Kalendarz » Rudna

    Brak wydarzeń.

469.A. Stowarzyszenie Edukacyjne MOSTEK

14 stycznia 2016, Rudna

Polska

województwo dolnośląskie/ powiat lubiński/ Rudna

 

kategoria wiekowa - praca zbiorowa

 

Realizatorki Przedstawienia:

nauczycielki Magdalena Kuźmicz, Magdalena Stefanowska

Autorka scenariusza: nauczycielka Magdalena Stefanowska

Aktorzy: dzieci w wieku 9/10/11 lat; II, III i IV klasa Szkoły Podstawowej przy Zespole Szkół im. Jana Pawła II w Rudnej

 

Stowarzyszenie Edukacyjne MOSTEK,  59-305 Rudna, ul. Piaskowa 3

Opiekun projektu: Kamila Mazurek

 

 

 

MAGDALENA STEFANOWSKA

STOWARZYSZENIE EDUKACYJNE „MOSTEK” w Rudnej

 

http://www.zsrudna.info/index.php/component/content/article/49-aktualnosci/777-przedstawienie-drogie-dzieci-cy-wy-wiecie-skad-sie-wziela-rudna-w-swiecie

 

 

 

DROGIE DZIECI -

CZY WY WIECIE,

SKĄD SIĘ WZIĘŁA RUDNA

W ŚWIECIE?

 

 

– AUTORSKI SCENARIUSZ INSCENIZACJI

PRZYGOTOWANY NA PODSTAWIE NIEKTÓRYCH FAKTÓW HISTORYCZNYCH ORAZ BAŚNIOWEGO PRZEWODNIKA PO GMINIE RUDNA,
POWSTAŁEGO POD RED. DANUTY ADAMSKIEJ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RUDNA 2015

AKT  I

23 czerwca, późne popołudnie, polana w lesie, uczniowie siedzą przy ognisku,
słychać odgłosy palonego drewna, śpiew ptaków

SCENA I

MATEUSZ: [zza zasłoniętej kotary słychać ożywione rozmowy] Nie, nie, nie [kotara odsłania scenę] – mówię wam – każda miejscowość - skoro ma swoją historię, to ma też własne legendy czy podania.

OLA: Podania? Chyba chciałeś powiedzieć, że każda miejscowość ma swoje dania, a poza tym Dania to też państwo w Europie!

MATEUSZ: hahaha WOW a wiesz mądralińska, jak nazywają się takie wyrazy o podwójnym znaczeniu?
Na przykład: zamek, muszka, klucz albo te twoje do jedzenia dania i Dania państwo w Europie?

OLA: Ha! Jasne, że wiem!! To homonimy!

OSKAR: Co? Homo miny? Weźcie przestańcie o szkole gadać! Jesteśmy na wycieczce!

KLAUDIA: No tak, ale szkolnej i homoNIMY wydają się ciekawe!

OLA: Właśnie! A przecież nikt tu o szkole nie gada, tylko o homo mimach, a to wielka różnica!

JULA: buhaha! Homonimy! A gdyby nie szkoła, to byście nie wiedzieli czyście są homo czy sapiens, a już na pewno nie wiedzielibyście nic o tych swoich homonimach!

EWELINA: Co racja to racja! 

MATEUSZ: Niech zatem rządzi demokracja! Kto jest ZA o homonimach gadaniem [UCZENNICA 1, UCZEŃ 2 i UCZENNICA 5 podnoszą rękę], a kto jest ZA podań słuchaniem? [pozostali uczniowie podnoszą rękę] Czyli wszystko jasne…

DOMINIKA: Naprawdę podania? A co to w ogóle jest?

OSKAR: O najn! Podanie to takie fantastyczne wydarzenie związane z jakąś konkretną okolicą.

DOMINIKA: Jakbym nie wiedziała, ale dzięki, że mi tak dokładnie, słownikowo wzorcowo wręcz przypomniałeś!

OSKAR: Cicho tam, bo pani wraca z leśnej toalety.

OLA: I co z tego?

MARGHERITA: Sama zobacz…

WSZYSCY: WOW!!! ALE EKSTRA! SUUUPER! NIESAMOWITE! CO TO?

NAUCZYCIELKA: Moi drodzy! Sama dobrze nie wiem czy to jest to, co myślę, że jest, o ile to możliwe, ale wydaje mi się, że to może być yyy … legendarny kwiat paproci?

[przez chwilę totalna cisza, nawet nie słychać śpiewu ptaków]

JULA: Co? Ooooo czy to znaczy, że…

OLA: Czy to znaczy, że spełnią się nasze najskrytsze marzenia?

MARGHERITA: Już tam od razu nasze! Przecież pani to zerwała… [udaje focha]

NAUCZYCIELKA: Nie, nie, nie! Ja to tylko znalazłam! Ale przecież to i tak nie może być kwiat paproci…

EWELINA: To z całym szacunkiem, psze pani, ale co pani trzyma w ręce?

