Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

334.B. Grażyna Nowak D

2 stycznia 2016,

Polska

województwo mazowieckie/ Warszawa

 

kategoria wiekowa dorosły 

 

O STARUSZCE, SERWETCE I SREBRNYM WŁOSIE

 

W Tuchowie, mieście z obu stron oplecionym przez rzekę Białą mieszkała staruszka, która nie miała męża ani dzieci. Jej rodziną były zwierzęta, góry i las, które otaczały ją wokół. Staruszka, kiedy tylko pozwalało jej zdrowie wyruszała na górskie wędrówki. Napawała się wtedy śpiewem ptaków, odgłosami zwierząt, szumem górskich strumieni. Lubiła również przysiąść na suchym pniu drzewa. Wyjmowała wtedy z plecaka szydełko, kordonek i dziergała z nich serwety. Każda z niech była podobna do listka, kwiatka czy robaczka napotkanego podczas wędrówki. W niektóre z nich wplatała swój srebrny włos, te miały magiczną moc; dobrzy ludzie obdarowani serwetką ze srebrnym włosem byli nagradzani, a źli karani.

 

Wieść o zaczarowanych serwetach staruszki szybko rozeszła się po okolicy. Niektórzy ze strachu przed złymi czarami omijali ją z daleka, inni nie zauważali jej wcale. Kiedy staruszka podupadła na zdrowiu odwiedzali ją jedynie leśni przyjaciele; jeżyki, sarny, łosie, dziki. Staruszka prosiła je wtedy, by opowiedziały jej o lesie. Uwielbiała te opowieści o narodzinach młodych saren, niedźwiedzi, jeży. Czasami zwierzęta żaliły się babci na ludzi, że zaśmiecają las.

            - Nasze dzieci kiedyś zatrują się tym paskudztwem – skarżył się jeleń. Państwo Dzikowie zgodnie kiwali swoimi ryjkami.

            - Żeby tylko nie skończyło się to jakąś tragedią – dodał jeżyk.

Staruszka z uwagą wysłuchała, co mówią zwierzęta.

            - Jak tylko poczuję się lepiej pójdę do lasu – powiedziała staruszka. – Muszę zobaczyć to wszystko na własne oczy – dodała. Jej twarz wyraźnie posmutniała. Najwyraźniej miała nadzieje usłyszeć milsze opowieści z lasu. Właściwie od zawsze bardzo ją to irytowało, że ludzie nie dbają o przyrodę
i zaśmiecają las – dom jej leśnych przyjaciół. Wiedziała, że życie bez szumu liści, zapachu kwiatów, lasu, widoku gór i jej ukochanych zwierząt straciłoby urok. To dzięki temu wszystkiemu miała ochotę budzić się co rano i dziergać serwety.

 

Pewnego dnia, kiedy poczuła przypływ sił, poszła na wycieczkę do Jodłówki Tuchowskiej, chciała zobaczyć starodrzewy buczyn, dębów, grabów, posłuchać szumu leśnych źródeł i obejrzeć wzgórza z kompleksami leśnymi. Postanowiła odwiedzić świstaka i małe sarenki, które całkiem niedawno przyszły na świat. Ze wzgórza popatrzyła na leżącą w dolinie wioskę. Wyglądała bardzo malowniczo. Zmęczona wędrówką siadła na pniu zwalonego przez wiatr dębu. Świat z tej perspektywy wydawał się niezwykły. I wtedy staruszkę ze srebrnymi włosami zauważył chłopiec z wioski. Dla niego spacery po górach i dolinach były jedyną rozrywką, jaka go spotykała w życiu. Chłopak, podobnie jak staruszka, miał ochotę żyć dla takich chwil. Szumiący las go uspokajał, a zwierzęta sprawiały, że czuł się komuś potrzebny.

 - Babciu? Boli cię coś? – zwrócił się do staruszki siedzącej na pniu.

