Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

984. PL Katarzyna Prokop 15 lat

5 października 2015,

Polska

województwo dolnośląskie

Jelenia Góra

 

kategoria wiekowa  15 lat

Gimnazjum przy ZSO nr 1 im. Stefana Żeromskiego w Jeleniej Górze

          

                                   Od zawsze i na zawsze dla Polski~ twój dziadek.

   Mój dziadek był człowiekiem, który przeżył czas niemieckiej okupacji, był to krwawy i okrutny okres, który miał kolosalny wpływ na rozwój jego osobowości i- dalsze życie. Pracował wraz z rodzicami i rodzeństwem w gospodarstwie należącym do Niemca. Jego rodzina straciła życiowy dorobek i została zmuszona do pracy, w którym należało być dyspozycyjnym 24 godziny na dobę, w przeciwnym wypadku z łatwością można było poczuć pistolet przy głowie. Jednak większym ciężarem dla mojego dziadka był ten, który czuł na duszy. Z każdym kolejnym dniem wojny widział, jak Niemcy gnębią Polaków, chcą zniszczyć ich godność, pozbawić wszelkich ludzkich praw. A robili to w sposób okrutny i bezwzględny. Kiedy jednak w końcu nadszedł kres wojny a widok trupów i bomb stawał się coraz rzadszy, życie w Polsce nadal nie było łatwe. Trzeba było zaczynać wszystko od nowa.
   W 1946 roku mój dziadek, mający wówczas 18 lat, staną w obliczu bardzo ważnej decyzji. Sytuacja jego rodziny była ciężka. Bliscy często cierpieli głód, ponieważ ich mało żyzna ziemia nie przynosiła plonu. Dom był w opłakanym stanie. Zimą przez szpary w deskach wlatywał do wnętrza mroźny wiatr. Na zdrowiu tracili jego rodzice zmęczeni codzienną walką o chleb i przetrwanie. W tej kryzysowej sytuacji pojawiła się nadzieja na lepsze życie. Przyszedł list z Ameryki - od stryja mojego dziadka. Było w nim zaproszenie do Chicago. Stryj proponował całej rodzinie przyjazd na stałe, pisząc o możliwości pracy i dobrobycie. Twierdził, że jeśli krewni pozostaną w kraju, zostaną wkrótce żebrakami. Dziadek nie mógł wyobrazić sobie, że po tylu latach ciężkiej pracy u Niemca i życia w okupacji, mógłby wyjechać do innego kraju, gdy jego ojczyzna nareszcie odzyskała upragnioną wolność. To byłoby tak, jakby z katolicyzmu przeszedł na ateizm. Nie mógłby nagle zacząć oddychać innym powietrzem niż to, którym delektował się dotychczas. W Ameryce nie czułby się Polakiem; czułby się „niczyj”, a brak poczucia przynależności narodowej byłby dla niego wielkim bólem. Dlatego dziadek dobitnie wyjaśnił swojej rodzinie, że ucieczka do innego kraju w sytuacji, gdy wcześniej tak długo walczyło się i broniło swojej ojczyzny, to bezsens. A ponadto ucieczka w takiej sytuacji byłaby oznaką słabości i tchórzostwa.
   Mój dziadek, ten bliski mi człowiek, był osobą wyjątkową. Miał w sobie siłę i upór, dzięki którym przetrwał tak okropne, trudne, czasy. Niektórzy w końcu wojny nie dostrzegali pozytywów – byli zmęczeni i nierzadko ubodzy. Natomiast on, wciąż głodujący i tyrający, czuł ogromną radość. Czuł radość z tego, że istnieje jako Polak i nikt, ani nic już tego nie zmieni.

To bardzo trudne cieszyć się z tego, gdy garnki w domu są puste, wówczas trudno być patriotą, jednak on potrafił. Dla mnie to nieznana siła, która pozwala przetrwać tak wielkie nawałnice i pozostać, mimo wszystko, na "swoim miejscu na ziemi".