NAUCZYCIELKA: Właśnie nie jestem pewna, ale mam nadzieję, że to NIE nasięźrzał pospolity, który jest rzadkim i chronionym gatunkiem paproci, więc nie wolno go zrywać i niszczyć. Dlatego zapytam dla pewności: czy ktoś z was zerwał tę roślinę?

UCZNIOWIE: Nie… nie… nie… [zaprzeczają wszyscy]

EWELINA: Proszę pani, a skąd się pani zna na paprociach?

NAUCZYCIELKA: Nie tylko na paprociach, ale z dumą przyznaję, że co nieco wiem o różnych wyjątkowych roślinach, bo ciekawe roślinki to moja pasja. Czy to może być faktycznie opioglossum vulgatum?

KLAUDIA: A [z widoczną ogromną dumą] opij sosem wulgatom to po łacinie. Kiedyś się nauczę tego wymarłego języka.

JULA: Ciekawe, po co uczyć się języka, którym już dziś nikt nie gada?

KLAUDIA: Dla siebie samej się nauczę i na przykład będę mogła się popisywać sentencjami łacińskimi w towarzystwie albo znajomość łaciny przyda mi się na studiach, jeśli wybiorę medycynę, prawo lub jakąś filologię? Kto wie?

JULA: No to powodzenia, bo ja tam nawet nie wiem, co to sensacje łacińskie, a ty planujesz się chwalić ich znajomością, nieeeźleee!

MARGHERITA: Taaa… a ja się przyznam, że ani o łacinie, ani o tych całych filologiach pojęcia nie mam zielonego, czyli brawo ty! Chyba już zacznę o studiach myśleć, żebym w tyle nie zostawała!

KLAUDIA: Primo – sentencje, nie sensacje, to mądre, krótkie wypowiedzi znanych ludzi. Secondo – filologia to nauka o jakimś języku. I wreszcie tertio – a owszem, planuję już trochę przyszłość, bo nie chcę zmarnować jedynego życia, a teraz jako dziecko mam dużo wolnego czasu, to sprawdzam pomału, jaki zawód nie znudzi mi się do emeryturki.

EWELINA: Ulala, jakie ambicje! Gratuluję! Ale przyznaj się lepiej, co ty za to dostajesz?

KLAUDIA: Co to, to nie, kochaniutka, wypraszam sobie - uczę się dla siebie, bo da mi to kiedyś udaną przyszłość. Poza tym mam niezłą frajdę, gdy coś ciekawego odkryję, coś, o czym nie wiedziałam. Dla mnie nauka to tak jakby zabawa w odkrywanie nowego - trzeba tylko chcieć i myśleć o sobie.

NAUCZYCIELKA: Brawo Klaudia! O to chodzi! By chcieć się uczyć i cieszyć się z tego, co się samodzielnie odkryło, o czym w szkole dowiedziało zamiast wiecznie marudzić, że nauczyciele za dużo zadają. [grozi palcem w stronę dzieci]

KAMIL: Właśnie! Trza się rozwijać dla siebie samego, ale ja i tak już zapomniałem, jak ten kwiat się nazywa?

NAUCZYCIELKA : Kwiat paproci to po prostu kwiat paproci i jako taki nie istnieje, gdyż paprotki kwiatów nie mają, ale dawno, dawno temu lud wierzył, że taka maleńka paproteczka zwana nasięźrzałem pospolitym wypuszcza raz w roku z małego zielonego kłoska kwiat, który znaleziony w szczególny sposób stawał się
w rękach człowieka magicznym i gwarantował mu szczęście w miłości albo dostatek.

MATEUSZ: Ojejku, ale historia! Czyli jak dobrze rozumiem i się jeszcze nie pogubiłem, to my mamy magiczny kwiat paproci?

DOMINIKA: Nie my a pani, dzięki czemu nasza pani będzie zawsze szczęśliwa w miłości!

NAUCZYCIELKA:  Przecież to tylko legenda…

MATEUSZ:  A pani to znalazła już zerwane?

NAUCZYCIELKA: Tak, niestety. Leżało sobie na trawie i mocno świeciło na słońcu, więc poszłam sprawdzić, co tam tak błyszczy.

OSKAR: Też bym sprawdzić poszedł. To co teraz? Może [sarkastycznie] maaagiiiicznyyyy kwiat paproci zorganizuje nam tu kino lub teatr z popcornem?

MARGHARITA: Teatr? Na wakacje? To już lepiej, żeby opowiedział coś, czego nikt nigdy wcześniej nie słyszał, jakąś nieznaną legendę o Rudnej.

 

[gong, las ciemnieje, uczniowie dyskretnie odchodzą w głąb sceny, na swoje miejsca jak w teatrze, pojawia się jakaś postać]

 

SCENA II

TAJEMNICZA POSTAĆ:  [rozgląda się zdezorientowana] W imię Ojca i Syna. Wszelki duch Pana Boga chwali! A gdziem ja to? Z kiem? Ktoście wy? Coście wy mnie zrobieli? Jak tu przywołeli?