            - Nie, synku – odpowiedziała zachwycona troskliwością malca. I po chwili dodała:

- Ale uszczęśliwiłaby mnie szklanka wody.

            - Zaraz przyniosę ze źródła – odpowiedział i w jednej chwili pobiegł po wodę. Kiedy wrócił z dłońmi napełnionymi rześką wodą z rwącego źródła staruszki już nie było. Zamiast niej na pniu leżała koronkowa serwetka wykonana z białego kordonku. W brzeg serwetki był wpleciony srebrny włos. Chłopiec nieśmiało sięgnął po serwetkę. Była taka delikatna. Pachniała wrzosem i leśnymi, dzikimi jagodami. Chłopiec nigdy nie miał czegoś równie pięknego. Szybko wsunął prezent do kieszeni
i zachwycony podarunkiem powędrował do domu.

Na skraju lasu usłyszał kwilenie wydobywające się zza krzaka.

            - Jest tam ktoś? – zapytał, ale nikt nie odpowiedział. Zaniepokojony zapytał jeszcze raz
i kolejny. Nikt nie odpowiadał. Podszedł więc i jednym ruchem dłoni odsunął liście i zobaczył małą sarenkę.

            - Co ci się stało? Zgubiłaś się w lesie?– zapytał.

            - Biegałam po lesie i skaleczyłam się w nogę. Popatrz! – powiedziała i wskazała na leżący niedaleko, zielony przedmiot. – Właśnie o to się skaleczyłam!

            -  To zbita, szklana butelka – powiedział chłopiec i od razu posmutniał. - Musiał ją tu zostawić człowiek - dodał.

            Sarenka szepnęła:

            - To przecież nie twoja wina – próbowała go pocieszać. – Ty nie zaśmiecasz lasu. Wiem, bo wszyscy cię tu obserwujemy. Zauważyliśmy, jak cieszą cie nowe listki, małe sarenki, śpiew ptaków
i szum lasu. Ktoś, kto tak kocha las nie mógłby go zaśmiecać.

Nie uspokoiło to jednak chłopca, który czuł się odpowiedzialny za to wszystko, co się stało.

            - To również trochę moja wina - odpowiedział chłopiec. - Śmieci rzucają ludzie, czyli moi bracia i siostry - odpowiedział smutny. - Teraz opatrzę ci ranę i spróbuję temu zaradzić - dodał.

Niestety nie miał nic, czym mógłby opatrzyć chorą nogę sarenki. W jego kieszeni tkwiła tylko koronkowa serwetka, pamiątka po wyjątkowym spotkaniu ze staruszką. Chciał ją dać mamie
w prezencie – to byłaby pierwsza rzecz, jaką w życiu dostała, ale noga sarenki nie mogła przecież czekać.

-Mama na pewno zrozumiałaby – pomyślał i w jednej chwili wyjął z kieszeni serwetkę
i okręcił nią skaleczoną nogę. Wtedy stało się coś niezwykłego. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rana zagoiła się. Szczęśliwa sarenka podziękowała chłopcu za pomoc i pobiegła do lasu. Jeszcze przez dłuższą chwilę słuchać było echo powtarzającego się magicznego słowa „dziękuję”, „...uję”, „...ję”, „...ę”.

 

Następnego ranka chłopca obudziły promyki słońca, które zadziornie drażniły jego policzki. Chłopiec szybko zjadł śniadanie i poszedł do wioski na spotkanie z mieszkańcami. Postanowił opowiedzieć wszystkim o skaleczonej nodze sarenki, zaśmieconym lesie; porozrzucanych butelkach, szkłach, papierach. Nie wszystkim zrobiło się wstyd. Nie czuli się winni ci, którzy nie mieli zwyczaju dbać o las, ale tego dnia miało się to zmienić. Może współczucie dla zwierząt, a może strach przed utratą lasu, strumyków i przepięknych widoków sprawił, że wysłuchali chłopca. Jak się szybko okazało, niewiele osób sądziło, że jedna rzucona butelka może zrobić tyle krzywdy. Tym razem cierpiała sarenka, ale mogło to się zdarzyć nawet ludziom wędrującym po lesie, po górach i dolinach. Nagle usłyszeli męski głos:

