach. Po chwili z wozu wyciąga mnie dwóch rosłych żołnierzy, którzy wprowadzają mnie do dużego budynku z czerwonej cegły i ciągną na ostatnie piętro. Poruszam nadgarstkami , które ściskają zbyt mocno, spoglądając na ich obojętne twarze. Pewnie nie jestem pierwszą, którą prowadzą na śmierć . Nasze kroki odbijają się echem od kamiennej posadzki. Mężczyźni wprowadzają mnie do małego dusznego pokoju z niewielkim oknem, zza którego podziwiam niezwykły zachód słońca otoczonego krwawą poświatą. Okna są lekko zamglone, w powietrzu czuć zapach papierosów i stęchlizny. Sadzają mnie na prostym drewnianym krześle, na środku pokoju, po czym wychodzą. Jeszcze przez kilkanaście minut wpatruję się w tarczę zachodzącego słońca. Moj Boże, czy w takim momencie może w ogóle świecić słońce, przecież zaraz mają mnie zabić. Zaraz mogę zginąć. Z ogromną siłą uderza mnie prawda, która teraz tak bezlitośnie szumi w mojej głowie. Przecież pojedynczy człowiek nic nie znaczy…. Jest jedynie kroplaąw morzu ludzi na całym świecie… Ja nic nie znaczę … Śmierć Aleksa nic nie znaczy. .. Śmierć Kuby nic nie znaczy… Ale poświęcenie ich znaczy wiele. Szczególnie dla Polski - oni ja kochali, walczyli o jej wyzwolenie.

Przypominam sobie wzrok Aleksa, tę Jego miłość w oczach, gdy patrzył na flagę dumnie powiewająca na wietrze. Będę silna jak On, nie mogę zdradzić kraju. Muszę sprawić, by Jego poświęcenie nie poszło na marne.

Do pokoju wchodzi wysoki żołnierz z pulchna twarzą i małymi przenikliwymi oczami. Spogląda na mnie złowieszczo. Juz wiem, dlaczego tu pracuje. Siada naprzeciwko mnie i zadaje kilka pytań. Nie odpowiadam. Kolejne pytania, i… kolejna cisza. Widzę, że strażnik jest wyraźnie zdenerwowany. Na jego skroni pulsuje wystająca żyła. Odpala papierosa od świeczki ,która zapalił chwilę wcześniej. Jest juz noc. Nie wiem, ile czasu mnie przesłuchuje, bo nigdzie nie ma zegarka. Gdy nie odpowiadam na kolejne pytanie, żołnierz wstaje i wymierza mi cios w twarz. Policzek szczypie, ale nie pokazuję tego po sobie. Nie będę płakać, nie płaczę nawet wtedy, gdy ten okrutny oprych gasi mi papierosa na mojej lewej dłoni. Nie płaczę przy kolejnych, zadawanych coraz odważniej, ciosach. Nagle upadam na podłogę powalona ciosem w brzuch. Coś we mnie pęka. Zaczynam płakać, zimne łzy płyną powoli po moich policzkach. Żołnierz powoli podchodzi do mnie i przykłada mi do skroni zimną lufę pistoletu. Jeszcze nigdy nie czułam tak przenikliwego zimna. Nie mogę umrzeć! Błagam - jeszcze nie teraz ! Zamykam oczy i czekam na śmierć, która jednak nie nadchodzi. Otwieram oczy. Żołnierz odsuwa się ode mnie i chowa spluwę.

- Będziesz nam jeszcze potrzebna – mówi bezbarwnym głosem.

Dwaj mężczyźni gdzieś mnie prowadzą. Idziemy w dół krętymi korytarzami, światło jest tu coraz słabsze, a w powietrzu unosi sie nieznośny zapach stęchlizny. Gestapowcy wprowadzają mnie do celi ,w której ktoś juz leży. O Boże! Czy to możliwe ?! To Kuba! A więc ocalał! Wodzę wzrokiem w poszukiwaniu Aleksa z nadzieją, ze on też umknął śmierci., Ale nie, nie odnajduje nikogo więcej. Aleks odszedł i muszę się z tym pogodzić. Siadam na posadzce obok Kuby. Jego klatka piersiowa unosi się powoli. Na jego ciele widać liczne rany. Czuję, że to jego ostatnie chwile. Nagle otwiera swoje opuchnięte oczy i spogląda na mnie błagającym wzrokiem.

- Przepraszam - zaczyna- przepraszam, że wtedy nie pomogłem, ale..ale musiałem cię chronić… Nie mogłem pozwolić, żebyś zginęła, mimo wszystko… Broniłem cię, jak tylko mogłem… Weroniko, nie mówiłem ci tego- zawraca się do mnie lekko unosząc głowę- wstydziłem się, sam nie wiem czego… Może tego, że mnie odrzucisz ? A może obawiałem się, że to i tak nic nie da. Ty z Aleksem … tak się kochaliście… Nie zrozum mnie źle, chciałem go ratować… Był moim przyjacielem, ale nie dało się już nic zrobić. Przepraszam, nie chciałem być winny twoich łez, chciałem po prostu żebyś była szczęśliwa i bezpieczna. Weroniko, ja, ja cię kocham… Zawsze kochałem, przez te wszystkie lata. Wybacz mi, proszę…

 

 

Oddaj swój głos:
(241)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...