Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

76.B. Anna Mańko VI klasa

12 grudnia 2015,

Polska

województwo mazowieckie/ Warszawa

VI klasa

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 10 STO, 04-175 Warszawa, ul.Ostrobramska 72

nauczyciel: Małgorzata Białek

 

LEGENDA O SKRZACIE ZE SKRZATKOWA

 

Dawno, dawno temu w małej wsi mieszkała kochająca się, ale biedna rodzina młynarska. Żona z mężem mieli dwójkę małych dzieci. Był to chłopiec i dziewczynka. Żyli sobie koło małego jeziorka przy lesie w zgodzie z sąsiadami.

Ojciec zarabiał na chleb, pracując w młynie, a matka tkając materiały. Do ich wioski przyjeżdżało mało ludzi, dlatego rodzinie nie żyło się najlepiej. Zawsze brakowało jedzenia. Dzieci chodziły w poszarpanych łachmanach i boso. Uczyły się dobrze i pilnie, ale nigdy nikt im nie pomagał, ponieważ rodzice nie mieli czasu. Młyn z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej. Sypał się i kruszył.

Z biegiem czasu dzieci coraz więcej pomagały swoim rodzicom. Hania pracowała przy mamie, a Bartek razem z tatą. Rodzeństwo starało się zrobić jak najwięcej rzeczy. Gdy dzieci podrosły, postanowiły wyruszyć w świat, aby zarobić trochę pieniędzy i pomóc rodzicom. Szły przed siebie przez góry i doliny, aż trafiły do małego, ale bogatego miasteczka. Podeszły do sklepu z tkaninami i zapytały o pracę. Niestety krawcowa mogła przyjąć tylko jedna osobę, więc zatrudniła dziewczynkę, która umiała szyć. Zapewniła też jej mieszkanie i wyżywienie. Było ono małe i jasne. Znajdowały się tam dwa duże okna, przez które wpadały promyki światła. Natomiast Bartek poszedł do kolejnego budynku, w którym była piekarnia. Piekarz od razu, gdy usłyszał historię chłopca, z chęcią go zatrudnił. Wpływ na to miała praca z ojcem w młynie i umiejętność pieczenia chleba. On też dostał małą izdebkę z  łóżkiem i szafką.

Siostra i brat umówili się, że będą spotykać się dwa razy dziennie. Oboje wstawali z samego świtu, a chodzili spać późnym wieczorem. Hania pracowała tak dużo, że po kilku tygodniach uszyła już kilka rzeczy. Tak samo ciężko pracował  Bartek. Po jakimś czasie oboje zarobili trochę pieniędzy, które chcieli przekazać rodzicom. Postanowili jednak pracować dalej. Gdy minęły 3 lata, rodzeństwo zapragnęło powrócić do rodzinnego domu.

Dzieci zabrały swoje wszystkie rzeczy, zarobione pieniądze i wybrały się w drogę powrotną. Były bardzo zmęczone, ponieważ szkatułki z pieniędzmi i ubrania były ciężkie. Gdy powoli szły przez polanę pod jedną z malowniczych gór, coś w krzakach się poruszyło… Za chwilę coś zaszeleściło.

W końcu zza krzaków wyszedł mały skrzat. Był wzrostu czteroletniego dziecka i miał kolorowy szpiczasty kapelusik.

- Ojejku, co to jest? – wykrzyknęła przerażona Hania.

- Ja jestem małym skrzatem wodnym,  przyszedłem, żeby wam pomóc – piskliwym głosem odpowiedziało tajemnicze stworzenie.

- A gdzie ty mieszkasz? – zapytała jeszcze oszołomiona Hania.

- Tutaj za krzakiem w jeziorku – z uśmiechem na twarzy odpowiedział skrzat.

- Ale jak możesz nam pomóc? – trochę pewniej niż Hania powiedział jej bart.

- Zaniosę wasze rzeczy – zaproponował.

- Tak, tak prosimy.

- Dobrze, w takim razie musicie powrócić do miasteczka - wyjaśnił im skrzat.                                                                                                                                                        – Ale my musimy wracać do domu, zobaczyć jak czują się nasi rodzice - stanowczo zaprotestowały dzieci.                            