            - Tak dłużej być nie może – powiedział jeden z mieszkańców. – Musimy posprzątać las, dolinę, wzgórze – pozbierać szkła, plastikowe torby i inne papierki po cukierkach. Nie możemy zaśmiecać swojego domu, przecież tu mieszkali nasi pradziadowie, dziadowie. Tu rosną nasze dzieci. Jak dalej tak będzie, to nie zobaczą kiedyś lasu tylko śmietnik!

- Zgadzam się. Musimy postanowić, że już nigdy więcej nie będziemy zaśmiecać naszego lasu – dodał  głośno chłopiec.

- Nigdy! – potwierdzili mieszkańcy wioski, bo tylko w czystym lesie wszyscy czuli się dobrze.

Po tych słowach odezwało się echo:

- Nigdy … powtórzyło kilkanaście razy.

 

Jeszcze tego samego dnia ludzie całymi rodzinami wyruszyli na sprzątanie gór, pagórków, dolin, strumyków. Sprzątanie trwało kilka dni. Zebrane śmieci przypominały górę. Żartowali, że powstał nowy szczyt, ale tak naprawdę nikogo wcale to nie cieszyło. Ogromna góra śmieci nie mogła przecież napawać radością, raczej uświadomiła wszystkim, jak bardzo zaśmiecali krainę w której mieszkali.

 

Mieli wrażenie, że w wysprzątanym lesie drzewa uśmiechają się, trawy spokojnie poruszają na delikatnym wietrze, a zwierzęta zaczęły się bawić na wreszcie czystej łące.

- Szkła rozgrzane słońcem mogły spowodować pożar. Bardzo się baliśmy – mruknął łoś, który z bezpiecznej odległości przysłuchiwał się rozmowie. - Teraz wreszcie poczujemy się, jak w domu – dodał swoim basowym głosem.

Zające i jeże również nie kryły radości, nawet sójka pofrunęła do swoich skrzydlatych przyjaciół, by przekazać dobre nowiny.

 

Po górze śmieci wkrótce nie było śladu. Po tak dobrze wykonanym zadaniu wszyscy razem poszli na spacer. Zabrali ze sobą staruszkę, która nie kryła radości i całą drogę uśmiechała się do wszystkich.

 

W pewnej chwili chłopiec zobaczył swój cień. Był bardzo duży i długi, nigdy nie widział niczego równie przedziwnego i wyjątkowego. Cień przypominał zjawę i robił to samo, co chłopiec. Kiedy chłopiec podniósł rękę, cień również podniósł rękę, kiedy chłopiec pomachał, cień również. Chłopiec się go nie bał, choć cień wydawał się być groźny. Po chwili chłopiec zobaczył coś jeszcze. Promienie słoneczne wytworzyły wokół cienia jego głowy barwne pierścienie. Przypominały aureole w kolorach tęczy. Niektórym z jego towarzyszy przydarzyło się dokładnie to samo. Tak mówili, bo chłopiec widział tylko swój cień i swoje pierścienie nad głową.

Podobno cień-widmo i aureolę zobaczyli tylko obdarowani serwetką staruszki z wplecionym srebrnym włosem.

 

            Od tamtej pory wszyscy dbają o przyrodę, z czego są zadowolone zwierzęta, rośliny i ludzie. A staruszka? Od czasu do czasu, ze szczęścia, podrzuca komuś koronkową serwetkę. Wpleciony w nią srebrny włos oznacza, że wkrótce obdarowanemu przydarzy się coś wyjątkowego.

 

- KONIEC -

 

 

Oddaj swój głos:
(21)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...