Kalendarz » Miłakowo

    Brak wydarzeń.

331.B. Bartosz Proszek 13 lat

1 stycznia 2016, Miłakowo

Polska

województwo warmińsko-mazurskie/ powiat ostródzki/ Miłakowo

 

kategoria wiekowa 13 lat 

 

Szkoła Podstawowa Zespołu Szkolno – Przedszkolnego im. Jana Pawła II w Miłakowie

nauczyciel: Urszula Kuchnio

 

LEGENDA O DIABLEJ GÓRZE

 

Dawno, dawno temu, w okolicach Miłakowa, na Warmii, żył sobie pewien młodzieniec o imieniu Piotr. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był, jak większość  jego rówieśników sprytny i cwany, lecz miał również wiele innych cech; był mądry, pracowity i przede wszystkim uczciwy. Pomagaj innym- to  jego życiowa dewiza. Dzięki  rozsądkowi i umiejętności rozwiązywania problemów życie chłopaka było piękne i  szczęśliwe. Jednak nic nie trwa wiecznie.

Pewnego dnia, wracając do domu ze spaceru po okolicznym lesie, zobaczył zbójców, którzy rozmawiali ze sobą. Zaintrygowali Piotra,  więc postanowił ich podsłuchać . Dowiedział się, że pobili i ograbili pewnego mężczyznę. Byli zadowoleni ze swojego czynu. Podzielili się pieniędzmi z rabunku i rozstali.

- Podłe szumowiny, jak można być tak bezwzględnym ! - pomyślał chłopiec. Nie pochwalał zachowania złoczyńców. Żył w trudnych i bardzo niespokojnych czasach. Grabieże i pobicia często się zdarzały w jego okolicy. Główną ich  przyczyną  była ogólnie panująca bieda.   Całą drogę rozmyślał Piotr o tym, co widział i słyszał. Kiedy już przybył do swego domu,  zastał wszystkich w niewesołych nastrojach. Mama była smutna i  przybita. Jego dwie młodsze siostry siedziały przygnębione w kąciku pokoju i cicho szlochały. Nie wybiegły na spotkanie, jak zazwyczaj bywało, i nie przytuliły się radośnie do niego. Ojca nie było z domu.

- Mamo, co się stało?! Gdzie tata? - spytał. Niepokój, który ujrzał w oczach matki, udzielił mu się również.

-Synku. Ojciec jest u medyka i ma małe szanse na wyzdrowienie. Został napadnięty, pobity i okradziony.

Piotr uprzytomnił sobie, co podsłuchał w czasie drogi powrotnej. Ci zbóje to zrobili! Postanowił się z nimi rozprawić.
            Jak myślicie, drodzy czytelnicy, czy człowiek rozsądny, może choć raz postąpić pochopnie? Otóż tak. Właśnie  tak  teraz uczynił Piotr. Chciał sam walczyć z dwunastoma zbójcami. Udałoby mu się? Pewnie, że nie. Jednak nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Kierował się żądzą zemsty. Kiedy wreszcie ich odszukał,  postanowił ich śledzić.
            Zbójcy dotarli do polany, gdzie czekały na nich  złośliwe skrzaty, które ubrane były w łachmany. Były - podobnie jak zbójcy - złe do szpiku kości. Wszyscy poszli w kierunku jaskini, która, obecnie nie istnieje, a Piotr podążył za nimi. Nagle potknął się o coś. Mimo że  mocno zdenerwowany, jednak przyjrzał  się znalezisku bliżej. Był to mały kamień, który świecił nikłym, ledwo widzialnym, zielonym blaskiem. Zabrał go ze sobą i ruszył w drogę.
- Ciekawe, co to jest? - pomyślał, lecz nie miał czasu, aby się nad tym głębiej zastanawiać.
            Kiedy wreszcie wszyscy dotarli do celu, najstarszy i najpodlejszy ze skrzatów rzekł:
- Dobra, jesteśmy na miejscu. Rozłóżcie tutaj swoje manatki, tylko nie wchodźcie do tamtego korytarza. Słychać tam dziwne odgłosy, a kto tam wszedł, już nie wrócił.
- Che, che, che .  Dobra,  dobra.-odrzekli kompani.

- Ej! A może ty tam chowasz swoje skarby? Czemu niby mielibyśmy tam nie wchodzić?  - zapytał zirytowany  przywódca zbójców.

O tym samym myślał Piotr. Po co miałby mówić, aby nikt tam nie wchodził? Kłótnia rozgorzała na dobre.