KAMIL: Sam w szoku jestem, skąd się tu wzięłaś i jak?!

NAUCZYCIELKA: Kim jesteś? Czego chcesz?

POSTAĆ: [zdejmuje materiał z głowy, światło na nią, gniewny wzrok]

Jak to kim jestem?!! Jam jest Katarzyna z Rudnej, słowiańskiego grodu, w którym przyszło mi żyć i umrzeć za młodu, bom ojca nie posłuchała, Bogu zaufałam i chrześcijaństwo wybrałam! A ojciec mi nie wybaczył zdrady, bo z poganami ma układy! Rozkazał więc własną córkę zgładzić i nikt nie mógł nic zaradzić… Na łące obok zamku Burglehn okrutnie mnie potraktowano i kołem złamano, co było rodzajem straszliwej kary, a ja chciałam tylko Bogu ofiarować dary, w postaci swej czystości i dozgonnej miłości, lecz nie zrozumieli tego ludzie prości.  Nie wyparłam się jednak w Boga wiary, mimo śmiertelnej kary.

DOMINIKA: Katarzyno, bardzo smutna jest twoja historia…

 MATEUSZ: Taaa… Czy możemy ci jakoś pomóc? Coś dla ciebie zrobić?

OLA: Czy cierpisz jeszcze?

MARGHARITA: Czy odnalazłaś spokój?

KATARZYNA: Dużo pytań zadajecie młodzi, ale to nie szkodzi! Pomóc mi możecie pamiętając o mnie, módlcie się często, choćby skromnie. I tak, cierpię dalej bardzo, a szczególnie w obecnych czasach, kiedy zło czyha już nie tylko w lasach… Opowiem wam rudnowskie dzieje – kto mi się tam śmieje? – kto nie wierzy, niech nie słucha, a reszta niech nadstawi ucha… ale najpierw – powiedzcie coś o sobie…

NAUCZYCIELKA: [do uczniów] Dziękuję, że dopuszczono mnie do głosu. Nazywam się mgr Perun i jeszcze tylko do końca wakacji jestem wychowawcą tychże oto uroczych trzecioklasistów, wywijających mi jak widać niezły numer na pożegnanie. 

EWELINA: Co pani mówi? To żaden numer! [zwraca się od razu do Katarzyny] Ale jakie zło mieszkało w naszych lasach? I czy na pewno już nie mieszka?

KATARZYNA: Osobiście o to zadbałam.

JULA: Ale co, kiedy i jak, no i jakie zło? To jest coś nie halo.

KATARZYNA: Nie halo? Nie rozumiem, a myślałam, że ja wszystko umiem, a tu się okazuje, że młodzież mnie testuje?

JULA: Nie, nie, nie! Nie testujemy cię! Coś nie halo to tylko taki współczesny zwrot młodzieżowy.

KATARZYNA: Hahaha Ale dlaczego halo?

MATEUSZ: Oj, to dopiero jest dłuuuga historia.

UCZNIOWIE: [śmieją się]

KATARZYNA: To może później mi opowiecie? Ale najpierw się dowiecie, skąd się wzięła Rudna w świecie!

 

[Uczniowie z nauczycielką schodzą ze sceny. Dym i światła skierowane na Katarzynę]

 

AKT II

SCENA I

KATARZYNA: Dawno, dawno temu rozpościerały się na tych terenach tylko lasy, pola i łąki. Wśród tych bezkresnych stepów malutką strzechę postawili szaleńczo w sobie zakochani młodzi ludzie – Żyna - piękna blondynka o niebieskich oczach oraz Mieszek - przystojny brunet o oczach brązowych. W rok po zasiedleniu urodziła im się córka. Była to bardzo wyjątkowa dziewczynka, zupełnie niepodobna ani do matki, ani do ojca. Miała bowiem włosy rude jak marchewka, a oczy zielone jak wiosenna trawa. Żyło im się szczęśliwie nawet na pustkowiu, jednak szczęście skończyło się wraz z nadejściem choroby pani matki, która zaczęła się tuż po porodzie, ciągnęła się latami, a ostatecznie zwyciężyła. Po śmierci ukochanej żony gospodarz postanowił wydać swą jedyną córkę dobrze za mąż. Jeździł po kraju w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata, ale choć jemu każdy kolejny, którego wybrał, wydawał się odpowiedni, to jednak córka skrupulatnie odrzucała jednego po drugim, zawsze przy tym wskazując tak trafne argumenty do odmowy kawalerowi, z jakimi ojciec musiał się zgodzić. Dziewczyna cierpiała jednak bardzo, za każdym razem widząc wielką nadzieję w oczach ojca na jej rychły ożenek. Wyrzuty sumienia i strach spać jej nie dawały, dlatego pewnej nocy wyszła niepostrzeżenie z domu, by podczas spaceru zaczerpnąć świeżego powietrza, a następnie móc spokojnie zasnąć.