            -  Jak chcecie, ale wasza matka jest chora i potrzebuje lekarstwa, które znajduje się u jednego lekarza w miasteczku, w którym pracowaliście  – ze smutną miną oświadczył skrzat.                

– O nie, jednak miałeś rację, trzeba wracać! – wykrzyknął Bartek.                                                                                                                                                                                                                                  

- Jak już dotrzecie do celu, to skręćcie w prawo, potem w lewo, a potem pójdźcie prosto. Tam na końcu uliczki znajdziecie lekarza – wyjaśnił im skrzat.

- Dziękujemy ci, do widzenia! – zawołały.

- Do zobaczenia!

Dzieci wracały do miasteczka. Były bardzo zmęczone podróżą. Po kilkunastu minutach biegu dotarły do lekarza, o którym mówił skrzat. Na drzwiach wisiał szyld z napisem „LEKARZ”. Dzieci lekko zapukały i po zaproszeniu weszły do środka. Pokoik był nieduży, ciasny, ciemny i cały zapchany różnymi lekami. Przy biurku siedział starszy człowiek w grubych okularach i śnieżnobiałym płaszczu lekarskim. W końcu Hania powiedziała:

- Dzień dobry, czy może pan nam pomóc? Nasza mama jest ciężko chora.

- Tak, proszę bardzo, oto jest lekarstwo, które na pewno pomoże waszej mamie – miłym i cichym głosem powiedział starszy człowiek.

- Ale czy to na pewno ją wyleczy?- zapytała Hania.

- Nie martw się, możesz mi zaufać – upewnił ją lekarz.

- Bardzo panu dziękujemy, do widzenia! – wykrzyknął Bartek.

- Do widzenia! – zawołał jeszcze lekarz, ale dzieci go już nie słyszały.    

Hania i Bartek raźnym krokiem wracali do rodziców. W miejscu, gdzie wcześniej spotkali tajemniczego osobnika nikogo nie było. Zaniepokojeni zaczęli szukać swoich rzeczy. Na szczęście wszystkie były za krzakiem. Gdy po dłuższym czasie nikt się nie pokazał, dzieci zdecydowały się pójść do domu.  Po długiej podróży były bardzo zmęczone.

Wiatrak, w którym mieszkali, był w rozsypce. Wystawały z niego połamane i spróchniałe deski. Hania i Bartek zaczęli krzyczeć tak głośno, jak tylko mogli. Nagle ze środka wyszła schorowana i bardzo źle wyglądająca matka. Gdy zobaczyła dzieci, szybko poszła się z nimi przywitać.

- O Boże, czemu was tyle czasu nie było, myśleliśmy z tatą, że już nie żyjecie! – krzyknęła rozpromieniona matka.

- Mamo, nie wiesz nawet, jak bardzo się stęskniliśmy, mamy lekarstwo i pieniądze – płacząc z radości, wyszeptała Hania.

- W końcu jesteście – powiedział ich ojciec, wyłaniając się zza młyna.

- Jak miło was z powrotem widzieć – powiedział Bartek.

Cała rodzina weszła do środka. Dzieci opowiadały przez cały dzień, jak było przez czas, który się nie wdzieli. Hania dała mamie lekarstwo, które od razu zaczęło działać. Po dwóch, może trzech miesiącach wiatrak wyglądał o wiele lepiej  niż wcześniej. To dzięki temu, że dzieci zarobiły pieniądze, mogli go naprawić i wszyscy mieli gdzie mieszkać.

            Po jakimś czasie dzieci miały bardzo dziwny sen. Pokazał się w nim skrzat, który mówił, że lekarstwo było magiczne i pochodziło z krzaka, gdzie każde z nich zostawiło swoje rzeczy. Wytłumaczył  także, że to on zmienił się w lekarza i im pomógł. Obiecał wspierać ich w trudnych sytuacjach, ponieważ pokazały, że rodzina jest dla nich bardzo ważna.                                                                          

Kiedy dzieci się rano obudziły, wierzyły, że to co usłyszały w nocy, wcale nie było snem. Dzieci były zadowolone, a rodzina żyła w dostatku i zdrowiu jeszcze przez bardzo długi czas, a miasteczko, w którym dzieci spotkały tajemniczego lekarza, nazwano Skrzatkowo.

 

 

                                                                                                              

 

Oddaj swój głos:
(406)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...