Tymczasem młodzieniec postanowił zbadać, co znajduje się na końcu tajemniczego korytarza. Gdy dotarł do celu, zobaczył ogromną otwartą bramę.  Przeszedł przez nią i  usłyszał  szept:
- Teraz nie ma już odwrotu, już nie wrócisz do swojego domu…

Chłopak wiedział już, że skrzat mówił prawdę. Na końcu wielkiego pomieszczenia zobaczył tron wykonany najprawdopodobniej ze szczerego złota, na którym siedziała półprzezroczysta postać. Miała  na rękach pierścienie, sygnety, na szyi  naszyjniki, na głowie koronę i była ubrany w wykwintny strój.

-Kim jesteś?

-Jestem duchem nad duchami, mocarzem nad mocarzami.  Mówią na mnie Jurand Gniewny. Ten, to tu wszedł, nigdy  nie wyjdzie, lecz... jest  jedna możliwość. Czekam już trzy stulecia na wybrańca walecznego, nie silnego, lecz mądrego, który zdoła mnie i siebie wybawić, bym mógł spocząć jak należy. Ty, który wszedłeś w moje szpony, jesteś tym, na którego czekam?

Piotr pomyślał chwilę i odpowiedział:

-Nie wiem, czy jestem tym człowiekiem, ale skoro nie mam innego wyboru spróbuję sprostać  twym oczekiwaniom.

Duch spojrzał na niego gniewnym wzrokiem i powiedział:

-Widzisz tę glinianą tablicę nieopodal ciebie i białe kamienie z wyrytymi na nich cyframi?

-Widzę -odparł Piotr.

-Dobrze, zaczynajmy,  to łamigłówka, którą masz rozwiązać. Niby łatwa, niby trudna...ale przez trzy stulecia nikt jej jeszcze nie ułożył prawidłowo, a ja jestem już zmęczony wiecznym wyczekiwaniem. Lecz pamiętaj, jeden błąd i umierasz, a twa dusza będzie przeklęta i zesłana na samo dno piekieł. Takie jest odwieczne prawo tej jaskini.

Chłopiec podszedł do glinianej tablicy, uśmiechnął się do siebie i bez większych problemów rozwiązał łamigłówkę. Było to bowiem jedno z jego ulubionych zajęć.  Zagadki, szarady - ich rozwiązywanie sprawiało mu przyjemność.

-Jestem mile zaskoczony -odpowiedział duch delikatniejszym i łagodniejszym tonem. -Brakuje mi tylko jeszcze jednej rzeczy....magicznego kamienia.

- Chyba, że go posiadasz ? –spytał duch i spojrzał przenikliwie  w oczy chłopaka.
-Nooo, ja... ten, tego....
- A co się tam tak świeci ? - zauważył duch.
- T- to? Ten dziwny przedmiot znalazłem na polanie.
- Ależ to magiczny kamień! A ty zapewne jesteś wybrańcem, który ma mnie uratować! Hmmm, ale ten jedyny w swoim rodzaju magiczny... jak to nazwać... dla mnie jest to klejnot, musi ciebie zaakceptować.
- Jak to zaakceptować? - Wtedy Piotr zauważył, że z  magicznego kamienia wyrastają małe nóżki. Podeszły  do chłopaka i wspięły mu się na rękę. Nagle zamieniły się w pierścień i zawinęły wokół palca.      
            Piotr dzięki cudownemu kamieniowi odkrył swoje zdolności magiczne i zniszczył moc, która powstrzymywała ducha przed pójściem do nieba, do raju.
- Duchu, możesz coś dla mnie jeszcze zrobić?- zapytał Piotr
- Tak?
- Mój ojciec jest w bardzo kiepskim stanie, czy mógłbyś mu pomóc?
- Oczywiście, że pomogę, jeśli tylko mogę.

Duch uzdrowił ojca chłopaka i zniszczył jaskinię, ewakuując przedtem skrzaty i zbójców, którzy postanowili, że jeśli przeżyją, zmienią się na lepsze. Tak też się z nimi stało. Wszystkie zagrabione monety znajdujące się w kryjówce, wystrzeliły w górę i pospadały do okolicznych wiosek oraz do Miłakowa, dzięki czemu od tej pory  wszyscy żyli w dostatku. Zanim duch zaznał wiecznego odpoczynku, na pamiątkę tego wydarzenia, w miejscu gdzie znajdowało się jego więzienie wypiętrzyła się góra, którą początkowo nazywano Górą Ducha, a  później z niewiadomych przyczyn  nazywano Diablą Górą. Po dziś dzień znajduje się między miejscowościami Książnik i Boguchwały, skąd  pochodził Piotr i gdzie mieszkam ja.

 

Oddaj swój głos:
(5)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...