 

[Kurtyna. Schodzi ze sceny Katarzyna. Pojawiają się 4 czarownice przy kociołku z chochlami oraz szefowa czarownic Daga krążąca przy koleżankach]

 

SCENA II

ciemna noc w lesie

CZAROWNICE: [w lesie, gotują coś w kociołku, czarują]

RUDZIA: [spaceruje po lesie, rozmyśla, podśpiewuje cichutko]

CZAROWNICA DAGA: A któż to?

CZAROWNICE: A cóż to?

DAGA: Oj, o tak późnej porze dziewczę spać nie może?

CZ 2: A fuj, ale my chętnie pomożem … [uśmiecha się szyderczo]

RUDZIA: [wystraszona, ale zbliża się do czarownic] Kim jesteście, co tu robicie i niby jak mą bezsenność wyleczycie?

DAGA: Oj, jaka niegrzeczna!

CZ: A fuj, oj nieładnie, gdy się sen drzewom kradnie!

RUDZIA: Ależ ja nic nie kradnę, a już na pewno nie drzewom!

DAGA: Oj taaak? Ale przez twoje zmartwienia nie ma tu zdrowego korzenia!

CZ: A fuj, drzewa nie czerpią przez ciebie pożywienia!

RUDZIA: Yyy… co wy baby gadacie?!

DAGA: Oj dostaniesz łomot w gacie!

CZ: A fuj, nie pomagasz tacie!

RUDZIA: Owszem, pomagam wielce!

DAGA: Oj, ale z kamienia twe serce.

CZ: A fuj, weź ino wywarów po kropelce! [podsuwają jej pod nos]

RUDZIA: Nie, dziękuję! Nie wiem, co to jest i czy mnie nie zatruje!

DAGA: Oj pij śmiało, nie rób ceregieli!

CZ: A fuj zaraz się będziemy śmieli!

DAGA: Oj pij, matka z zaświatów patrzy!

CZ: A fuj, łykaj szybko na trzy! [Rudzia pije niepewnie]

CZ razem: Raz dwa trzy SASASASA, teraz wyjdź dziewczyno z lasa!

My tu będziem wywar pichcikować, by cię za mąż wyrychtować sasasasa

RUDZIA: [zdezorientowana] Ale…

DAGA: Oj tam, oj tam! [przegania dziewczynę]

CZ: A fuj, fuj tam! [przegania dziewczynę]

RUDZIA: [niepewnie odchodzi, co chwilę się oglądając]

DAGA: Oj tośmy kolejne dziewczę sprytnie przechytrzyły. [zaciera ręce]

CZ: A fuj, toć ta – jak i każda inna - samodzielnie kropelki wypiły!

DAGA: Oj, cieszmy się, że Rudzia nasze miksturki wypiła i klątwę przedłużyła!

CZ razem: Nie nauczyły ich matki, bo nauczyć nie zdążyły, gdyż wcześniej też nasze kropelki wypiły, dzięki czemu my będziem piękne i młode wiecznie żyły [szykują napar, tańczą taniec radości wokół kociołka, z którego coraz mocniej się dymi, a dym rozprzestrzenia się po lesie]

 

[Kurtyna. Czarownice schodzą ze sceny. Znika kociołek. Pojawia się chatka Mieszka z Pustkowia.]

 

SCENA III

las, wschodzi słońce

RUDZIA: O jam nieszczęśliwa! Co ja pocznę teraz, olaboga [płacze] Com ja zrobiła, com ja wypiła i co ze mną będzie? Olaboga [płacze]

OLESŁAWOR: [zaciekawiony dymem zsiada z konia, rozgląda się, dostrzega dziewczynę i podchodzi do niej] Witaj piękna pani! Jam jest Olesławor z Mleczniska koło Głogowego grodu, tam się dobrze wychował ja za młodu! Konia zatrzymał ja, bom dostrzegł ja dymu kłębowisko – paliła tu może waćpanna sobie ognisko? [dostrzega, że dziewczyna jest zapłakana] A czemuż to ty płaczesz piękna niewiasto?

RUDZIA: Bo mam przyszłość niejasną.

OLESŁAWOR: Po tysiąckroć płaczu nie chciałem ja wzniecać – to mogę ja z dumą obiecać, iż jeno rozweselić troszeczkę. Jak mogę ja służyć?

RUDZIA: To niech mnie pan od kandydatów ojca oswobodzi! [beczy]

OLESŁAWOR: Toć płakać trza po temu?

RUDZIA: Ano trza, trza, bom młoda, toć i młodego męża chcę, a ociec starych kawalerów mi przedstawia [płacze] albo wcale nieładnych [płacze] albo grubiańskich [płacze]

OLESŁAWOR: No nie płakaj, nie płakaj! Przestań ino już! A czeguż to waćpanna sobie życzy od przyszłego męża?

RUDZIA: Nic takiego.