Jak bardzo trzeba kochać swój kraj, żeby zrezygnować z zawsze pełnego żołądka, byleby w nim pozostać? Nie wiem, niewiele osób potrafiłoby zachować się tak jak on. Dziś, gdy pojęcie miłości do ojczyzny zanika, ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy, trudno mi zrozumieć skąd dziadek czerpał taką siłę. Miał przecież świadomość, jakie będą skutki pozostania w ojczyźnie. Wiedział, że jego życie nie będzie przynosić tylko dobrych "plonów" i pachnieć dolarami. Jednak w tym ciężkim życiu, któremu towarzyszyły porażki i łzy, musiało być coś, co było warte pozostania, skoro dziadek nigdy nie powiedział, że żałuje. Niestety, do końca nie zdradził mi, czym była ta wartość. Może sądził, że sama powinnam to zrozumieć. Prawdziwa miłość do ojczyzny rzadko się zdarza. To wielka strata dla narodu. Człowiek, który bardzo kocha swój kraj, jest w stanie zrezygnować z dostatniego, beztroskiego i łatwego życia. Jest zdolny do poświęceń kosztem własnego dobra, utożsamia się z krajem. Jednakże tylko nieliczni decydują się na takie poświęcenia… Cóż, to duże wyzwanie, umieścić ojczyznę na szczycie hierarchii wartości i żyć adekwatnie do tego postanowienia. Dla niektórych… zbyt duże. Nie wystarczy silna wola, to zbyt mało, trzeba jeszcze ją pokochać.
   Z racji „przemiany pokoleń” dziadka znałam tylko jako starego, schorowanego człowieka. Mimo to temperament i siła ducha nadal były u niego młode. Dzięki temu mogłam obserwować jego indywidualne przejawy miłości do ojczyzny. W pamięci utkwił mi głęboko obraz letnich spacerów po polach pszenicy. Szedł wówczas oparty o laskę, łapiąc powietrze po każdym kroku, który sprawiał mu trudność. Na głowie miał czapkę osłaniającą czoło przed palącymi promieniami słońca. Powolutku dreptał zatopiony wśród łanów, wpatrując się w złociste kłosy kołysane wiatrem. Nucił pod nosem. Suchymi dłońmi błądził między łodygami, delikatnie je dotykając. Wówczas na jego twarzy malowało się uczucie ukojenia i szczęścia. Ten widok odzwierciedla moment, w którym dusza wydobywa się spod klosza słabego, ograniczającego ją ciała; wtedy ból i cierpienie znika, a duch bierze górę. Kołysze się zgodnie z rytmem kłosów, przenika przez nie, obcuje z ukochaną ziemią, wysysając z niej szczęście, a oczy wędrują po czystym, błękitnym niebie i iskrzą się z radości, że posiadły ten dar od Boga i mogą na nie spoglądać.

Życie mojego dziadka uświadomiło mi, że proste i, niekiedy, twarde życie tzw. szarego człowieka zawiera często więcej moralnych wartości i godności osobistej, niż życie karierowicza szukającego sukcesów i poklasku. Ten drugi pragnie nagiąć świat dla własnych korzyści, sam nieustannie stawia siebie na pierwszym miejscu, musi przeglądać się w akceptacji innych, błyszczeć w tłumie i karmić pochlebstwami. Wtedy czuje się wtedy ważny i doceniany. Dostosowuje się do sytuacji, wykorzystując ludzi i nadarzające się okazje do osiągania swoich celów. Brak w nim trwałych wartości, na których, jak na fundamencie, buduje się własne postawy i przekonania. Jakby nie patrzeć, człowiek taki jest niedojrzały a jego życie puste.  

Pokolenie mojego dziadka wychowało się na słowach: "Bóg, Honor, Ojczyzna"      i … było im wierne. Hasło to wyznaczało hierarchię wartości, uznawało najwyższy autorytet, określało granice egzystencji narodu. Współczesnym społeczeństwom brak jest opoki, na której można oprzeć morale człowieka. Odrzucamy dawne autorytety a brak nam nowych. Budujemy nowy świat, nie potrafiąc przewidzieć kierunków jego rozwoju, wyważamy otwarte często drzwi. Potrzeba nam tej wewnętrznej siły, tego mocnego przekonania, które kazało rówieśnikom mojego dziadka bronić kraju, trwać na ojcowiźnie pomimo cierpienia i niedostatku. Ludzie ci wrastali w polską ziemię korzeniami, czuli, że ich miejsce na świecie jest tam, gdzie groby ich przodków, potrafili czerpać z tego radość i zapał do pracy.
   Życie nie może polegać głównie na zaspokajaniu własnych pragnień, aby czuć się spełnionym. Trzeba dać cząstkę siebie innym. Przychodzimy na świat nie tylko po to, aby brać, ale przede wszystkim, żeby dawać. Świat rozwija się wtedy harmonijnie i sprawiedliwie. Przykładów na prawdziwość tego stwierdzenia jest dużo, tylko nie zawsze chcemy je dostrzec. Matka daje swoje ciało i większość życia dziecku, ojciec pracuje dla rodziny, żołnierze i cywile giną dla kraju, duchowni przygotowują wiernych do wieczności.

Czas mija. Wielkie wzorce odchodzą… Ja więcej nie zobaczę już spacerów dziadka. Dziś jego ukochana ziemia utuliła w wiecznym śnie jego ciało. Stał się jej cząstką. Jego "pielgrzymka życia" jest dowodem na to, że kocha się nie tylko ludzi i pieniądze, można także kochać kawałek ziemi, za który oddałoby się cały świat.

Tyle przelanych kropli potu, tyle lat ciężkiej pracy, aby móc na nim żyć, świadczy o wielkiej miłości i przywiązaniu. Ojczyzna to nie tylko terytorium określone przez granice państwa, ojczyzna to nasze serca, to miejsce w naszej duszy. Za takim człowiekiem na pewno płacze Polska, nasza ojczyzna.

Ostatnio weszłam do pokoju mojego dziadka, który zostawiliśmy bez zmian, zamknięty na klucz, aby widział, że jego miejsca nigdy nikt, ani nic nie zastąpi. Otworzyłam jego półkę w biurku, a tam znalazłam lekko zakurzony list- list o Polsce. Pisał o tym, że jest ona jego największą miłością. Na jego końcu zamieścił słowa: "Od zawsze i na zawsze dla Polski, kocham Cię". On Ją wielbił taką, jaką była. Z ręką na sercu mogę stwierdzić, że nie znam osoby, która kochała Ojczyznę, a raczej - kocha dalej, nawet tam gdzieś daleko w niebie, jak on- mój dziadek, mój bohater…

 

Oddaj swój głos:
(349)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...