OLESŁAWOR: Czyli?

RUDZIA: Toć mówię - nic wielkiego, jeno musi być mądry, młody, piękny i bogaty.

OLESŁAWOR: Całkiem wysokie wymagania twoje, ale znam ja jednego, który je spełnia.

RUDZIA: Mówże co rychlej, kto to taki?!

OLESŁAWOR: To mój zacny książę pan Rudomyk, urodzony w burzy - jakoby go nic nie zburzyło, szlachetny jest i dobry. Może akurat go polubisz?

RUDZIA: Gdzież on jest, gdzie? [wypatruje]

OLESŁAWOR: Będzie tu za kilka godzin, mnie bowiem wysłał naprzód, bym poszukał gospody na noc.

RUDZIA: Szukać już nie musisz, właśnieś znalazł. Chodź pódziem do mego ojca, zaprawdę uraduje się on z dostojnych gości. [wędrują]

OLESŁAWOR: Po stokroć mam taką nadzieję, bośmy głodni i zmęczeni, a konie też potrzebują odpoczynku.

RUDZIA: Rzecz jasna [dochodzą do chałupy]

 

AKT III

SCENA I

MIESZEK: [wygląda przez okno i wychodzi zdziwiony z chaty] Kogóż to sprowadzasz do nas, droga córko?

OLESŁAWOR: Bóg w dom!

MIESZEK: [czujny i nieufny kiwa tylko głową nieznajomemu]

RUDZIA: Tatku, spotkałam tego podróżnika w lesie i przedstawił się jako Olesławor z Mleczniska, wierny sługa zacnego księcia pana Rudomyka, którego ów wysłał przodem w poszukiwaniu gospody na dwie noce.

MIESZEK: Toć tu nie gospoda!

RUDZIA: Ale miejsca u nas dużo, tatku, a oni w potrzebie.

OLESŁAWOR: Będziem dozgonnie wdzięczni, ale nie tylko wdzięcznością mój pan potrafi dobroć nagradzać.

MIESZEK Ciekawym ja, czym jeszcze. Możesz więc wracać do swoich i oznajmić, żeś znalazł miejsce odpowiednie u Mieszka z pustkowia.

[Olesławor odchodzi]

 

SCENA II

[słychać stukot koni, nadjeżdża książę z towarzyszami]

RUDZIA: [uradowana] Tatku, tatku, już ich słychać, zaraz będą!

MIESZEK: Do domu idź jeno już i czekaj, aż cię zawołam!

RUDZIA: [idzie zawiedziona]

OLESŁAWOR: Wielki książę Rudomyk we własnej osobie zaszczyca cię gospodarzu swą książęcą obecnością!

MIESZEK: [kłania się nisko] Witaj książę Rudomyku w moich skromnych progach! Jam jest Mieszek z Pustkowia koło głogowego grodu.

RUDOMYK: Witojcie gospodarzu Mieszku z Pustkowia! Serdecznie dziękuję ci za twą gościnę, skromnie czy nie – ważne, że rozprostujemy nogi, cokolwiek zjemy i odpoczniemy, a nasze konie też przecie już jadła i przerwy potrzebują.

MIESZEK: Tak, tak, wielmożny książę panie, już wszystko przygotowane na wasz przyjazd. Syna nie mam, ale córka konie zaraz oporządzi, a ja zapraszam, zapraszam serdecznie do środka. [woła w stronę chaty] Córko ma, wyjdź no tu, końmi się zajmij!

RUDZIA: [wybiega z domu] Daj Bóg dobry dzień!

RUDOMYK i rycerze: Dali Bóg!

[Książę oniemiały z wrażenia, szczęka do podłogi, oczy jak złotówki, zastyga w bezruchu i wzroku z dziewczyny nie spuszcza] Witaj pani gospodyni! Przepraszam za me maniery, ale mowę mi odebrało, gdy panią zobaczyłem. Przyznać się muszę, że dużo już w świecie widziałem, ale nigdy nikogo o takim kolorze włosów! Jakże wyjątkowa jest twa uroda, o pani!

RUDZIA: Dziękuję księciu panu za tak miłe słowa, proszę mnie jednak więcej nie zawstydzać, bom się piękną nie czuję! Ot zwyczajna ja. [rumieni się]

RUDOMYK: Gdzież tam zwyczajna?!!

MIESZEK: [groźnie do córki] Bierz się za konie! Panowie zmęczeni i głodni przecie, nie przyjechali tu dyskutować! Nie każmy czekać naszym gościom! Do koni marsz!

RUDOMYK: [spogląda zalotnie na dziewczynę] Teraz to ja mogę dyskutować i dyskutować, czekać i czekać, i nawet konie co wieczór oporządzać. Zresztą najlepiej jak sam się zajmę końmi, a panienka mi trochę pomoże tylko. Idźta już chłopy do chałupy.

MIESZEK: Tylko dobrze zagrodę zamknijcie, co by zwierzęta nie pouciekały, gdyby burza się zerwała!

RUDOMYK: A dziś burza będzie, zapewniam pana dobrodzieja, czuję to w kościach, bom przecie w burzy urodzony!

MIESZEK: Zatem do roboty, póki nie lyje jeszcze!

 

SCENA III

[Rudzia z Rudomykiem spacerują przy chacie Mieszka]

RUDOMYK: Czy mieszkasz tu pani od zawsze i tylko z ojcem?

RUDZIA: Od urodzenia, a owszem. Z ojcem sama zaś od kiedy mateczka pomarła, siedem wiosen już prawie będzie.

RUDOMYK: Przykro mi to słyszeć. A czy to panienka płakała w lesie?

RUDZIA: Jamże to byłam, a płakajałam sobie, bo mnie się nie zawsze podoba to, co brać muszę.

RUDOMYK: Odrobinka czy nie – płacz to płacz, a ja - książę Rudomyk w burzy urodzony, nie godzę się na płacz niewiasty, tym bardziej pięknej!

RUDZIA: Wielkie podziękowania składam na twe dłonie [chwyta księcia za ręce i – na skutek dotyku – buuum – energia się wyzwala, zachowują się, jakby poraził ich prąd, gdy dziewczyna odrywa dłonie od dłoni księcia, stoją zszokowani i wpatrzeni w siebie]

RUDOMYK: Co to było? Coś uczyniła? Co zrobiła? Czar rzuciła? Czyś czarownica??!!!

RUDZIA: Broń Panie Boże! Nigdy!

RUDOMYK: To co to było, jak nie magia?

RUDZIA: Może i magia, pod warunkiem, że to książę pan jest czarodziejem!

RUDOMYK: Broń Panie Boże! Nigdy!

RUDZIA: Może to przez burzę, która nadciąga? A tyś panie przecie w burzy urodzon!

RUDOMYK: Ano innego wyjaśnienia nie znajduję, alem nigdy tak nie czuł, jak teraz, a przeżyłem już wiele w życiu różnych burz!

[słychać grzmoty coraz głośniej, konie zaczynają się niepokoić, rżą przerażone, kopią ziemię kopytami, dzięki czemu widać, że pod ziemią coś się świeci, błyszczy, książę kuca i przygląda się zaciekawiony]

Może to magia tej ziemi przemówiła przez nas? Co jest z tą ziemią? Dlaczego ona tak się świeci?

RUDZIA: To tylko złudzenie, książę panie, ziemia się nie świeci, jeno deszcz pada i nasza czerwonka jest po prostu bardziej widoczna. 

RUDOMYK: Czerwonka? Co to za ziemia? Czy ona jest wszędzie wokoło, a mimo to rosną tu bezproblemowo rośliny?

RUDZIA: Jak wielmożny książę pan widzi [wskazuje na naturę dokoła]. Na tę czerwoną skałę zaś dość często się tu natykamy, bo występuje płytko.

RUDOMYK: Czerwone włosy, czerwona ziemia, czerwona skała, czerwona gleba… i serce me już chyba też czerwone [drapie się po głowie] Czerwonka - powiada panienka…

RUDZIA: To ojcowa nazwa, czcigodny panie, my tu nie wiedzieć, jak się na to mówi w dalekim, dobrze tobie książę znanym świecie.

RUDOMYK: Pojęcia jednak też nie mam, co to za rodzaj podłoża, bom - przyznam się szczerze - takiego jeszcze nigdzie nie spotkał, ale coś mi mówi, a przeczucie rzadko mnie myli, że ta wasza czerwonka przyniesie mi wiele dobrego! [uśmiecha się szeroko]

RUDZIA: Ojciec mój twierdzi, że dzięki tej skale dom nasz powstał, a dodatkowo narzędzia z niej tworzy i sprzedaje pobliskim chłopom.

RUDOMYK: O proszę! Jakżem już zasięgnął języka i coraz więcej wiem, tom całkiem gotów tu zostać po życia kres… [rozmarza się, ów stan przerywa mu potężny grzmot tuż obok]

 

AKT IV

SCENA I

NIESKALANY JEŹDZIEC: [wybiega z chaty i krzyczy za towarzyszami] Szybko bracia, ratujmy konie nasze wspaniałe! Ratujcie!

MIESZEK: Tak, tak mości nieskalani panowie, nie ociągajta się! Takie konie to prawdziwy skarb! Córko, co żeś tak długo się nie uporała?

RUDZIA: Gadajałam tatku z księciem panem Rudomykiem.

MIESZEK: Miałaś konie oporządzać na noc!

RUDZIA: Przecie nie wypadało na pytania księcia pana nie odpowiadać. 

MIESZEK: Oj mądraś ty po mamusi, a sprytna po mnie. Samotna ostaniesz, jak się słuchać chopów nie bydziesz.

RUDOMYK: O to gospodarzu, już się martwić nie musisz.

MIESZEK: A niby czemu to?

RUDOMYK: Postanowiłem tu osiąść, założyć rodzinę i być szczęśliwy jak ty, twoja żona i córka, bo to właśnie twoją córkę chcę za żonę! Czy mi ją oddacie, gospodarzu?

RUDZIA: Święci pańscy [mdleje, opadającą łapie jeden z nieskalanych i próbuje ocucać, ale dziewczyna jakby zasnęła]

MIESZEK: Cóż za zaszczyt nas spotkał, o książę panie! Dziękujem za takie wyróżnienie!

RUDOMYK: Nie trza wam dziękować! To ja dziękuję i wdzięcznym jestem, bom się tu u ciebie podwójnie zakochał!

NIESKALANY JEŹDZIEC: Jak to? Co książę pan gada? Zakochał? Podwójnie?!?

WSZYSCY JEŹDŹCY: Bleeeee miłość? Ohyda!

[budzi się Rudzia i mdleje zaraz powrotem, gdy tylko usłyszy słowa księcia]

RUDOMYK: Kocham twą wspaniałą córkę, gospodarzu drogi, pokochałem ją od pierwszego wejrzenia, jenom nie wiedział, że ta strzała w głowę, ten przypływ gorąca to właśnie miłość jest! Skąd miałem wiedzieć, nigdym tegom wcześniej ani przez moment nie czuł, a teraz czuję, że mogę latać…

MIESZEK: Latać to ty tu nie bydziesz, jeno z mą Rudzią masz twardo po ziemi stąpać!

RUDZIA: A czy ktoś mnie w ogóle pytał o zdanie?! Tym razem chcę, chcę, chcę!!! Tatku, ojcze najdroższy, miej litość dla swej jedynej córki! Nie będziesz już musiał po złym świecie wśród złych ludzi się tułać i męża mi szukać, skoro ten oto książę pan Rudomyk sam tu przyszedł i prosi o mnie… No tatku, dlaczego milczysz? Dlaczego nie? Powiedz coś!

[nieskalani podśmiewują się delikatnie, ojciec i książę śmieją się głośno]

RUDZIA: Co ja głupia narobiłam? To już nie sen? Bo mnie się śniło, że książę pan o mą rękę prosił… wybaczcie panowie, jeszcze w pół śnie widocznie zostałam. [zrywa się z miejsca i biegnie w stronę lasu i nagle upada przewróciwszy się o korzeń ]

 

SCENA II

RUDOMYK: [Rudomyk patrzy na ojca ukochanej, a gdy ten wyraźnie kiwa do niego głową na znak zgody, książę rusza najprędzej jak potrafi za dziewczyną, nieskalani nie mogą uwierzyć w to, co widzą, rozkładają bezradnie ręce, kręcą głowami z niedowierzaniem, pogwizdują]

Piękna ma, zaczekaaaaaaaj!!! [dobiega do niej i widzi leżącą Rudzię, przerażony chwyta ją w ramiona]

Rudziu, Rudziu, moja przyszła żono, ocknij się, obudź, otwórz oczy! Dopierom co cię odnalazł i w mym sercu umieścił, obudź się, nie udawaj!

RUDZIA: Nie udaję, jeno boję się, że to znowu sen, a nie chcę się obudzić…

RUDOMYK: Nie musisz się bać, gdy pragniesz czegoś, co według ciebie niemożliwe jest! To nie sen. Pokochałem cię Rudziu od pierwszego wejrzenia i mam nadzieję, że zechcesz mnie uszczęśliwić i być ze mną do pomrzenia? 

RUDZIA: Uszczypnij mnie najpierw… [książę szczypie ją]

Ałłł!!! Mocno szczypiesz, ale niech ci będzie! Tak, tak, tak! Zgadzam się! 

RUDOMYK: Szczęśliwym nigdy wcześniej nie był, ma narzeczono urocza! 

RUDZIA: Narzeczona, jak to brzmi melodyjnie i narzeczony brzmi ładnie, jeno co ja wiem o mym narzeczonym? Niewiele. A i mój narzeczony nie wie o mnie najważniejszego.

RUDOMYK: Nie wierzę, Rudzia ma tajemnice!

RUDZIA: Ano niestety mam, bo bardzo niemądra byłam i zaklęte kropelki od czarownic wypiłam, gdy mi je w lesie tak sprytnie podsuwały, że nawet nie wiem, co mi naobiecywały, ale ich działania na pewno się udały, bo cieszyły się ogromnie, gdy dostały, co chciały…

RUDOMYK: A co w ogóle chciały za losu odmienienie?

RUDZIA: Toć mówię, żem głupia i dokładnie nie wiem…

RUDOMYK: Z grzeczności zaprzeczę, ale coś gadać musiały…

RUDZIA: Że matka patrzy na mnie z nieba i nic mi więcej nie potrzeba, tylko wypić kropelki i po problemie wielkim… aaa i jeszcze, że tak być po kądzieli musi…

RUDOMYK: Czyli oddzielają córkę od mamusi, bo wieczność je kusi! Podłe kreatury – wysłałbym je na wieki w chmury z trutką na szczury!

RUDZIA: Szkoda, że tego książę pan nie potrafi, bo bez czarownic byłoby nam prościej zaczynać wspólne życie…

RUDOMYK: A co zmartwieniem naszym być może? Że codziennie zabrudzał będę w izbie podłogę, że marchewki nierówno na grządce wyrosną albo że nowa stajnia zabierze cień sosnom?

RUDZIA: Wy mężczyźni lubicie wszystko bagatelizować, a jak mnie zaczną czarownice terroryzować? To co wtedy zdziałamy?

RUDOMYK: Damy radę czarownicom, aż się nami ludzie w świecie zachwycą! Trzeba być zawsze dobrej wiary, gdy się chce pokonać magiczne poczwary! Czarownicami się zatem teraz nie przejmujemy, bo naszą wspólną osadę budujemy, chaty stawiamy i na straszydła czasu nie mamy! One kiedyś wrócą, to pewne jest wielce, ale po co już dziś ma się stresować tym twoje dobre serce? Jeszcze przyjdzie na to pora, a tymczasem fora złym myślom ze dwora! 

RUDZIA: Toć do dwora tej polance całkiem daleko…

RUDOMYK: Kobieto! Hamuj negatywne myślenie! Ciesz się szczęściem, kiedy do twych drzwi zapukało.

RUDZIA: Niech będzie szczęście! Od czego zaczynamy?

RUDOMYK: Od nazwy, o miła pani, któraś w pełni już me serce dokładnie na rudo zapełniła.

RUDOMYK: Pięknie godasz mości książę, nie godnam ja ciebie, takiego światowego pana. Nie godna ja jestem ciebie Rudomyku, więc lepiej czym prędzej zrób stąd zniku! Zniknij z mojego życia, bom za prosta kobicia!

RUDZIA: Co za bzdury! Ja tego nie uznaję, uważam, że każdy mądrości i czasu równo dostaje i każdy każdemu równym się rodzi, a to, żeś jest chłopka, mnie wcale nie obchodzi! Nauczymy się razem wspaniale żyć i w pełni szczęścia będziemy tyć! Wymyślaj więc nazwę dla naszego szczęściowa, boś jest w nim królowa!

RUDZIA: Skoro nalegasz i to całkiem sprawnie, to niech ci będzie, wymyślę coś żwawnie! Z twoimi ludźmi siedem domostw będzie, myślę, dumam w zapędzie… hmmm  Siedmiorak, Siódmiak, Siedmiak, Siódemeczki - coś mi nie pasuje… Wiem! Może z innej beczki – co ty na Nieskalanowo?

RUDOMYK: Bombowo, ale wymyśl coś innego. Jesteś za dobra, ma miła, dlatego uważam, że to od twojego imienia powinna pochodzić nazwa naszego prywatnego królestwa.

RUDZIA: Rudzia? Ależ nie! To moje imię i nie za bardzo chcę się nim dzielić z królestwem, nawet własnym, ale ale hmmm… przecież nasze imiona zaczynają się tak samo! Czy to przypadek, że mamy wspólną część wyrazu! RUD, RUD RUD… niech no pomyślę…

Poczekaj, poczekaj yyy RUDOMAK? RUDZIK? RUDNIAK? Co ty na to?

RUDOMYK: Za męsko brzmi. Proponuję więc na twą cześć nazwę zakończyć żeńsko, najlepiej za pomocą żeńskiej końcówki „A”? … Ruda?

RAZEM RUDZIA I RUDOMYK: [myślą patrząc sobie w oczy i po kilku sekundach jednocześnie krzyczą] RUDNA!!!

RUDZIA: I wszystko jasne – jesteśmy twórcami Rudnej krasnej! Pasuje mi Rudna! Podoba mi się! Dziękuję ci królu Rudomyku z Rudnej!

RUDOMYK: A ja dziękuję tobie, królowo Rudzio z Rudnej! Mi też to pasuje, ale czy czasem twój ojciec cię nie nawołuje?

 

SCENA III

MIESZEK: Rudzia! Rudzieńka! Rudziunia! Gdzie jesteś córko ma wspaniała? Co z tobą? Rudzia! Czcigodny książę Rudomyku! Jesteście przy strumyku?

RUDZIA: Tak ojcze, tu przy strumyku Rudna w Rudnej, gdzie jest najwięcej tej czerwonej ziemi cudnej!

MIESZEK: Co? Gdzie? Przy kamyku brudnem? [zakochani wyłaniają się]

RUDZIA: Nie tatku, przy strumyku …

RUDZIA i RUDOMYK razem: Rudna w Rudnej!

MIESZEK: Co wyśta wymyślita gołąbeczki młode?

RUDOMYK: Budujemy tu osadę, co się Rudna zwać będzie, a za ki

Oddaj swój głos:
(131)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...